„Gurewicz” na półmetku

Już nie tylko betonowa konstrukcja, ale i drewniana elewacja z charakterystycznymi zdobieniami w stylu świdermajer. Odbudowywany „Gurewicz” z zewnątrz zaczyna przypominać przedwojenny budynek z fotografii. Efekt będzie można ocenić jesienią przyszłego roku.

TEKST I ZDJĘCIA: ALEKSANDRA CZAJKOWSKA

Prace przy odbudowie dawnego Pensjonatu Abrama Gurewicza przy ul. Armii Krajowej w Otwocku, który zmieni się w nowoczesną klinikę medyczną, idą pełną parą. Można powiedzieć, że powstają dwa obiekty: żelbetonowy środek dostosowany do technologii szpitalnej, a na zewnątrz drewniany świdermajer.

Dwa w jednym
– My trochę żenimy wodę z ogniem, bo budynek musi pogodzić wymogi funkcjonalne i konserwatorskie. Na zewnątrz przywracamy pierwotny wygląd „Gurewicza”, a w środku wprowadzamy technologię szpitalną, czego nie udałoby się zrobić w budynku drewnianym, nawet stawianym od podstaw – tłumaczy kierownik budowy.

Przed zimą cały obiekt ma być już pod dachem, aby można było przystąpić do prac w środku. Według inwestora realne jest, żeby wszystkie prace udało się zakończyć w ciągu półtora roku. – Otwarcie planujemy jesienią przyszłego roku – mówi w rozmowie z „Linią” Jan Majdecki, jeden ze współwłaścicieli „Gurewicza”. Cały koszt inwestycji szacowany jest na 28 mln zł bez wyposażenia medycznego. – Do tej pory finansowaliśmy prace z własnych środków, teraz otrzymaliśmy już dofinansowanie w postaci kredytu. Nie ma więc problemu z płatnościami – zapewnia właściciel. To daje gwarancję, że budowa zostanie ukończona.

Głównym profilem działalności kliniki będzie ortopedia i rehabilitacja. Ale nie jest wykluczone, że powstanie jeszcze oddział chirurgii plastycznej.

Nowe stare barwy
Nie wszyscy mieszkańcy przyzwyczaili się do nowego koloru budynku, a niektórym po prostu on się nie podoba. Jednak to właśnie na jasno był pomalowany pierwotny pensjonat Abrama Gurewicza, co można jeszcze potwierdzić na przedwojennych fotografiach. – Potem na przestrzeni 100 lat na deski elewacji było nałożonych 17 różnych kolorów. Chcemy wrócić do pierwszego koloru – mówi Jan Majdecki. Dlatego też elewacja jest kremowa, a elementy dekoracyjne są w odcieniu szarości. Wszystko zgodnie z decyzją konserwatora zabytków. – Ten kolor jest wynikiem tzw. badań stratygraficznych, czyli szorowania, szlifowania desek aż do warstwy pierwotnej. Zrobili to fachowcy z SGGW. Zdejmuje się po kolei wszystkie warstwy, był m.in. kolor zielony, żółty, a na koniec jasny – dodaje kierownik budowy.

– Wszystkie świdermajery były jasne, bo były zalecenia, żeby odcinały się od przyrody. Nie było zielonych czy brązowych świdermajerów – zapewnia Wiktor Lach, społeczny opiekun zabytków i członek zespołu naukowego doradzającego inwestorowi podczas budowy.

Drewno, nie siding
Wśród mieszkańców pojawiają się też głosy, że po odbudowie to nie będzie już ten sam „Gurewicz”, a budynek nie będzie już zabytkiem. Niektórzy spekulują nawet, że to, co widzimy z zewnątrz, to nie drewno, tylko siding. Nic bardziej mylnego. Inwestor zadbał, aby wszystkie detale i szczegóły były odwzorowane. Okna są osadzone w drewnianej elewacji. Udało się też odzyskać część starego materiału. – Przez siedem miesięcy 30 osób w Łomży pracowało skrobakami, odrobaczając deski, które były potem poddawane specjalnym kąpielom, aby można było ich jeszcze użyć. Udało się odzyskać te, gdzie drewno było najmniej zalane, ale w miejscach, gdzie przez 10 lat przez dach lała się woda, drewno zgniło – opowiada Jan Majdecki.

Cała południowa elewacja (tam, gdzie są dwie werandy) od strony ogrodu będzie z odzyskanego 100-letniego drewna, które zostało odrestaurowane. – Stary budynek odtwarzamy jeden do jednego, z wyjątkiem wejścia, które będzie lekko przebudowane. W nowej części, która zostanie dobudowana, znajdzie się kryty basen rehabilitacyjny – dodaje inwestor.

REKLAMA

REKLAMA