Wojny samochodowe

OTWOCCZANIN W PROGRAMIE TVN TURBO.

Paweł Miszta z Otwocka już od kilku sezonów jest jednym z bohaterów popularnego programu „Wojny samochodowe” emitowanego przez TVN Turbo. On i jego rywal Przemysław Szafrański pokazują, jak zarobić na handlu używanymi autami.

PRZEMEK SKOCZEK

Samochody to przedmiot pożądania dla bardzo wielu osób. Budzą ogromne emocje, namiętności, są piękne i często szalenie drogie. W kraju takim jak Polska wciąż większość kierowców swoje motoryzacyjne marzenia musi mocno ograniczać i zamiast w salonach, szukają okazji w ogłoszeniach internetowych i na placach komisów. To tereny łowieckie specjalistów takich jak Paweł Miszta.

– Zasady tego programu są bardzo proste. Jest nas dwóch: Przemek i ja. W każdym odcinku mamy określony budżet na zakup dowolnego samochodu. Staramy się tanio kupić, poprawić, co konieczne, i sprzedać drożej. Wygrywa ten, który zarobi więcej. Cały proces, od szukania okazji, poprzez negocjacje, kupno, prace warsztatowe i kolejne negocjowanie ceny z kupującymi, jest rejestrowany przez kamery, odpowiednio montowany, a efekt zaskakuje czasem nawet nas. Żeby jednak transakcja zakończyła się sukcesem, trzeba się bardzo dobrze przygotować, a czasami mocno napocić – opowiada otwocczanin, gdy spotykamy się pod koniec grudnia w warsztacie firmy Diffland w Wesołej.

– Mamy przy tym jednak sporo zabawy i frajdy. Tak jak dziś, gdy nagrywamy zwiastun do nowej, w całości już nakręconej serii – dodaje.

Paweł Miszta samochodami handluje od kilku lat. Wcześniej pracował w firmie telekomunikacyjnej, autohandel był zajęciem dodatkowym, ale wiadomo, co mówią o trzymaniu dwóch srok za ogon. Postawił wszystko na jedną kartę. To było ryzykowne posunięcie, ale dziś nie żałuje tej decyzji.

– Tak jakoś wyszło, że zaczęło mi się układać. Interes bywa obarczony ryzykiem, ale doświadczenie robi swoje i ogólnie idzie całkiem nieźle. W Niemczech czy Belgii jestem raz w tygodniu, szukam zazwyczaj pod konkretne zamówienia klientów. To najpewniejsze. Dość szybko znajomy z branży powiedział mi o szykowanym w TVN Turbo programie. Zostaliśmy zaproszeni na casting, chętnych było zresztą sporo. Potem okazało się, że mnie wzięli, a jego nie, i miałem wyrzuty sumienia – wspomina z uśmiechem Paweł. – Co zdecydowało? Nie wiem, pewnie ogólne wrażenie. Uznali, że się nadam, i chyba mieli rację, skoro mamy tak wysoką oglądalność i kręcimy już kolejny sezon – dodaje.

Program, choć trzymający się swojego formatu i stałych reguł, ma w dużej mierze charakter dokumentalny. Auta są naprawdę wyszukiwane w ogłoszeniach i potem cieszą nowych właścicieli, którzy mogą pochwalić się, że ich bryka była w „Wojnach samochodowych”! Jego uczestnicy nie mają wyuczonych tekstów ze scenariusza, ale idą na żywioł. To, co widzimy na ekranie, to prawdziwi oni, a nie wciśnięci w jakąś zaplanowaną rolę. Dlatego z pewnością podczas castingu naturalny, swobodny, nieco rubaszny i wesoły Paweł wygrał z innymi chętnymi.

– Przygoda trwa, ale muszę bardzo się sprężać, żeby wszystko pogodzić. Praca i nagrania zajmują sporo czasu a ja mam rodzinę, małego synka i niedługo znowu zostanę tatą. Lubię jednak życie na wysokich obrotach. Nie ma czasu na nudę! – zapewnia.

Podobny artykuł

Nasza klasa po 60 latach