Bo ryzyko było… za duże

To było jedno z najtrudniejszych głosowań w tej kadencji – przyznali karczewscy radni po tym, jak nie wyrazili zgody na udział gminy w dwóch projektach unijnych, w ramach których lokalni przedsiębiorcy planują ubiegać się o środki z UE na wdrożenie innowacyjnych metod uprawy pomidorów.

SYLWIA WYSOCKA

Wprawdzie do samego końca wahanie było widoczne na twarzach radnych i można było wyczuć je w ich wypowiedziach. W głosowaniu samorządowcy zdecydowali jednak, że gmina Karczew nie przystąpi do projektów  „EPI Janów” i „EPI Piotrowice” (skrótowiec od: European Partners for Innovation, czyli Europejskie Partnerstwo dla Innowacji).

Stawiają na innowacyjność
„EPI Janów” i „EPI Piotrowice” to dwa projekty, na realizację których ich autorzy chcą pozyskać dofinansowanie z środków Europejskiego Funduszu Rolnego na rzecz Rozwoju Obszarów Wiejskich w ramach Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2014-2020. Inicjatorami projektów są działający na terenie gminy Karczew ogrodnicy: Piotr Kociszewski (Janów) i Łukasz Budyta (Piotrowice). Przedsiębiorcy w ramach zawiązanej grupy operacyjnej (konsorcjum), w której poza Szkołą Główną Gospodarstwa Wiejskiego i firmą doradczą w roli partnera miał uczestniczyć również samorząd Karczewa, chcą pozyskać unijne dofinansowanie na wdrożenie dotąd niestosowanych w Polsce innowacyjnych metod uprawy pomidorów.

W tym celu na terenie gminy Karczew mają być wybudowane szklarnie z dyfuzyjnym szkłem i systemami oświetleniowymi LED, ma zostać zakupiony specjalistyczny sprzęt, projekt obejmuje też sfinansowanie prac badawczych prowadzonych przez naukowców z SGGW. Wnioskowana przez grupę operacyjną kwota to 9 mln zł dla każdego z dwóch projektów (łącznie 18 mln zł).

Liderami konsorcjum są obaj przedsiębiorcy, którzy biorą na swoje barki odpowiedzialność za jej funkcjonowanie oraz zabezpieczają interesy gminy, tak aby nie była ona narażona na ewentualne szkody. Wszystkie wydatki są ponoszone przez liderów projektu. Jeśli agencja uzna, że wydatki zostały dokonane zgodnie z umową, wypłaci dotację.

Zadanie dla gminy: promocja
Zadaniem Gminy Karczew – jako partnera w projekcie – miała być działalność informacyjna i promocyjna: upowszechnianie wyników i prac projektu, promocja wprowadzania innowacyjności w rolnictwie na swoim terenie oraz organizacja konferencji podsumowujących etapy określone wynikami badań. Początkowo gmina miała odpowiadać także za prowadzenie strony internetowej informującej o etapach realizacji programów, ale  podczas negocjacji zrezygnowano z tego pomysłu. Tworzenie takiej strony generowałoby koszty, których gmina nie chciała ponosić. Jej udział określono zatem jako bezkosztowy, niewymagający przeznaczania konkretnych środków z budżetu.

Nierozwiane wątpliwości
O udziale gminy radni najpierw dyskutowali na komisjach, negatywnie oceniając złożoną propozycję. – Nie jesteśmy przeciwko innowacjom, ale potrzebujemy zdecydowanie więcej szczegółów – tłumaczyła przewodnicząca rady Danuta Trzaskowska. Potem dyskusję przeniesiono na sesję, na której obecni byli inicjatorzy i koordynator projektu Krzysztof Brdyś. Próbowali oni przekonać radę do udziału gminy w projekcie, argumentując, że korzystnie wpłynie on na wizerunek gminy jako jednej z najbardziej innowacyjnych gmin w Polsce. Uspokajali również radnych, że to bezpieczny projekt, na którym gmina nic nie straci.

Od początku o projekcie wypowiadało się też kilku radnych, m.in. Marek Płaczek i Radosław Kociszewski. – Warto zaryzykować i uwierzyć w to, że można pozyskać duże pieniądze z korzyścią zarówno dla podmiotów gospodarczych, jak i gminy. Jeśli można ściągnąć do tego kraju pieniądze, to trzeba to robić, jakieś ryzyko zawsze przy tym jest, ale warto je podjąć – przekonywał Płaczek.

Pozostali radni byli jednak bardziej sceptyczni, zwłaszcza po tym, jak usłyszeli od prawnika i skarbnik urzędu, że przepisy odnoszące się do tak innowacyjnych projektów nie są jednoznaczne. Zdaniem skarbnik Małgorzaty Pajek umowa o odpowiedzialności solidarnej, która ma tu zastosowanie, to tzw. umowa nienazwana.

– Wysłałam do RIO pytanie, czy w związku z podjęciem uchwały o przystąpieniu do takiej umowy będziemy musieli uwzględnić zobowiązanie gminy, tak jak w przypadku poręczeń. Odpowiedzi z RIO nie ma, a przepisy w tej sprawie są niejednoznaczne. Zakładając wersję mało optymistyczną dla gminy, należałoby w Wieloletniej prognozie finansowej uwzględnić zobowiązania, takie jak wynikające z tytułu poręczania, i zakwalifikować do wskaźnika zadłużenia. W takim przypadku mielibyśmy problem nie tylko z zaciągnięciem pożyczek zaplanowanych na przyszły rok, ale w ogóle z uchwaleniem budżetu – tłumaczyła skarbnik Karczewa.

– Projekty są bardzo interesujące. Widzę sens udziału w nich gminy, w nich tym bardziej że rozmawiamy z działającymi z sukcesami przedsiębiorcami z naszego terenu. Mam jednak obawy co do interpretacji tego przedsięwzięcia przez organy kontrolne. Mamy już takie doświadczenia, że na nasze pytania o interpretację odpowiadano nam: „Decydujcie sami, a my przyjdziemy to skontrolować” – mówił z kolei burmistrz Dariusz Łokietek.

Ostatecznie rada miasta nie zgodziła się na przystąpienie gminy do projektów. „Za” zagłosowało tylko czterech z 13 obecnych radnych: Marek Płaczek, Radosław Kociszewski, Piotr Trzaskowski i Grzegorz Leszczyński. Szóstka radnych była przeciwna: Danuta Trzaskowska, Mirosława Guba, Anna Osial, Agnieszka Salwa, Małgorzata Spirowska i Sławomir Walicki, troje – Anna Trzepałka, Rafał Olszewski i Mateusz Stanaszek – wstrzymało się od głosu.

Przedsiębiorcy nie poddają się
Decyzja radnych nie zamyka jednak drogi przed autorami projektu, ale na pewno zmniejsza ich szanse w ubieganiu się o unijne pieniądze. Już na starcie oba projekty będą miały odjęte po jednym punkcie, jaki byłby im przyznany za udział jednostki samorządu gminnego w konsorcjum. Jak zapowiadają autorzy projektów, pomimo braku udziału gminy wystartują w konkursie. Wiadomo również, że w tytułach projektów dalej będą nazwy miejscowości, czyli Janów i Piotrowice. – Jesteśmy stąd i ten region będziemy promować – podkreślają przedsiębiorcy. Na złożenie projektów mają czas do końca lipca.

O projekcie

  • Krzysztof Brdyś, koordynator projektu, były wiceprezes Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa
    Zaprosiliśmy gminę do udziału w przedsięwzięciu unikatowym. Nie było jeszcze takiego w Polsce ani w Europie Środkowej. To pierwszy program finansowany z środków Unii Europejskiej przeznaczony na innowacje w rolnictwie. Program jest bardzo trudny, a trudność polega na tym, że muszą w nim uczestniczyć odpowiednie podmioty: rolnicy, podmioty doradcze, przedsiębiorcy, jednostki badawczo-rozwojowe oraz inne podmioty, w tym jednostki samorządu terytorialnego. Do naszych projektów została zaproszona SGGW, kierownikami naukowymi obu projektów są pracownicy naukowi tej uczelni: prof. Janina Gajc-Wolska, kierownik katedry Roślin Warzywnych i Leczniczych, oraz dr inż. Kętrzyna Kowalczyk z tej samej katedry. Projekty uzyskały także opinie naukowe Uniwersytetu Przyrodniczego w Krakowie oraz uniwersytetu w Wageningen.
  • Marek says:

    Radni z Karczew to tylko potrafią od pomnika do pomnika maszerwowac. Wymyślac zakazy. Rozliczać innych i kupować za miejskie pieniądze głupoty typu narzędzia do ćwiczeń które są na lugach i Karczewie. Pusto tam jak makiem zasial. Ciekawy jestem ile to kosztowało przeliczajac na jedno głowę pracującego mieszkańca Karczewa.

    • wioska says:

      trudno celniej skomentować – niestety… fajny byłby projekt innowacyjnego pozbycia się z lasów wokół Janowa tych gąbek od pomidorów, co to, swoją drogą, innowacyjni plantatorzy powywozili w najlepsze gdzie byle i tyle…

2 thoughts on “Bo ryzyko było… za duże”

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

REKLAMA

REKLAMA