Dziki zjadły moje kwiaty

Ich widok w mieście już coraz mniej dziwi mieszkańców Otwocka! Dziki jednak wyrządzają wiele szkód, na które skarżą się Czytelnicy „Linii Otwockiej”. Kilka dni temu małe stado dopadło wypielęgnowany ogródek na osiedlu przy ul. Batorego w Otwocku. – Przeorały i zniszczyły wszystko. Zjadły większość cebulkowych roślin, nawet róży nie odpuściły – żali się Wiesław Kubuj, który od ponad 20 lat dbał o kwiaty.

ZDJĘCIA: AGNIESZKA JASKULSKA I EWA PAROWSKA

 

Dziki to sprytne i przebiegłe zwierzęta. – Od dwóch tygodni węszyły w okolicy, jakby sprawdzały, czy znajdą tu coś do jedzenia – mówi 79-letni pan Wiesław, mieszkaniec osiedla przy ul. Batorego w Otwocku. – Nie sądziłem, że upatrzą sobie mój pielęgnowany od ponad 20 lat ogród. To moja pasja, która zaczęła się jeszcze przed emeryturą. Na początku zasadziłem pod oknami bloku kilka kwiatów i tak z roku na rok ogród się rozrósł. Był moją dumą i ozdobą osiedla – podkreśla Wiesław Kubuj. Jego żona, pani Maria, dodaje, że miło było spędzać czas w tym miejscu, spotkać sąsiadów i porozmawiać. – Mąż zasadził wiele krzewów ozdobnych kwiatów, m.in. petunie, mieczyki, szafirki i krokusy. W pielęgnowanie ogrodu włożył wiele serca, czasu i pieniędzy – mówi pani Maria. – Kilka dni temu przyszły dziki i wszystko zniszczyły – dodaje żona pana Wiesława.

Sąsiadka pogoniła dziką rodzinę
W miniony weekend (15-17 lipca) dwie lochy z kilkoma warchlakami zajrzały na osiedle przy ul. Batorego. W sobotę wieczorem węszyły między blokami. Mieszkańcy odważnie ich przegonili. Ta zabawa w kotka i myszkę powtórzyła się jeszcze kilka razy. Dzika rodzina jednak nie dała za wygraną. Upatrzyła sobie ogród pana Wiesława.

W nocy z soboty na niedzielę węszyły już w jego ogrodzie i głośno chrumkały. Tym razem mieszkańcy również przegonili intruzów, ale dziki wróciły kolejnej nocy. W poniedziałek o świcie, tuż po godz. 3, obudził mnie hałas pod oknami – mówi pani Ewa, sąsiadka Kubujów.

– Kiedy wyjrzałam przez okno, dwa dziki chrumkały i tłukły się po ryjach, jakby o coś się kłóciły. Natomiast warchlaki orały ogród pana Wiesława. Słychać było ich chrupanie, jak pożerały rośliny – mówi pani Ewa. I dodaje: – Próbowałam je odstraszyć. Myślałam, że może chociaż część ogrodu uda się ocalić, ale dziki zupełnie mnie ignorowały – zaznacza pani Ewa.

Hałasy w ogrodzie wyrwały ze snu również pana Wiesława. Mężczyzna także próbował przegonić dziki, ale bezskutecznie. Wtedy do akcji wkroczyła jego odważna sąsiadka. – Zostawiłam otwarte drzwi na klatkę schodową, w razie gdybym musiała uciekać, i poszłam do ogrodu, żeby wygonić żarłocznych intruzów. Dziki w ogóle się mnie nie bały, ale hałasowałam i machałam rękami dotąd, aż poszły. Pokręciły się jeszcze po parkingu między samochodami i poszły w stronę lasu – tłumaczy pani Ewa. I dodaje, że nie udało się wiele ocalić, bo zwierzęta przeorały większość zieleni.

Dziki zjadły tulipany, ale mieczyków nie tknęły
– Bardzo zdenerwowałem się tą sytuacją. Wszystko zostało zniszczone. Ocalała tylko część roślin ozdobnych, tych które mają korzenie. Wszystkie cebulkowe rośliny dziki zjadły – tłumaczy pan Wiesław. – Zwierzęta były jednak wybredne. Wybierały kwiaty ze słodkimi cebulkami, bulwami. Pożarły m.in. krokusy, tulipany i lilie. Natomiast mieczyki im nie smakowały, bo nawet ich nie tknęły – wylicza pan Wiesław. I dodaje, iż ma nadzieję, że dziki już nie wrócą. – Zakasałem rękawy i zacząłem porządki. – Postaram się, aby ogród znów był dumą nie tylko moją, ale i sąsiadów – podkreśla.

Mieszkańcy osiedla planują również lepiej zabezpieczyć zielone zakątki przed dzikami. – Te zwierzęta rozpanoszyły się po całym mieście, są wygłodniałe i rozmnażają się w zastraszającym tempie. Dlaczego władze miasta, leśniczowie, myśliwi nic z tym nie robią? – zastanawiają się Czytelnicy „Linii Otwockiej”, którzy często informują redakcję o tym, w których miejscach były widziane stada intruzów. Na razie jednak mieszkańcy sami muszą sobie radzić z dzikim problemem w mieście.

REKLAMA

REKLAMA