Czy starosta pójdzie na wojnę z dzikami?

POWIAT: ZWIERZĘTA W MIEŚCIE STAŁY SIĘ SPRAWĄ WAGI PAŃSTWOWEJ.

Miasta wytaczają ciężkie działa przeciwko dzikom! Codziennie urzędy są zasypywane zgłoszeniami od mieszkańców, którzy domagają się rozwiązania dzikiego problemu. Lokalne władze są bezradne, a starostwo powiatowe chowa głowę w piasek i szuka pomocy u premier Beaty Szydło. Na ratunek ruszyli więc myśliwi, do których minister środowiska zaapelował o intensywniejsze polowanie na dziki.

AGNIESZKA JASKULSKA

Dotychczas działania w sprawie dzików przypominały raczej zabawę w kotka i myszkę. Służby przeganiały zwierzęta z jednego miejsca, a te niedługo pojawiały się na drugim końcu miasta… I tak w kółko. Lokalne władze są bezradne wobec rozmnażających się w dzikim tempie zwierząt, które widywane są już coraz bliżej centrum miast. W wakacje dziki przyszły prawie przed sam urząd miasta w Józefowie, gdzie w fontannie urządziły sobie chłodzącą kąpiel. Biegały także po torach przy stacji kolejowej, skąd musieli przeganiać je strażnicy miejscy i straż pożarna. „Linia” pisała o tych interwencjach wielokrotnie.

Teraz, kiedy zaczął się rok szkolny i wielu uczniów pieszo chodzi do szkoły, rodzice obawiają się o bezpieczeństwo dzieci. – Dziki stanowią duże zagrożenie szczególnie dla dzieci – podkreśla Stanisław Kruszewski, burmistrz Józefowa. – Regularnie jesteśmy proszeni o interwencję w tej sprawie. Dziki przychodzą nie tylko w okolice domów, ale też obiektów użyteczności publicznej, gdzie bawią się najmłodsi – podkreśla burmistrz.

Mogą tylko przeganiać
Władze planowały same rozprawić się z dzikim problemem. – Chcieliśmy wynająć firmę, która w profesjonalny sposób miała pomóc nam uporać się z nieproszonymi gośćmi. Kolejnym pomysłem było przekazanie starostwu dotacji na działania związane z dzikami. Niestety, na takie rozwiązania nie zgadza się Regionalna Izba Obrachunkowa. Rok temu RIO zakwestionowała uchwałę w Otwocku dotyczącą właśnie usług związanych z akcją odławiania dzików na terenie miasta oraz pomoc finansową na rzecz powiatu otwockiego na terenach wyłączonych z obwodu łowieckiego – tłumaczy Magdalena Janczewska z urzędu gminy w Józefowie.

RIO powołała się na wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, podkreślając, że „zadania starosty powinny być finansowane z dotacji celowej z budżetu państwa (…), nie zaś ze środków własnych powiatu lub też dotacji gminy”. – Okazało się, że przepisy uniemożliwiają nam tego typu działania ze względu na to, że gmina nie prowadzi polityki łowieckiej. To leży w kompetencjach samorządu województwa i starostwa powiatowego. Oznacza to, że gmina nie ma prawa podejmować żadnych działań związanych z odłowem lub redukcją (odstrzałem) dzików. W związku z tym to starostwo musi podjąć konkretne kroki w kwestii pozbycia się dzików z miasta – podkreśla Janczewska. Dlatego kilka dni temu władze Józefowa zaapelowały do starosty, żeby zwrócił się do wojewody mazowieckiego o przyznanie dotacji na ten cel.

Czekając na odpowiedź od premier Szydło
Starosta otwocki Mirosław Pszonka na razie nie podejmuje żadnych działań w tej sprawie. Od kilku tygodni z niecierpliwością czeka na odpowiedź od premier Beaty Szydło. Kilka tygodni temu skierował do niej pismo, w którym zwracał uwagę na rozbieżną interpretację przepisów dotyczących dzikich zwierząt w mieście i prosił o „ustalenie jednolitej wykładni prawa, która pozwoli na podjęcie działań”. Chodzi o koszty odławiania i transportu dzików. Zdaniem starosty w przypadku szczególnego zagrożenia związanego z dzikimi zwierzętami na terenie miasta działania powinny być finansowane z budżetu państwa, a nie powiatu. „Linia” pisała o tym na początku sierpnia.

Odpowiedzi od premier Szydło jak na razie nie ma, a władze gmin i wielu mieszkańców już się niecierpliwią. Jedynym sposobem, którym mogą radzić sobie z dzikami, jest straszenie ich petardami i przeganianie w inne rejony powiatu.

Kilka dni temu burmistrz Kruszewski w kolejnym piśmie do Mirosława Pszonki zwrócił uwagę, że „powiat jak dotąd nie podjął realnych działań, aby skutecznie ograniczyć populację dzików w mieście. Dlatego bardzo proszę, aby w trybie nadzwyczaj pilnym powiat zrealizował rzeczywiste działania, które faktycznie wyeliminują istniejące zagrożenie”. Burmistrz zwraca uwagę, że najważniejszą sprawą jest usunięcie zwierząt z miasta. Natomiast potem można analizować sposób finansowania i upominać się o pieniądze z budżetu państwa lub województwa.

Zielone światło dla myśliwych
Teraz ludzie wytaczają przeciw dzikom ciężką artylerię. Ze względu na to, że w kraju pojawiły się ogniska afrykańskiego pomoru świń (chorobę wywołuje wirus ASF atakujący również dziki), minister środowiska zakazał przesiedlania dzików wzdłuż granic z Rosją, Białorusią, Ukrainą
i Litwą. Myśliwi dostali również zielone światło na prowadzenie intensywniejszych polowań (właśnie zakończył się okres ochronny dla loch). Jeszcze w czerwcu minister środowiska zaapelował do Polskiego Związku Łowieckiego i Lasów Państwowych, aby myśliwi nie czekali
z polowaniami na dziki do jesieni.

Okazało się, że do ministerstwa trafia duża liczba zgłoszeń od mieszkańców miast i wsi, którzy skarżą się na panoszące się dziki. W piśmie do PZŁ i LP minister zwracał uwagę: „Mimo że istnieją prawne możliwości ograniczenia ww. zjawiska (np. wydanie przez właściwego starostę decyzji pozwalającej na odłów lub odstrzał redukcyjny zwierzyny) samorządy często nie są w stanie samodzielnie uporać się z problemem – odławiane dziki wracają do miast – a mieszkańcy mają poczucie zagrożenia swojego bezpieczeństwa”. Dlatego zaapelował o „intensyfikację odstrzałów” zwłaszcza dzików na terenach łowieckich położonych bezpośrednio przy granicach miast takich jak np. Otwock. Minister argumentuje, że „zwiększony odstrzał spowoduje ograniczenie przemieszczania dzików do miast”.

Dlatego od niedawna myśliwi w regionie otwockim częściej strzelają do dzików przebywających w okolicach miast. – Myśliwi realizują politykę łowiecką zgodnie z przepisami, wytycznymi i zasadami bezpieczeństwa – podkreśla Artur Dawidziuk, nadleśniczy Nadleśnictwa Celestynów. – W ostatnim czasie koła łowieckie podjęły intensywniejsze działania w okolicach Otwocka. Polowania nie odbywają się nocą ze względu na to, że tereny położone są za blisko zabudowań mieszkalnych. W nocy są znacznie trudniejsze warunki do tropienia zwierzyny i oddania strzału, dlatego myśliwi rzadko decydują się na nocne polowanie – dodaje nadleśniczy.

Nocne łowy to bzdura
Działalność myśliwych z lokalnych kół łowieckich jest szeroko komentowana na lokalnych grupach internetowych. Wielu mieszkańców zapewnia, że w nocy słyszą wystrzały z broni np. w okolicy osiedla Ługi. Nadleśniczy Dawidziuk tłumaczy, że wiele osób nie potrafi rozpoznać, czy był to strzał z myśliwskiej broni, czy z czegoś innego. – Dźwięk przypominający wystrzał z broni często jest mylony z echem wystrzału petard czy dźwięków wydawanych przez urządzenia np. w warsztatach wulkanizacyjnych. W naszym regionie jest wiele miejsc, gdzie właśnie na obrzeżach miast prowadzona jest tego typu działalność – tłumaczy nadleśniczy.

Niektórzy mieszkańcy walczą z dzikami na własną rękę. – Całe stada przychodzą do mojego ogrodu i zżerają wszystko, co znajdzie się na ich drodze. Co naprawię, wypielęgnuję, to one znowu wracają. Tak dłużej być nie będzie! – irytuje się pan Kazimierz ze Śródborowa. – Teraz, gdy tylko podchodzą pod domy, to odpalam w ich stronę petardy, nawet o północy. Na szczęście mam wyrozumiałych sąsiadów i nikt się nie skarży. W naszych okolicach dziki zawsze były, ale teraz to jest ich tak dużo, że strach wyjść po zmroku na ulicę – tłumaczy pan Kazimierz.

One response to “Czy starosta pójdzie na wojnę z dzikami?

  1. Problemem nie są dziki które tu byly za nim sie tu sprowadzili ludzie zmieniając nas piękny las w swoje zameczki .Zwierzę idzie tam gdziie jest przejscie

Dodaj komentarz