Bezpłatne badania to lipa!

Oferta bezpłatnych badań skusiła już wielu emerytów! Wśród nich jest 76-letni pan Zdzisław. – Zamiast leczenia, teraz mam problem z rozwiązaniem umowy na pakiet medyczny, którą podpisałem z prywatną kliniką w Warszawie. Próbuję odzyskać 6,5 tys. zł, które im zapłaciłem za leczenie po wykonaniu bezpłatnego badania – skarży się emeryt.

AGNIESZKA JASKULSKA

Pan Zdzisław, 76-letni mieszkaniec Otwocka, od wielu lat leczy się na cukrzycę, ma również poważne problemy kardiologiczne. Niedawno przeszedł operację serca. Wyniki badań wskazywały, że wszystko jest w normie. – Po operacji często chodzę na kontrole do kardiologa, ale są to kosztowne, prywatne wizyty. Dlatego skusiła mnie oferta kliniki medycznej obiecującej darmowe badania – tłumaczy pan Zdzisław, który od znajomej dostał ulotkę informującą o spotkaniu.

– Było na niej napisane, że zostaną tam przeprowadzone bezpłatne przesiewowe badania układu krążenia – dodaje 76-latek. Emeryta zachęciła również informacja, że na badanie można przyjść bez wcześniejszego zapisywania się i nie trzeba będzie stać w kolejce. – Zapewniali, że każda osoba powyżej 65 lat otrzyma w prezencie najnowszej generacji ciśnieniomierz – tłumaczy senior. – Dlatego poszedłem na spotkanie, które odbyło się w poniedziałek, 24 lipca o godz. 9 w młodzieżowym domu kultury przy ul. Poniatowskiego 10 w Otwocku – mówi pan Zdzisław.

Szybka diagnoza
Na spotkanie, które zorganizowała klinika mieszcząca się przy ul. Kijowskiej w Warszawie, przyszło około 10 emerytów. – Jeden z mężczyzn reprezentujących klinikę przedstawił się jako ordynator szpitala w Warszawie. Opowiadał o chorobach związanych z cukrzycą i układem krążenia – opowiada 76-letni mieszkaniec Otwocka.

– Potem każdy uczestnik został przebadany. Dali mi w dłoń jakąś plastikową rurkę podłączoną kablami do jakiegoś urządzenia. Po chwili otrzymałem wydruk, z którego wynikało, że jestem bardzo chory. Przedstawiciele kliniki wybrali trzy osoby, m.in. mnie, i obiecali darmowe leczenie. Mówili, że grozi mi zawał serca i amputacja nóg w związku z zaawansowaną cukrzycą, że mogę umrzeć. Byłem przerażony, bo w rodzinie były już przypadki amputacji stopy lub nogi – tłumaczy ze łzami w oczach pan Zdzisław. – Zapewnili mnie, że gdy podpiszę umowę z kliniką, to będą mnie leczyć za darmo, ale muszę się śpieszyć, bo mają ograniczoną liczbę miejsc. Tak mną zakręcili, że uwierzyłem im we wszystko – wspomina senior.

Naciskali, żebym wziął kredyt w banku
Pan Zdzisław razem z przedstawicielami firmy pojechał ich samochodem do kliniki przy ul. Kijowskiej w Warszawie. – Wtedy nie myślałem racjonalnie, nie zdawałem sobie sprawy z tego, że jadę gdzieś samochodem z obcymi mężczyznami – zaznacza 76-latek.

Klinika mieści się w niedużym lokalu. Jest tam recepcja i kilka malutkich gabinetów, w których nikogo nie było.

– Jeden z przedstawicieli kliniki powiedział, że musimy podpisać umowę i muszę wziąć kredyt w banku. Dopiero wtedy zapewnią mi bezpłatne leczenie przez trzy lata – wspomina pan Zdzisław. Emeryt z przedstawicielem udał się do banku, który mieści się tuż za rogiem. Nalegali na kredyt, i to już, od razu. Tam po kilkunastu minutach 76-latek otrzymał 6,5 tys. zł w gotówce. Kiedy wyszli z banku, pan Zdzisław „zapłacił” przedstawicielowi kliniki za leczenie. – Powiedział, żebym jutro przyjechał na badania. Potem odwieźli mnie z powrotem do Otwocka – mówi emeryt.

Stek bzdur zamiast badania
– Taty nie było kilka godzin. Martwiłem się o niego, bo nigdy nie wychodził na tak długo. Dlatego zacząłem go szukać – mówi pan Paweł, syn 76-latka. – Wrócił do domu około godz. 15. Wtedy opowiedział mi o darmowym leczeniu i o tym, że wziął kredyt na 6,5 tys. zł. Wiedziałem już, że tata został oszukany przez nieuczciwe osoby – podkreśla pan Paweł. I dodaje:

– W wynikach badań, które przeprowadzono w młodzieżowym domu kultury, została wpisana błędna data, z maja, a przecież spotkanie było pod koniec lipca. Poza tym w raporcie analizy układu krążenia i naczyń mózgowych wypisano głupoty. To stek bzdur! U taty stwierdzono „ciężkie niedożywienie“, chociaż waży 97 kg!

W wynikach stwierdzono m.in. lepkość krwi, tłuszcz we krwi, opór naczyniowy, czy zużycie tlenu przez mięsień sercowy i stan ukrwienia tkanki mózgowej. Takie wyniki można uzyskać po specjalistycznych badaniach czy po badaniu krwi, a nie na podstawie trzymania w dłoni plastikowej rurki! – irytuje się pan Paweł, który od razu wziął sprawy w swoje ręce.

– Pojechałem do młodzieżowego domu kultury w Otwocku, gdzie trwało już kolejne spotkanie z seniorami – dodaje. Pan Paweł wytłumaczył czekającym paniom, aby nie marnowały czasu na nieuczciwe praktyki tej firmy. Domagał się od przedstawicieli kliniki wyjaśnień i anulowania umowy.
W rezultacie podano mu numer telefonu do osoby, która zajmuje się reklamacjami. – Zadzwoniłem pod wskazany numer, ale kobieta, która odebrała, wytłumaczyła, że jest na urlopie i sprawą może zająć się dopiero za kilka dni – tłumaczy pan Zdzisław. Mężczyzna próbuje anulować umowę i odzyskać pieniądze od nieuczciwej kliniki. Sprawę zgłosił również organom ścigania.

Prawie 10 tys. zł do spłacenia?!
W umowie małym drukiem jest napisane, że „cena pakietu usług medycznych „Nielimitowany” wynosi 6,5 tys. zł”.

– Ta firma oszukała mojego schorowanego tatę. Wmówili mu, że ich oferta medyczna jest korzystna – irytuje się pan Paweł, syn oszukanego emeryta. – Obiecywali bezpłatne badania, a w rezultacie namówili go, aby wziął kredyt na 6,5 tys. zł, którego w innych okolicznościach nigdy by nie zaciągnął. Takie „bezpłatne” badania to lipa! – podkreśla pan Paweł.

Wraz z kosztami kredytowymi wyszło, że 76-latek musiałby spłacić prawie 10 tys. zł, po kilkaset złotych przez 28 miesięcy. Kwota prowizji bankowej to 970 zł. Pierwszą ratę w wysokości 300 zł pan Zdzisław ma zapłacić już w sierpniu. Teraz syn 76-latka próbuje odkręcić sprawę i odzyskać pieniądze, nie ponosząc dodatkowych kosztów.

Wielu samotnych seniorów zostało oszukanych w podobny sposób i spłacają dług, którego nie powinni mieć. Niestety, ale starsze osoby uczestniczące w tego typu spotkaniach nie zdają sobie sprawy z manipulacji, której zastali poddani podczas prezentacji. I pod naciskiem przedstawicieli kliniki zaciągają kredyty.

Wizyta na kod W28

  • Klinika przy ul. Kijowskiej jako spółka pod obecną nazwą działa od pół roku. Ma swój regon i NIP. Pod tym samym szyldem działają podobne spółki. Tymczasem nie mają one nic wspólnego z medycyną. Jak działają? Przedstawiciele kliniki telefonicznie lub roznosząc ulotki po domach i klatkach schodowych zapraszają na bezpłatne badania lub prezentacje. Jednak zamiast specjalisty kardiologa czy ortopedy pacjentów przyjmuje zwykły handlowiec, który po prostym badaniu, np. pulsoksymetrem, proponuje leczenie i namawia do wzięcia kredytu. Nasza dziennikarka skontaktowała się z kliniką przy ul. Kijowskiej w Warszawie pod pretekstem umówienia swojej babci na wizytę do kardiologa. Okazało się, że z zapisaniem na wizytę nie było problemu. – Dobrze się składa, bo w przyszłym tygodniu przeprowadzamy bezpłatne badania układu krążenia – zapewnia młody mężczyzna, który odebrał telefon. – Nie musicie przywozić dotychczasowych badań, ale ważne jest, aby babcia miała przy sobie dowód osobisty – podkreśla nasz rozmówca. I dodaje, że wizyta odbędzie się gdzie indziej, bo klinika przenosi się w inne miejsca. – Badanie odbędzie się w lokalu przy Al. Jerozolimskich w Warszawie. Ważne, aby pani babcia przed wizytą podała kod: W28 – tłumaczy mężczyzna. Dzięki kodowi badanie będzie bezpłatne. Dociekamy, czy będzie to wizyta u specjalisty kardiologa. – Tego nie wiem. Zapewniamy badanie układu krążenia, ale czy będzie je przeprowadzał kardiolog, czy inny specjalista, można dowiedzieć się na miejscu. Ja nie wiem – twierdzi mężczyzna.

Agresywne praktyki

  • Nasza publikacja nie kwestionuje działalności prywatnej kliniki w Warszawie, jedynie sposób zawierania umów przez jej przedstawicieli, którzy wprowadzają w błąd i podają niepełne informacje, a także wywierają nacisk, obiecując wyjątkowe korzyści z podpisania umowy na pakiet medyczny. Rzecznicy ochrony praw konsumentów zdecydowanie podkreślają, że warszawska klinika stosuje nieuczciwą praktykę rynkową. Polega ona na przekazywaniu nieprawdziwych i niepełnych informacji. Senior podpisujący umowę ma ograniczoną swobodę wyboru i tym samym decyduje się na zawarcie umowy, której w innych okolicznościach by nie podpisał. Stosowanie agresywnych praktyk rynkowych jest wykroczeniem zagrożonym karą grzywny. Jednak w przypadku, gdy organa ścigania dopatrzą się znamion oszustwa, sprawa nabierze toku karnego – za oszustwo grozi do 8 lat więzienia.

REKLAMA

REKLAMA