Wąż w sklepie!

Chwile grozy przeżyły pracownice jednego ze sklepów, które odkryły w środku 80-centymetrowego węża! Przerażone wezwały na pomoc straż miejską.

We wtorek, 20 czerwca przed południem ekspedientki pracujące w sklepie przy ul. Narutowicza w Otwocku-Jabłonnie zdębiały na widok syczącego gada. Wąż schował się w kącie na zapleczu i nie miał ochoty wypełznąć
z chłodnej kryjówki, w której znalazł wytchnienie od upału. Przerażone widokiem gada panie piszcząc, w popłochu wybiegły z pomieszczenia. Od razu wezwały otwocką straż miejską.

– Na szczęście skończyło się tylko na strachu. Okazało się, że budzący przerażenie pracowników sklepu wąż to tylko niegroźny zaskroniec, który nie jest jadowity. Na tylnej części głowy miał charakterystyczne dwie duże, żółte plamy – tłumaczy Krzysztof Jastrzębski z otwockiej straży.

– Gad robił jednak wrażenie, bo był dość duży, miał ok. 80 cm długości. Prawdopodobnie szukał schronienia przed słońcem i wpełzł do budynku przez niedomknięte drzwi – wyjaśnia Jastrzębski. I dodaje, że czasami zaskrońce zapuszczają się na teren budynków lub ogródków, ale nie robią nic złego człowiekowi. Są niegroźne i wręcz unikają ludzi.

Zaskroniec, którego ukrył się w sklepie, nie był ranny ani rozdrażniony. – Był w dobrej kondycji – zaznaczają mundurowi. Strażnicy szybko go odłowili, wykorzystując do tego tylko rękawicę.

– Schwytaliśmy gada tak, jak powinno się łapać węża, czyli za głowę. Włożyliśmy go do pojemnika i wywieźliśmy poza teren zabudowany do rezerwatu, gdzie zaskroniec wrócił do naturalnego środowiska – tłumaczy strażnik miejski.

W Otwocku to niejedyny taki przypadek w ostatnim czasie. – Wcześniej interweniowaliśmy na terenie zabudowanym, gdzie również znaleziono węża – zaznacza Krzysztof Jastrzębski.

Tego samego dnia, kiedy straż miejska interweniowała w sklepie w Jabłonnie, na posesji w Celestynowie również pojawił się wąż. Przed południem wślizgnął się na teren przez ogrodzenie. – Gada przypadkiem zauważył mąż podczas robienia porządków. Wąż wygrzewał się między krzewami w słońcu. Miał około 60 cm długości – wspomina pani Ewa. – Okazało się jednak, że to nie jadowita żmija, tylko niegroźny zaskroniec, bo miał charakterystyczne żółte plamy na głowie. Musieliśmy mu pomóc wrócić do naturalnego środowiska. Dlatego mąż położył obok niego wiaderko, do którego wąż się wślizgnął. Wszystkiemu przypatrywała się nasza trzyletnia wnuczka, dla której była to dobra lekcja. Potem mąż wypuścił węża przy ogrodzeniu. Gad popełzł w stronę lasu. Mam nadzieję, że już nie wróci – podkreśla pani Ewa.

Leśnicy przypominają, że w Polsce żyje tylko jeden gatunek jadowity – żmija zygzakowata. Jednak nie stanowi ona śmiertelnego zagrożenia dla zdrowego, dorosłego człowieka, ale jej ukąszenie jest niebezpieczne dla dzieci, osób starszych, a także małych zwierząt, np. psów czy kotów. – Węże z natury unikają konfrontacji z napastnikiem. Najpierw ostrzegają go głośnym syczeniem i starają się uciec. Atakują w sytuacji, gdy są osaczone i zagrożone – tłumaczą leśnicy. I podkreślają, że nigdy nie należy bagatelizować ukąszenia. – Zawsze trzeba zasięgnąć pomocy medycznej, szczególnie przy potwierdzonym ukąszeniu żmii – zaznaczają.

REKLAMA

REKLAMA