Marzeniami dosięga gwiazd

SIEDMIOKROTNY MISTRZ POLSKI STARA SIĘ O PRZEPUSTKĘ NA IGRZYSKA I… NOWY ROWER.

Piotr Małek jest niepełnosprawnym kolarzem z Otwocka. I to nie byle jakim kolarzem! Od blisko pięciu lat regularnie staje na najwyższym stopniu podium Mistrzostw Polski. Kilkanaście dni temu wywalczył kolejny złoty dublet w karierze, co być może wreszcie otworzy mu drzwi do wyjazdu na Igrzyska Paraolimpijskie do Tokio.

MARCIN SULIGA

Hegemonia otwockiego kolarza startującego na rowerze napędzanym siłą rąk trwa od blisko pięciu lat. W 2013 roku Piotr Małek zdobył swój pierwszy srebrno-złoty zestaw medali na Mistrzostwach Polski Osób Niepełnosprawnych w Kolarstwie Szosowym. Od tego czasu udało się mu dołożyć jeszcze trzy dublety. Wszystkie w kolorze złotym. Ten ostatni zdobył przed kilkoma dniami na trasach w okolicach miejscowości Wieprz. Małek zdominował zarówno jazdę indywidualną na czas, jak i wyścig ze startu wspólnego w kategorii H5.

– Jest to jedna z trudniejszych kategorii (jedyna, w której zawodnicy niepełnosprawni jeżdżą w pozycji siedzącej, a nie leżącej – przyp. red.), dlatego w Polsce i na świecie nie ma zbyt wielu zawodników. Bywają sytuacje, takie jak rok temu, że na starcie pojawi się mniej niż pięciu zawodników i wówczas, zgodnie z przepisami, nie jest prowadzona klasyfikacja w tej kategorii – mówi Małek. – Dlatego w tym roku broniłem tytułów mistrzowskich sprzed dwóch lat – dodaje otwocki kolarz.

Szykowanie mocy

Droga po kolejny komplet medali nie była usłana różami. W ubiegłym roku Małek, który mimo pewnych ograniczeń stara się być osobą niezwykle aktywną, podczas jazdy na nartach doznał poważnej kontuzji mięśnia podłopatkowego. W przypadku zawodnika na co dzień startującego na handbikeach był to dokuczliwy uraz.

– Poprzedni sezon był dla mnie wyjątkowo trudny. Po tej kontuzji dość długo dochodziłem do siebie, ale nie rezygnowałem ze startów, bo wiedziałem, że jeśli odpuszczę treningi na dłużej, to potem będzie trudno odbudować poprzednią formę. Ścigałem się często mimo bólu, ale te wyścigi nie dawały mi maksymalnej satysfakcji. Zdarzały się co prawda zwycięstwa, ale zdawałem sobie sprawę, że będąc w pełnej dyspozycji, mogłem osiągnąć dużo lepsze wyniki – mówi kolarz z Otwocka.

W ten sezon Małek – też ze względu na doleczenie kontuzji – wszedł nieco później niż zwykle, ale jego forma nie ucierpiała z tego powodu. Wręcz przeciwnie. Dodatkowy odpoczynek podziałał znakomicie.

– Zacząłem przygotowania na domowym trenażerze (rodzaj roweru treningowego – przyp. red.) i już wtedy wiedziałem, że to może być dla mnie dobry rok. Po kontuzji ręki nie było już praktycznie śladu, a wyniki, jakie uzyskiwałem, pozwalały z dużym optymizmem patrzeć w przyszłość. Potem zaliczyłem kilka wyścigów, które potwierdziły dobrą dyspozycję, ale nie dały mi jednej rzeczy, a mianowicie możliwości skonfrontowania formy z moimi najgroźniejszymi rywalami – przyznaje Małek. – Nie miałem pojęcia, jak prezentuję się na ich tle – dodaje.

Na kolejne Mistrzostwa Polski Osób Niepełnosprawnych w Kolarstwie Szosowym Małek jechał w doskonałej formie, ale aby być pewnym swojej dyspozycji, udał się jeszcze na kilkudniowy obóz w Wiśle. – Przejechałem tam ponad 700 kilometrów po różnych większych i mniejszych wzniesieniach. To dało mi jeszcze więcej mocy – mówi kolarz. Wyścigi na trasie Nidek–Wieprz były potwierdzeniem klasy i formy zawodnika GTM VeloAktiv.

Daleko za plecami

Pierwszą okazją do zdobycia medali była jazda indywidualna na czas.

– To był dla mnie ważny sprawdzian i bardzo chciałem w nim dobrze wypaść – zaznacza Małek. – Po przyjechaniu na rekonesans trasy zacząłem się jednak obawiać o wynik ze względu na pogodę. Dzień był ponury, a do tego padał deszcz. To nie są dobre warunki do jazdy, ale gdy zacząłem wyjmować rower z samochodu, przestało padać i zaczęło się przejaśniać. Była więc nadzieja, że do czasu startu pierwszego zawodnika asfalt zdąży jeszcze wyschnąć i jazda będzie dużo bezpieczniejsza – mówi wielokrotny mistrz Polski.

Małek na trasę wyścigu, który rozgrywany był w niemal idealnych warunkach, wyruszył jako ostatni, mając przed sobą wszystkich rywali. – To taki handicap dla obrońcy tytułu. Dzięki temu, że startuję ostatni, mam jakby kontrolę nad tym, co robią pozostali rywale – tłumaczy.

– Pierwsi zawodnicy wystartowali dość mocno, co od razu obudziło we mnie większego ducha rywalizacji. Wiedziałem, że nie mogę sobie pozwolić nawet na lekki odpoczynek, ale wiedziałem też, że nie mogę zbyt mocno szarżować. Trasa była mocno interwałowa, z licznymi podjazdami, i należało umiejętnie rozłożyć siły, aby nie wyeksploatować się zbyt szybko – dodaje kolarz z Otwocka.

Równe tempo Małka okazało się zabójcze dla konkurentów. Już po trzech kilometrach dogonił zawodnika, który na trasę wyruszył minutę przed nim. Potem byli kolejni, aż w końcu objął prowadzenie. Na blisko 12-kilometrowej trasie zawodnik GTM VeloAktiv wyrobił aż trzyminutową przewagę nad drugim z kolarzy. – Ten sukces kosztował mnie mnóstwo wysiłku, ale było warto. Nie tylko dla tego jednego medalu, ale również w kontekście tego, co czekało mnie dzień później. Widziałem, że po takim zwycięstwie złamałem morale moich konkurentów przed wyścigiem ze startu wspólnego – twierdzi Małek.

Drugiego dnia kolarze znów mieli pokonać tę samą trasę, tyle że pięciokrotnie. Ze względu na kiepską pogodę organizatorzy postanowili jednak skrócić dystans do czterech pętli. – Było naprawdę bardzo zimno i pogoda była chyba największym wyzwaniem w tym wyścigu. Ostatnie okrążenie pokonywaliśmy w strugach deszczu, co przy dość niskiej temperaturze nie było przyjemne – wspomina kolarz.

Zawodnik z Otwocka losy drugiego złotego medalu w kategorii H5 rozstrzygnął na długo przed czwartym okrążeniem. – Ruszyłem bardzo mocno z zawodnikami z innych kategorii. Widziałem, że jadą moim tempem, więc najłatwiej było jechać im „na kole”. Tym bardziej, że rywale dość szybko odpuścili pogoń za mną i skupili się na walce o drugą i trzecią lokatę – mówi ponowny mistrz kraju.

Uchylone drzwi

Kolejne tytuły mistrza Polski poza chwilami chwały jak dotąd nie przynosiły Małkowi ani zastrzyku finansowego, który przydałby się choćby przy budowie tak potrzebnego nowego roweru, ani też nominacji olimpijskiej. Teraz, po zdobyciu siódmego złotego medalu pojawiła się nadzieja na spełnienie marzeń o udziale w najważniejszej dla każdego sportowca imprezie.

– Były już pewne rozmowy z przedstawicielami kadry w tej sprawie. Wiem, że jestem potrzebny naszej reprezentacji, bo Polska potrzebuje dodatkowych punktów, aby móc wystawić jeszcze jednego zawodnika na paraolimpiadzie. Czy to będzie miejsce dla mnie, tego nie wiem. Wszystko zależy w dużej mierze ode mnie i od tego, czy podołam wyzwaniu. – przyznaje Małek.

– Mam 52 lata i to dla niektórych może być problem, ale ja nie patrzę w metrykę. Czuję się młodo i nie zamierzam odpuszczać. Jeśli tylko realnie pojawi się szansa na reprezentowanie Polski, to z całych sił będę się starał, żeby nie zawieść, nawet jeśli będę walczył o miejsce, które potem przypadnie komuś innemu. Dla mnie reprezentowanie barw naszego kraju to wielki zaszczyt i nobilitacja – twierdzi Małek.

– Pięć lat walczyłem o to, aby ktoś się mną zainteresował i w końcu jest na to szansa. Niewykluczone, że już na początku przyszłego roku czekają mnie pierwsze starty w ramach pucharu EHC oraz zawodów organizowanych przez UCI. Tam będziemy walczyć o potrzebne punkty – dodaje najlepszy kolarz ostatnich sezonów.

Spełniać marzenia

Piotr Małek od wielu lat w swoich działaniach kieruje się mottem „Marzeniami dosięgam gwiazd”, które od niedawna ma wytatuowane na lewym przedramieniu. – Wielu ludzi śmiało się, że na stare lata mi odwaliło i zrobiłem sobie tatuaż. To nie był jednak kaprys. Ja w to naprawdę wierzę i jestem przekonany, że marzenia są fundamentem wielkich rzeczy – twierdzi siedmiokrotny mistrz Polski.

Teraz jego wielkim marzeniem jest nominacja olimpijska i wyjazd na Igrzyska Paraolimpijskie do Tokio. Jednak zanim to nastąpi, Małek wierzy, że przy odrobinie szczęścia i wsparciu ludzi dobrej woli uda się mu zbudować nowy, lepszy rower, który pozwoli wyrównać szanse w starciu z najlepszymi zawodnikami na świecie i w 2020 roku zawiezie go do stolicy Japonii.

Kontakt

05-400 OTWOCK, ul. Górna 9
tel./fax 22 710 12 10
tel. 22 710 0 999
e-mail: redakcja@linia.com.pl