Dodatek do sezonu

Piłkarki ręczne MKS Karczew wzięły udział w 20. Międzynarodowym Turnieju Piłki Ręcznej –Makarska

Kilkanaście dni po zdobyciu kolejnego medalu mistrzostw Polski zawodniczki MKS Karczew udały się na południe Europy – do Chorwacji, aby wziąć udział w odbywającym się od blisko 20 lat turnieju Makarska. W zawodach
rywalizują najlepsze zespoły ze Starego Kontynentu, a ich cechą szczególną jest gra na otwartych boiskach.

– Jest zdecydowana różnica między tym, jak wygląda gra w hali, a grą na sztucznej trawie na otwartych boiskach. W takich warunkach gra oparta na technice niewiele daje, tu liczy się przede wszystkim siła fizyczna – twierdzi szkoleniowiec MKS Karczew Grzegorz Ankiewicz.

Jego zespół pojechał do Chorwacji osłabiony brakiem dwóch czołowych zawodniczek – Julii Zagrajek oraz Joanny Wójcik, które udały się na kolejne zgrupowanie juniorskiej reprezentacji Polski. – Nie chcę w ten sposób usprawiedliwiać końcowego wyniku, ale te dwie absencje wpłynęły na siłę naszej drużyny. Można powiedzieć, że udaliśmy się na bitwę bez dwóch najmocniejszych armat – przyznaje szkoleniowiec MKS-u.

Zespół z Karczewa już na początku trafił na poważną przeszkodę. Brązowe medalistki mistrzostw Polski trafiły do niezwykle silnej grupy. – Przede wszystkim trafiliśmy na Słowenki oraz Chorwatki. Pierwsze imponowały warunkami fizycznymi i w takim wydaniu piłki ręcznej jak na turnieju w Chorwacji, gdzie liczy się siła, po prostu górowały nad resztą stawki. Natomiast Chorwatki… Graliśmy na ich terenie, a wiadomo, jak gra się z gospodarzami –mówi trener
Ankiewicz.

Słowa szkoleniowca MKS-umiały swoje odzwierciedlenie wwynikach.To słoweński Zelene Doline Żalec oraz chorwacka Dalmatinka spotkały się w wielkim finale turnieju. Po dość jednostronnym widowisku złoto odebrały Słowenki,wygrywając ostatni mecz turnieju 29:11.

Karczewianki zajęły miejsce pod koniec pierwszej 10. – Trzy mecze przegraliśmy, ale trzy wygraliśmy. Mieliśmy problem w grze z reprezentantkami Bałkanów, ale z zawodniczkami z Norwegii szło nam bardzo dobrze.Wygraliśmy z nimi i to jest z pewnością powód do zadowolenia – zauważa trener Ankiewicz. – Tym razem wracamy do domu bez
medalu, ale nie to było głównym celem naszego wyjazdu. Szczyt formy miał przypaść na przełom maja i czerwca, kiedy rozgrywaliśmy finałowy turniej mistrzostw Polski. Ten turniej był dla dziewczyn dodatkiem oraz nagrodą za to, jak spisywały się w tegorocznych rozgrywkach. Chcieliśmy też nieco odpocząć i naładować akumulatory przed kolejnym sezonem– dodaje szkoleniowiec.

Podczas wyjazdu zawodniczki MKS-u starały się jak najpełniej skorzystać z warunków w przepięknej Chorwacji.

–Nie mogliśmy narzekać na brak atrakcji. Oprócz tego, że mieliśmy przez cały wyjazd fantastyczną pogodę, to udało nam się jeszcze zaliczyć kilka niezapomnianych przygód. Pływaliśmy specjalną łodzią, która pozwalała na obserwację wyjątkowej w tamtych rejonach fauny i flory morskiej, ale dziewczyny chyba najbardziej zapamiętają loty na spadochronie za motorówką –mówi Ankiewicz.

Wyjazd zawodniczek MKS Karczew do Chorwacji nie odbyłby się, gdyby nie wsparcie ze strony władz Karczewa oraz Starostwa Powiatowego w Otwocku, a także firmy Minibus. – Jesteśmy bardzo wdzięczni wszystkim, którzy pozwolili
nam przeżyć kolejną niesamowitą przygodę –mówi szkoleniowiec karczewskiego zespołu.

REKLAMA

REKLAMA