Tylko 11 lat za zabicie biznesmena

Przed Sądem Okręgowym w Warszawie zakończył się proces Kamila Z. i jego byłej partnerki Eweliny S. oskarżonych o brutalne zabójstwo Dariusza R., biznesmena z Józefowa. Rodzina przedsiębiorcy domagała się nie tylko sprawiedliwości, ale również 1,5 mln zł zadośćuczynienia. Sąd uwzględnił jedynie ułamek tej kwoty i skazał mężczyznę tylko na 11 lat więzienia. Natomiast kobieta już nie wróci za kraty. Wyrok nie jest prawomocny.

AGNIESZKA JASKULSKA

Śledczy od początku nie znajdowali żadnych okoliczności łagodzących dla 29-letniego Kamila Z., mieszkańca Radomia, i otwocczanki, 26-letniej Eweliny S. Uważali, że do brutalnego zabójstwa 57-letniego właściciela hurtowni doszło z niskich, bo finansowych, pobudek. Chodziło o 2 tys. zł, które biznesmen rzekomo był winny mieszkańcowi Radomia.

Prokurator żądał 25 lat więzienia dla Kamila Z. i 10 lat pozbawienia wolności dla jego byłej już partnerki Eweliny S. Natomiast rodzina właściciela hurtowni domagała się przed sądem nie tylko sprawiedliwości, ale także 1,5 mln zł zadośćuczynienia od oskarżonych. W poniedziałek, 5 czerwca ogłoszono wyrok.

– Uznaję Kamila Z. za winnego – orzekł sąd okręgowy. W wyroku zaznaczono, że oskarżony, działając w zamiarze ewentualnym pozbawienia życia Dariusza R., wielokrotnie uderzył go w głowę cegłą, powodując wieloodłamowe złamania kości czaszki, które skutkowały wystąpieniem ciężkiego urazu czaszkowo-mózgowego, co z kolei doprowadziło przedsiębiorcę do śmierci. Sąd, ogłaszając wyrok, przypomniał, że Kamil Z. był już karany za podobne przestępstwo, ale wymierzył mu karę zaledwie 11 lat pozbawienia wolności.

Kobieta winna, ale nie trafi za kraty
Wobec Eweliny S. wymiar sprawiedliwości był jeszcze łaskawszy. Podczas procesu sąd nie znalazł dowodów na to, że kobieta bezpośrednio doprowadziła do śmierci właściciela hurtowni. Uznał ją za winną tego, że 21 września 2015 r. pomagała Kamilowi Z. uniknąć odpowiedzialności karnej poprzez zacieranie śladów przestępstwa, uczestnicząc w ukryciu ciała Dariusza R. oraz zmywając ślady krwi ze schodów, ścian i podłóg. Sąd orzekł wobec niej karę półtora roku pozbawienia wolności, jednocześnie zaliczając ją w poczet aresztu.

– Uznaję karę za odbytą w całości – zaznaczyła sędzia, odczytując wyrok.

Kilka tysięcy zamiast 1,5 mln zł
W kwestii zadośćuczynienia wymiar sprawiedliwości uznał, że kwota 1,5 mln zł, której domaga się rodzina, jest zbyt wysoka, podkreślając, że oskarżeni nie posiadają żadnego majątku. Sąd podkreślił, że Kamil Z. pochodzi z biednej rodziny i większość pieniędzy, które wcześniej zarabiał, wysyłał matce. Podkreślił, że bliscy biznesmena mogą wystąpić o odszkodowanie na drodze cywilnej. – Dlatego sąd orzeka od oskarżonego na rzecz syna Dariusza R. kwotę 5 tys. zł tytułem nawiązki – argumentowała sędzia, prawie przez godzinę odczytując uzasadnienie.

Wyrok nie jest prawomocny. Według śledczych kara za brutalne zabójstwo Dariusza R. jest zbyt niska, dlatego będą odwoływać się od wyroku.

To nie ja go zabiłam
Wychodząc z sali sądowej, Ewelina S. odetchnęła z ulgą.

– Sąd był dla mnie łaskawy, bo wziął pod uwagę wszystkie okoliczności, które doprowadziły mnie do tamtych strasznych chwil – tłumaczy Ewelina S. w rozmowie z „Linią”. – Miałam trudne dzieciństwo. Po śmierci mamy jako 17-latka uciekłam z domu przez ojca, który mnie dręczył i próbował zgwałcić. Tułałam się po świecie. W połowie 2015 r. poznałam Kamila. Miała to być miłość, a okazało się, że było to fatalne zauroczenie – przyznaje cicho Ewelina S.

– Kamil nigdy nie mówił o swojej przeszłości, mało go znałam, nawet nie wiedziałam, że był w więzieniu. Bywał agresywny, ale nigdy wobec mnie. Dla mnie był dobry, opiekował się mną i przygarnął mnie, kiedy nie miałam gdzie mieszkać. W ten sposób niedługo przed tragedią zamieszkaliśmy razem w jednej z kwater u Dariusza R. w Józefowie – wspomina Ewelina S.

W połowie września 2015 r. pomiędzy właścicielem starej hurtowni a Kamilem Z. doszło do kłótni, której świadkami byli inni pracownicy. W efekcie biznesmen wyrzucił parę z kwatery. – Kamil domagał się od niego zwrotu pieniędzy za pracę. Poszłam z nim do starej hurtowni. On miał rozmówić się z Dariuszem R., a ja miałam zabrać rzeczy, których nie zdążyłam wziąć podczas wyprowadzki – tłumaczy Ewelina S. – Kiedy pakowałam rzeczy, słyszałam, jak Dariusz R. i Kamil kłócili się na korytarzu. Potem usłyszałam hałas. Kiedy wybiegłam, właściciel leżał w kałuży krwi z rozłupaną czaszką. To nie ja go zabiłam – zapiera się Ewelina S.

Nie myślałam trzeźwo, byłam w szoku
Pytamy, dlaczego nie wezwała pomocy, nie zadzwoniła na pogotowie. Ewelina ze spuszczoną głową przyznaje, że nie wiedziała, co robić, i bała się, a jej partner nalegał, aby pomogła mu znieść mężczyznę do piwnicy.

– Byłam w szoku. Nie myślałam trzeźwo. Robiłam to, co Kamil mi kazał. Potem jak automat wzięłam mopa i sprzątałam krew, która była wszędzie – mówi Ewelina S. – Byłam naiwna. Znalazłam się w niewłaściwym czasie i w niewłaściwym miejscu. Związałam się z mężczyzną, którego wybory doprowadziły mnie na salę sądową – przyznaje otwocczanka.

REKLAMA

REKLAMA