Piasek trudniejszy niż woda

SAMOTNIE PRZESZEDŁ CAŁE WYBRZEŻE BAŁTYKU!

W ubiegłym roku Andrzej Michalik z Karczewa samotnie przepłynął kajakiem Wisłę. Teraz postawił sobie kolejne wyzwanie. Postanowił sam przejść plażą całe wybrzeże Morza Bałtyckiego. Jego misja „Słodki Bałtyk” kilka dni temu zakończyła się sukcesem!

MARCIN SULIGA

Ostatni przystanek wyprawy – granica z Rosją w Piaskach

Przejście wybrzeżem od Świnoujścia do Piasków zajęło Andrzejowi Michalikowi dokładnie 23 dni. Trzy z nich pochodzący z Karczewa 33-latek musiał poświęcić na odpoczynek i regenerację stóp. – Ktoś pomyśli, że ta wyprawa była łatwiejsza niż przepłynięcie Wisły, ale z mojej perspektywy – osoby, która odniosła w przeszłości wiele poważnych kontuzji nóg – ta misja była dużo trudniejsza niż poprzednia – twierdzi Michalik. – Nie sądziłem jednak, że pierwsze poważne kłopoty zaczną się tak wcześnie – dodaje.

Problemem okazał się spacer po piachu. – Przed wyjazdem zaopatrzyłem się w bardzo wygodne, a przynajmniej tak mi się wydawało, buty, w których przez rok codziennie chodziłem do pracy.

W mieście i górach sprawdzały się idealnie, natomiast na plaży sobie nie poradziły. Różne rodzaje piasku okazały się ogromnym wyzwaniem, za które zapłaciłem opuchlizną nóg i odparzeniami już po kilkunastu kilometrach marszu – tłumaczy bohater misji „Słodki Bałtyk”.

W Kołobrzegu musiał zrobić przerwę, a także odwiedzić najbliższą aptekę oraz… sklep sportowy. – Najpierw myślałem, że jakoś to przetrzymam i wolniejszym tempem będę szedł dalej. Jednak gdy pojawiła się gorączka, uznałem, że to nie są przelewki i postanowiłem zrobić dłuższy przystanek. Musiałem obkupić się w różnego rodzaju maści, a także środki odkażające, a przede wszystkim kupić nowe buty – mówi Michalik.

Trudna zatoka

W ciągu 20 dni marszu karczewianin pokonał brzegiem morza ponad 600 kilometrów. Jednak nie zawsze dało radę iść po plaży. Część dystansu należało obejść. – Porty, ujścia rzek czy przekopy to przeszkody, których nie można było pokonać. Należało je bezpiecznie obejść. W ten sposób przeszedłem ze 100 kilometrów, ale to była konieczność – mówi 33-latek.

– Najwięcej kłopotów sprawiły mi chyba okolice Zatoki Puckiej oraz dojście do Gdyni. Tam nie ma plaży i żeby nie odchodzić zbytnio od morza, musiałem iść różnymi polnymi ścieżkami albo ulicą – relacjonuje Michalik. – Z jednej strony było to dość niebezpieczne, ale z drugiej jakoś wyrwało mnie z tego monotonnego marszu po plaży. Atutem ubiegłorocznej wyprawy na Wiśle był cały czas zmieniający się krajobraz, natomiast idąc plażą, widoki praktycznie się nie zmieniały. Był taki fragment – między Rowami a Łebą – że gdyby nie morze po lewej stronie, to miałem wrażenie, jakbym szedł po pustyni – dodaje.

Ludzkie skarby

Tak jak przy okazji poprzedniego przedsięwzięcia, również teraz największą wartością wyprawy okazali się ludzie, których pan Andrzej spotkał w drodze do celu. Znów mógł liczyć na przychylność nieznajomych osób. – Spotkałem wielu wspaniałych ludzi. Ja ich nie znałem, ale jak się okazało, oni mnie kojarzyli – mówi mieszkaniec Karczewa.

Andrzej Michalik po raz drugi udowodnił, że poważna choroba nie musi być wymówką przed spełnianiem marzeń

– W Wiciu, czyli w połowie dystansu, czekała na mnie rodzina, której syn również jest cukrzykiem. Chcieli się ze mną spotkać i zaproponowali nocleg u siebie na kwaterze. Podobnie było we Władysławowie, gdzie właściciel domu zamiast opłaty za pokój poprosił o… pocztówkę z Warszawy. Innym razem, w Mielnie, jedna rodzina zaprosiła mnie na obiad. Kiedy ja jadłem, ich dzieci spontanicznie przygotowały mi kanapki na dalszą drogę… Takich sytuacji było naprawdę dużo. Ludzie chcieli się ze mną dzielić wszystkim, co przynieśli ze sobą na plażę. To było bardzo miłe – wspomina z uśmiechem Michalik.

Zmagania z „przyjaciółką”

Nazwy wypraw „Słodka Wisła” oraz „Słodki Bałtyk” nie są przypadkowe. Od ponad 30 lat pan Andrzej zmaga się z cukrzycą typu pierwszego. Aby normalnie funkcjonować, musi wspomagać się zastrzykami z insuliny. – Do tej pory uważałem, że choroba mnie ogranicza i marzenia o wielkich wyprawach są dla mnie nieosiągalne, ale postanowiłem zmierzyć się ze swoją „przyjaciółką” i pokazać, że jednak można – mówił przed rokiem. Teraz ma już na koncie dwa duże przedsięwzięcia.

– Ubiegłoroczna wyprawa dała mi bardzo dużo informacji na temat mojej choroby i tego, jak się z nią obchodzić. Teraz wiedziałem, na co zwrócić uwagę, czego unikać i jak zachować się w niektórych sytuacjach. Oczywiście biorąc pod uwagę fakt, że cukrzyca w skrajnych wypadkach może okazać się śmiertelna, zawsze trzeba być czujnym i niczego nie można lekceważyć. Ale z tą chorobą można normalnie żyć! – mówi z przekonaniem Michalik.

One thought on “Piasek trudniejszy niż woda”

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

REKLAMA

REKLAMA