Dziki pat

JÓZEFÓW: URZĘDNICY GADAJĄ, A ZWIERZĘTA SIĘ ROZMNAŻAJĄ.
Populacja dzików w miastach rośnie w dzikim tempie! Jeśli teraz nie zrobi się nic, żeby ograniczyć liczbę dzików w Józefowie, to z roku na rok problem będzie rósł lawinowo. Sęk w tym, że jak na razie urzędnicy nie potrafią znaleźć skutecznych rozwiązań, żeby pozbyć się zwierząt z miasta.

SYLWIA WYSOCKA

Dziki na ulicach Józefowa chyba już nikogo nie dziwią. Jeśli jeszcze kilka lat temu widok stada tych zwierząt przechadzających się po drogach czy skwerach w centrum miasta mógł stanowić pewną osobliwość, to dziś staje się normą. Nie oznacza to, że mieszkańcy to zaakceptowali i wyzbyli się strachu przed przybyszami z lasu.

Przeciwnie, w 2017 roku odnotowano absolutny rekord interwencji różnych służb: straży miejskiej, OSP Świdry Małe i policji, które odpowiadały na zgłoszenia zaniepokojonych mieszkańców czy przeganiali dziki np. z torowiska. Jeszcze dwa lata temu takich interwencji odnotowano 45, w ubiegłym roku było ich 69. Tymczasem w tym roku tylko do września przyjęto aż 317 zgłoszeń. – To świadczy o skali problemu i poczuciu zagrożenia, które jest dziś parę razy większe niż kilka lat temu – uważa Maria Walkiewicz, przewodnicząca komisji przestrzegania prawa i porządku publicznego.

W komisji uczestniczyli wszyscy radni miejscy oraz zaproszeni goście, w tym reprezentanci Starostwa Powiatowego w Otwocku, służb mundurowych, nadleśnictwa i inspektoratów weterynarii. – Przed kilkoma laty, kiedy zimy były bardziej srogie i dłuższe, locha raz w roku rodziła od dwóch do czterech młodych. Teraz rodzi siedem albo i więcej warchlaków, i to dwa razy w roku! Problem z roku na rok się potęguje. Bez interwencji będzie rósł lawinowo – alarmował obecny na spotkaniu Stanisław Bednarski, powiatowy lekarz weterynarii z Warszawy.

Sprawa utknęła

Samorządy nie bardzo radzą sobie z dzikim problemem, tłumacząc się niejednoznacznymi przepisami. Zgodnie z prawem łowieckim decyzję o odstrzale i odłowie dzików wydaje starosta, ale nie jest jasne, kto sfinansuje jej wykonanie, bo jest to zadanie rządowe, na co wskazuje np. wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie z 16 czerwca 2014 roku.

Gmina, której zależy na zmniejszeniu populacji dzików, nie może sfinansować tych działań z własnego budżetu, bo nie należy to do jej zadań. Przekonały się o tym władze Otwocka, którym Regionalna Izba Obrachunkowa zakwestionowała przeznaczenie pieniędzy na ten cel. Władze starostwa twierdzą, że w ich przypadku byłoby podobnie. RIO zakwestionowałaby taki wydatek, w związku z czym w 2017 roku na odłów czy odstrzał zwierząt powiat nie przeznaczył w budżecie ani złotówki. Zgodnie z opinią RIO i co wynika z art. 49 ustawy o dochodach jednostek samorządu terytorialnego to zadanie powinno być finansowane z dotacji celowej z budżetu państwa, a nie ze środków własnych powiatu lub z dotacji gminy.

– Rozważaliśmy, żeby przejąć to zadanie i je finansować, ale jest tu rozbieżność co do interpretacji prawnej. RIO i wyroki sądu stwierdzają, że ani gmina, ani powiat nie mogą z własnych środków finansować realizacji takiej decyzji, bo jest to zadanie rządowe zlecone, na które powiat dostaje dotację – tłumaczy Łukasz Łączyński, inspektor wydziału ochrony środowiska starostwa powiatowego w Otwocku.

– Zgodnie z taką opinią starostwo wystąpiło do wojewody mazowieckiego o przyznanie dotacji w wysokości 40 tys. zł. Jednak przyznania pieniędzy odmówiono, powołując się na opinię Ministerstwa Środowiska, które podkreśliło, że jest to zadanie własne starosty i powinien on sfinansować je z własnych środków. Wojewoda oparł się na takiej interpretacji ministerstwa, chociaż wcześniej w rozmowach kuluarowych raczej przyznawano rację powiatowi. Dlatego starosta napisał list do premier Beaty Szydło z prośbą o jednolitą wykładnię. Tyle że odpowiedzi z kancelarii premier wciąż nie ma. Sprawa w tym miejscu utknęła – podsumowuje Łączyński.

Józefowskim radnym trudno przyjąć do wiadomości, że to jest sytuacja bez wyjścia. Jak zauważył przewodniczący rady Cezary Łukaszewski, samorządy mają wiele innych zleconych zadań rządowych, na realizację których nie zawsze starcza pieniędzy i w samorządach muszą się one znaleźć, a poza tym samorządy Warszawy, Wiązowny czy Karczewa jakoś znajdują sposoby, aby sfinansować odstrzał czy odłów dzików.

Z urzędu czy na wniosek?

Pat dotyczy finansowania, ale brak porozumienia widoczny jest także w rozmowach władz Józefowa i powiatu, bo obydwa samorządy mają różne poglądy na proces wydawania decyzji o odstrzale. – Przez ostatnie lata na wniosek burmistrza wydawaliśmy decyzje o odstrzale, bo zgodnie z ustawą o prawie łowieckim starosta ma możliwość wydania decyzji o odłowie i odstrzale zwierząt
w przypadku zagrożenia obiektów użyteczności publicznej – zwraca uwagę Łukasz Łączyński.

– Konsultowaliśmy z naszymi prawnikami, czy możemy działać „z urzędu”, i stanowisko starosty jest takie, że działamy na wniosek, a wnioskodawcą może być każdy, kogo obiekt jest zagrożony. Decyzje o odstrzale dzików wydawaliśmy np. na wniosek OPWiK czy policji – tłumaczy.

W tym roku władze Józefowa formalnie nie wystąpiły z takim wnioskiem. Miasto zwróciło się do starostwa o podjęcie działań, ale nie sformułowało tego w formie wniosku, tylko „zaznaczenia problemu”. Jak relacjonowała Małgorzata Fiedukowicz z referatu ochrony środowiska urzędu w Józefowie, miasto jest w sporze prawnym ze starostwem.

– Nasi prawnicy nie zgadzają się z prawnikami starostwa, ponieważ w przepisach ustawy znajduje się zapis mówiący, że starosta może zarządzić odstrzał redukcyjny. Naszym zdaniem starosta, który wie, że sytuacja tego wymaga, podejmuje taką decyzję. Nigdzie nie jest napisane, że robi to na czyjś wniosek, i nie jest określone, na kogo można nałożyć obowiązki z tym związane. Jeśli starosta jest organem gospodarki łowieckiej i ma stosowne uprawnienia – będzie to po prostu wykonywał. Władze Józefowa wskazały, ile jest dzików i w jakich rejonach. Wskazały nawet firmę, która podjęłaby się odstrzału zwierząt na terenie gminy – tłumaczy.

Starostwo potrzebuje jednak innych informacji, bez których Polski Związek Łowiecki nie zaopiniuje pozytywnie decyzji. – W ubiegłych latach władze Józefowa przysyłały do starostwa wnioski, w tym roku przysłały wystąpienie, w którym zaznaczyły problem. Miasto zostało poproszone o uzupełnienie dokumentacji – mówi inspektor Łączyński. – Żeby wydać decyzję o odstrzale, trzeba to uzgodnić z Polskim Związkiem Łowieckim. PZŁ nie uzgodnił projektu decyzji, ponieważ nie było w niej informacji o liczbie sztuk i miejscu odstrzału. W przypadku gminy Wiązowna, która w tym roku dostała pozwolenie na odstrzał 36 dzików, władze wystąpiły o to i wskazały myśliwych, którzy zgodzili się na wykonanie tego zadania. Wskazały też obszar prowadzenia polowań – tłumaczy inspektor.
Małgorzata Fiedukowicz uważa, że patowa sytuacja wynika z braku jasności przepisów.

– Obawiamy się, że gdy będziemy wnioskodawcą, na miasto tak jak w ubiegłym roku zostanie przerzucony obowiązek, który nie ma żadnego umocowania w przepisach – komentuje.

Skończcie przepychanki i zróbcie porządek!

Przysłuchując się dyskusji przedstawicieli miasta i powiatu, radni wyraźnie tracili cierpliwość, po raz kolejny słysząc, że mimo powagi rosnącego problemu wszyscy mają „związane ręce”. Tym bardziej, że ani przedstawiciele miasta, ani starostwa niespecjalnie kwapili się, żeby dogłębnie zbadać sposoby, z których korzystają gminy starające się jakoś radzić sobie z dzikami. – Z tym problemem radzą sobie np. władze Warszawy – zwracał uwagę powiatowy lekarz weterynarii z Warszawy Stanisław Bednarski, od 10 lat zajmujący się odłowem dzików na terenie stolicy. – W Warszawie jest około 30 odłowni. Są zawarte umowy z kołami łowieckimi w Polsce i ośrodkami hodowli zwierząt łownych, które odbierają dziki ze stolicy – mówił.

Weterynarze podpowiadali tak-że, jak rozwiązać problem finansowania działań związanych z odłowem zwierząt: – Odpowiedzi na pytanie, jak zaklasyfikować wydatki na odłów dzików, można spróbować poszukać w ustawie o ochronie zwierząt i miejskim programie opieki nad zwierzętami bezdomnymi. Zwierzę bezdomne to takie, które przebywa poza swoim naturalnym środowiskiem, czyli jest nim np. dzik w mieście – uważa Grzegorz Kurkowski, powiatowy lekarz weterynarii w Otwocku. Ten trop okazał się na tyle godny zainteresowania, że przedstawiciele urzędu miasta obiecali go zbadać.

– Odłownia faktycznie byłaby lepszym rozwiązaniem niż odstrzał dzików na ulicach Józefowa, bo obawiam się, że gdybyśmy poprosili mieszkańców o niewychodzenie z domów, to przekornie wyszliby, żeby zobaczyć, jak to się odbywa. Dlatego trzeba zastanowić się nad odłowniami – uważa Małgorzata Fiedukowicz. I deklaruje, że miasto sprawdzi, czy faktycznie istnieje możliwość oddania złapanych zwierząt do ośrodków hodowli. Oby tylko urzędnicy działali tak samo szybko, jak błyskawicznie rozmnażają się dzikie rodziny…

REKLAMA

REKLAMA