Na ratunek uwięzionej suni

INTERWENCJA CZYTELNIKA I DZIENNIKARZY „LINII OTWOCKIEJ”

Trzeba być zwyrodnialcem, żeby skazać zwierzę na tak okrutną śmierć! Ta sunia konałaby w męczarniach, gdyby nie Wojciech Michalak, który usłyszał jej żałosne skowyczenie. Psinka była przywiązana metalową linką
do drzewa w lesie w pobliżu szpitala w Otwocku. Interwencja służb opóźniała się, dlatego do akcji ratunkowej włączyli się dziennikarze „Linii”.

AGNIESZKA JASKULSKA

Tę sunię czekała śmierć w męczarniach. We wtorek, 16 stycznia temperatura spadła kilka stopni poniżej zera. Po południu Wojciech Michalak wracał do domu w Otwocku. W okolicy szpitala przy ul. Reymonta w Śródborowie usłyszał żałosne skowyczenie psa. – Domyśliłem się, że zwierzęciu dzieje się krzywda, dlatego poszedłem do lasu, skąd dobiegało skomlenie – tłumaczy pan Wojciech.

Usłyszał skowyt w lesie, ruszył na ratunek

– W rejonie Meranu już dwa razy ratowałem psy, które były przywiązane do drzewa. Taki sam los spotkał sunię, którą usłyszałem, gdy wracałem do domu. Na jej szyi zaciskała się metalowa linka. Nie miała szans, żeby się wyswobodzić. Psinka była agresywna, ujadała, nie pozwalała do siebie podejść, choć próbowałem ją ratować. Dlatego powiadomiłem służby – tłumaczy mieszkaniec Otwocka. Była godz. 16 i pracownicy urzędów skończyli już pracę. – Nikt poza policją nie zareagował – podkreśla pan Wojciech. O zdarzeniu została również powiadomiona redakcja „Linii Otwockiej”.

Funkcjonariusze z otwockiej komendy szybko przyjechali na miejsce. Próbowali uspokoić sunię i obłaskawić ją kanapką. Niestety, bezskutecznie. Policjanci musieli zaczekać na przyjazd pracowników urzędu miasta, których powiadomił dyżurny otwockiej komendy.

Dziennikarze w akcji

Zza ogrodzenia dobiegało żałosne wycie i szczekanie. – Było bardzo zimno, szybko zapadł zmrok. Poszliśmy sprawdzić, w jakim stanie jest piesek – mówi Agnieszka Jaskulska, która przyjechała na miejsce razem z redaktorem naczelnym „Linii” Arturem Kubajkiem. – Kiedy przeszliśmy przez dziurę w ogrodzeniu, zobaczyliśmy średniej wielkości psinkę przywiązaną metalową linką do drzewa. Sunia strasznie ujadała i szarpała się. Na szyi miała czerwoną obrożę i zaciskającą się linkę. Nie wiadomo było, kiedy dotrze pomoc. Nie mogliśmy patrzeć na jej cierpienie, dlatego postanowiliśmy działać – zaznaczają dziennikarze „Linii”.

Najważniejsze było, aby sunia przestała się bać, bo jak przyznają pracownicy instytucji zajmujących się zwierzętami, jej agresywna reakcja wynikała z traumy i dramatycznej sytuacji, w jakiej się znalazła.

– Latarkami oświetliliśmy miejsce, w którym psinka była przywiązana do drzewa. Cały czas łagodnie do niej mówiliśmy. Powoli zaczęła się uspokajać, oswajać z naszą obecnością. Podeszliśmy do niej na wyciągnięcie ręki – mówi Artur Kubajek. – Byliśmy zaskoczeni, gdy sunia podała mi łapę, nie próbowała gryźć, wręcz przeciwnie. Chciała do mnie podejść, ale zatrzymała ją linka. Wtedy odważyłem się ją pogłaskać. Sunia merdała ogonem, jakby wiedziała, że znowu może zaufać człowiekowi – przyznaje.

Beznadziejna sytuacja

Redaktor naczelny „Linii” zaczął dzwonić do różnych instytucji, prosząc o szybką interwencję. Okazało się, że nie jest to takie proste. Straż miejska i urzędnicy zakończyli pracę, a wolontariusze otwockiego oddziału Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami byli na innej interwencji.

– W pewnym momencie sytuacja stała się beznadziejna, bo nie wiadomo było, czy ktokolwiek przyjedzie. Kierownik schroniska w Celestynowie zapewnił, że przyjmie sunię, ale ktoś musi ją przywieźć do placówki – tłumaczy Artur Kubajek.

Podczas gdy redaktor naczelny starał się sprowadzić pomoc, przy piesku czuwała dziennikarka „Linii”. – Psinka była niespokojna, potrzebowała kontaktu z człowiekiem. W końcu zainteresowała się kanapką, którą rzucili jej wcześniej policjanci. Sunia chyba czuła, że jej nie zostawimy – mówi Agnieszka Jaskulska. – Obok drzewa, przy którym była uwięziona, odkryłam drugą metalową linkę – dodaje.

Sunia szuka domu

Po jakimś czasie na miejsce dotarła Sylwia Stachurska z wydziału ochrony środowiska Urzędu Miasta w Ot-wocku, która mimo że była po godzinach pracy, postanowiła interweniować. Urzędniczka powiadomiła również schronisko w Celestynowie. Okazało się jednak, że nie miał kto przewieźć zwierzęcia do schroniska (dotychczas zajmowała się tym straż miejska). Jednak i w tym przypadku dziennikarze „Linii” stanęli na wysokości zadania. Udało się im uwolnić zwierzę. – Na szczęście w samochodzie miałem smycz. Dzięki temu łatwiej było doprowadzić sunię do naszego auta i zawieźć ją do schroniska – podkreśla Artur Kubajek.

Następnego dnia psinka była spokojna. – Bez problemu pozwoliła się zbadać lekarzowi weterynarii – mówi Łukasz Balcer, kierownik schroniska w Celestynowie. – Sunia jest w dobrej kondycji. Przez kilkanaście dni zostanie objęta kwarantanną, ale niebawem, m.in. po zaszczepieniu, odrobaczeniu i zaczipowaniu, będzie nadawała się do adopcji. Poszukamy dla niej kochających i odpowiedzialnych właścicieli – zapewnia Łukasz Balcer.

Ktokolwiek wie…

Jeśli wiesz, kim jest właściciel suni, rozpoznajesz ją lub masz jakiekolwiek informacje o niej, koniecznie skontaktuj się z Komendą Powiatową Policji w Otwocku pod nr tel. 22 779 40 91 lub ze schroniskiem w Celestynowie ul. Prosta 3, tel. 22 789 70 61, e-mail: elestynow@toz.pl. – Poszukujemy właściciela czworonoga, który został przywiązany linką do drzewa – mówi asp. sztab. Anna Wasilewicz z otwockiej komendy. – Za znęcanie się nad zwierzętami ze szczególnym okrucieństwem sprawcy grozi kara nawet do trzech lat pozbawienia wolności – dodaje.

Masz dobre serce, radź sobie sam!

– Gdyby nie interwencja mieszkańca i działanie dziennikarzy „Linii”, ta sytuacja mogła zakończyć się tragicznie. Dzięki pomocy wrażliwych ludzi uwięzione zwierzę zostało w porę uratowane – podkreśla Łukasz Balcer, kierownik Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt w Celestynowie i prezes Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Polsce.

Kto ma interweniować w podobnych sytuacjach? W godzinach pracy urzędu miasta zazwyczaj nie ma problemu, aby zgłosić sprawę dotyczącą bezdomnych lub dzikich zwierząt.

Dotychczas mieszkańcy w takich przypadkach informowali miejski wydział ochrony środowiska. Najczęściej jednak mogli liczyć na straż miejską, która pracowała na dwie zmiany do godzin nocnych. Teraz sytuacja jest patowa. – W związku z podjętą przez otwocką radę miasta uchwałą o likwidacji straży miejskiej od 2 stycznia strażnicy pracują na jedną zmianę, czyli tak jak urząd w godz. od 8 do 16 – ucina krótko Dariusz Sokół, komendant Straży Miejskiej w Otwocku.

Gdzie zgłaszać takie przypadki i kogo wzywać, gdy trzeba będzie ratować jakieś zwierzę? Według przepisów jest to obowiązek miasta. W praktyce, czyli po godz. 16 lub w weekendy i święta, kiedy urząd nie pracuje, mieszkańcy muszą radzić sobie sami lub poinformować policję. Ta z kolei zawiadamia urzędników i powiatowego lekarza weterynarii. Według osób zajmujących się zwierzętami, to dopiero początek bałaganu związanego z likwidacją straży miejskiej. Jeśli nawet urzędnik postanowi interweniować, to co? Sam zakasa rękawy, żeby złapać bezdomnego kota lub psa?!

– To absurdalna sytuacja – zaznacza kierownik schroniska w Celestynowie. – Otwock, w przeciwieństwie do Celestynowa, Józefowa, Wiązowny i Kołbieli, nie ma jeszcze podpisanej umowy m.in. na odławianie bezpańskich zwierząt – zaznacza Łukasz Balcer.

Kierownik celestynowskiego schroniska dodaje, że o kryzysowych sytuacjach można powiadomić otwocki oddział TOZ-u, ale tam działają wolontariusze.

– TOZ może wspierać działania miasta, ale wolontariusze nie mogą wyręczać urzędu z ustawowego obowiązku – zaznacza Łukasz Balcer. I tłumaczy, że trzeba poczekać, aż miasto zdecyduje, kto zajmie się interwencjami związanymi z ratowaniem zwierząt. – Teraz mieszkańcy Otwocka, którzy mają dobre serce i chcą ratować zwierzę, niestety w pewnym sensie muszą radzić sobie sami! – przyznaje.

Nie mamy pracowników

Komu mieszkańcy Otwocka mogą zgłaszać problemy związane ze zwierzętami? – Dotychczas zajmowała się tym straż miejska, która miała doświadczenie i odpowiedni sprzęt, jeździła na wezwania nawet w nocy. Teraz nie ma pracowników, którzy będą interweniowali poza godzinami pracy – tłumaczy Piotr Stefański, wiceprezydent Otwocka.

– Od marca, kiedy w mieście nie będzie strażników miejskich, mieszkańcy będą musieli wzywać policję! – zaznacza Piotr Stefański. I podkreśla, że radni, decydując się na likwidację straży miejskiej, kierowali się politycznymi argumentami, a nie zdrowym rozsądkiem. – Ta decyzja utrudni mieszkańcom życie – podkreśla wiceprezydent. Niestety, miasto nie ma pieniędzy na stworzenie wydziału, którego przeszkoleni pracownicy mogliby interweniować w sprawie poszkodowanych psów, kotów, dzików i innych zwierząt, wymagają pomocy człowieka. – Koszty związane z działaniem takiej jednostki lub zatrudnieniem zewnętrznej firmy byłyby dwa razy większe niż koszty utrzymania straży miejskiej. Otwock nie ma na to pieniędzy – podkreśla Piotr Stefański. – Liczę, że radni jeszcze raz zastanowią się nad przyszłością straży miejskiej. Uchwałę o jej likwidacji można unieważnić do końca lutego – zaznacza wiceprezydent.

Kontakt

05-400 OTWOCK, ul. Górna 9
tel./fax 22 710 12 10
tel. 22 710 0 999
e-mail: redakcja@linia.com.pl