Przeniosą kupców z ulicy

NA ŁUGACH MA POWSTAĆ BAZAREK.

Przy okazji uzgadniania nowej organizacji ruchu dla osiedla Ługi oraz budowy dodatkowego przejścia dla pieszych przy pętli Minibusa w Karczewie okazało się, że przy drodze zabraknie miejsca dla osób handlujących warzywami i owocami. Pojawił się więc pomysł, aby kupców przenieść i stworzyć nieopodal niewielkie targowisko.

SYLWIA WYSOCKA

Proponowana lokalizacja bazarku

Od wielu miesięcy trwają prace nad nową organizacją ruchu dla części osiedla Ługi. Wielu mieszkańców chciałoby też, aby przy pętli Minibusa przy ul. gen. Józefa Bema powstało dodatkowe przejście dla pieszych. Jest to możliwe, ale pod pewnymi warunkami. – Inżynier ruchu drogowego nie zgadza się, aby przejście znajdowało się w odległości mniejszej niż 10 metrów od miejsc postojowych – tłumaczy w rozmowie z „Linią” Michał Rudzki, radny z Ługów.

– Ponieważ na osiedlu nie ma zbyt dużo miejsc do parkowania, trzeba utrzymać te, które są. W tej sytuacji nie wystarczy już miejsca dla osób handlujących przy ulicy warzywami i owocami – dodaje. – Budowa przejścia dla pieszych spowoduje, że nie będzie mowy o tym, aby sprzedawcy mogli pozostać tam, gdzie teraz mają swoje stoiska – potwierdza burmistrz Karczewa Dariusz Łokietek. – Dlatego pojawił się pomysł, aby wyznaczyć teren na targowisko. Proponowana lokalizacja to działka na końcu ciągu pawilonów handlowych przy łączniku pomiędzy ulicami Bema i Piłsudskiego, nieopodal sieci ciepłowniczej. Jest ona własnością gminy, teren mógłby zostać utwardzony tłuczniem i tam przenieśliby się handlujący – mówi burmistrz.

Konkretnych szczegółów takiego rozwiązania na razie nie ma. Trzeba je dopiero ustalić w obecności kilku stron, ale takie rozwiązanie już ma swoich zwolenników. – Dotychczasowy handel warzywami i owocami przy ulicy był z jednej strony mało ekologiczny (duży ruch pojazdów, spaliny), a z drugiej niebezpieczny. Handlujących jest sporo, zajmują coraz więcej przestrzeni, obok odbywa się wzmożony ruch – aż dziwne, że do tej pory zdarzył się tam tylko jeden wypadek – stwierdza radny Rudzki. I nie kryje zadowolenia z faktu, że burmistrz deklaruje gotowość do prowadzenia rozmów na temat bazarku.

Szczegóły tego rozwiązania będą omawiane podczas spotkania, które planowane jest w drugiej połowie października.

– Spotkamy się m.in. w gronie urzędników, radnych, przedstawicieli zarządu osiedla, spółdzielni mieszkaniowej i Komunalnego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej. Mam nadzieję, że ustalimy warunki funkcjonowania targowiska. Zastanowimy się, jak powinno ono wyglądać i czy wszystkie zainteresowane strony wyrażają na to zgodę. Następnym krokiem będzie określenie opłaty targowej. Jeśli nie uda się przygotować uchwały w tej sprawie na październikową sesję, zrobimy to w listopadzie, a realizacja inwestycji nastąpi już w przyszłym roku – zapowiada burmistrz Łokietek.

Tematów do dyskusji podczas wspomnianego spotkania może być kilka. Już teraz Michał Rudzki zwraca uwagę, że nie wystarczy tylko utwardzenie terenu tłuczniem.

– Nie wyobrażam sobie, żeby bazarek robić „na dziko”. Aby pobieranie opłaty targowej było w pełni uzasadnione, po obydwu stronach targowiska powinny powstać parkingi z ekopłyty i z obrzeżami – mówi radny. – Oczywiście pod warunkiem, że w miejscu ciepłociągu faktycznie może zostać wysypany tłuczeń. Ponadto uważam, że aby zrekompensować kupcom zmianę miejsca prowadzenia handlu, przy pętli Minibusa powinno się umieścić baner informujący o lokalizacji bazarku – dodaje Rudzki.

Sami kupcy, z którymi udało się nam porozmawiać, nie podchodzą do planów związanych z przeprowadzką entuzjastycznie. – Tu od lat mamy swoich klientów, którzy mają do nas blisko, idąc po drodze do domu. Często bywa też tak, że ktoś zamawia u nas świeże warzywa czy owoce, wyjeżdżając do pracy, a odbiera po powrocie – mówi jeden ze sprzedawców.

– Przeniesienie nas na peryferia to nie jest najlepszy pomysł. Zresztą pomysł nie jest nowy, pojawił się już co najmniej rok temu, a do tej pory nic z tego nie wyszło… – ocenia nasz rozmówca.

REKLAMA

REKLAMA