Strzały w lesie

OTWOCK: KOGO UPAMIĘTNIA KRZYŻ PRZY UL. KARCZEWSKIEJ?

Kto jest pochowany w mogile vis-à-vis stadionu OKS Otwock przy ul. Karczewskiej? Partyzanci przygnani z Międzylesia – jak sugeruje nasza Czytelniczka, czy więźniowie Pawiaka zabici w celu zastraszenia mieszkańców Otwocka i okolicy, o czym wspominał m.in. sam prof. Władysław Bartoszewski?

PRZEMEK SKOCZEK

Pani Grażyna Masna odwiedziła naszą redakcję i przyniosła list. – To taka rodzinna opowieść, pomyślałam, że czas się nią podzielić z innymi, a „Linia Otwocka” to najlepsze medium do rozpowszechnienia tej opowieści – zaznaczyła nasza Czytelniczka. List rzeczywiście nas zaintrygował, choć wzbudził też pewne wątpliwości. Oto jego fragmenty:

Deska i oko na żyle

„Myślę, że nikt z ludzi Otwocka nie wie, kto został przez Niemców rozstrzelany tu, niedaleko tego krzyża. Otóż moja rodzina pochodzi z Międzylesia i zna gehennę tych ludzi […]. W czasie II wojny światowej do zebranych partyzantów w domu
w Międzylesiu wtargnęło kilku uzbrojonych Niemców. Po przeszukaniu znaleźli sporo ulotek. Wpadli wprost w szatański szał. Wyrwali deskę z futryny i tą deską zaczęli ich strasznie bić. Skuli ich ręce i przez całą drogę z Międzylesia aż do Otwocka bili ich tą deską. Świadek tego zdarzenia widział, jak jednemu z nich wisiało oko na żyle. Był to kolega mojego dziadka. Po przygnaniu ich do tego miejsca, bardziej głębiej w las – rozstrzelano ich. Mama mi pokazywała miejsce ich stracenia. […] Po ich śmierci przyśnił się mojemu dziadkowi ten kolega, który wraz z innymi został rozstrzelany, i mówi: »Jurek, jak mi tu dobrze, jaki jestem szczęśliwy«. I fruwał z drzewa na drzewo. Był taki szczęśliwy i radosny. Dostał piękną nagrodę – Niebo – za swoje męczeństwo i miłość do ojczyzny.”

Krwawy odwet

Wzruszająca historia wywołała jednak kilka pytań. Po co na przykład pędzono by tych partyzantów z Międzylesia aż tutaj? I jak ma się ona do powszechnie uznanych faktów, o których pisał m.in. Władysław Bartoszewski w książce „Warszawski Pierścień Śmierci 1939-1944”? O ofiarach upamiętnionych krzyżem przy ul. Karczewskiej możemy też przeczytać na blogu Muzeum Ziemi Otwockiej (otwockhistory.wordpress.com).

Otóż egzekucja, która odbyła się 20 listopada 1943 roku, miała być z jednej strony odwetem za zabicie dwóch Niemców, z drugiej akcją pokazową, zastraszającą Polaków. 10 listopada w Józefowie został bowiem zastrzelony żołnierz Wehrmachtu, a 18 listopada przed Domem Żołnierza w Otwocku – starszy sierżant żandarmerii niemieckiej. Trzech innych Niemców odniosło rany. Żeby kara za te występki miała odpowiedni oddźwięk, okupant – jak to miał w zwyczaju – wziął odwet znacznie krwawszy. Przywieziono do Otwocka 20 więźniów z Pawiaka i pokazowo ich rozstrzelano. Ofiarami byli: Franciszek Bedyk, Eustachiusz Biłat, Adam Binkowski, Antoni Binkowski, Wojciech Borzęcki, Stanisław Gromadka, Jerzy Jasiński, Marian Janik, Jan Kanarek, Józef Kowalski, Władysław Kowalski, Piotr Królikowski, Jan Łuczak, Antoni Milej, Stanisław Milej, Jan Przybysz, Stanisław Urbański, Józef Wasilewski, Piotr Wiecki i Zbigniew Wojnarowicz. Niemcy, znani ze skrupulatności i pedanterii, oficjalnie ogłosili informację o egzekucji 23 listopada na obwieszczeniu dowódcy SS i policji dystryktu warszawskiego.

Meandry rodzinnych opowieści

Dyrektor Muzeum Ziemi Otwockiej Sebastian Rakowski ocenia jednak, że opowieść przytoczona przez naszą Czytelniczkę wcale nie musi być nieprawdziwa. Rozstrzelań było sporo i w pobliżu tego miejsca mogło dojść do innej, opisanej przez nią egzekucji. Nie ma jednak wątpliwości, że krzyż dedykowany jest wymienionym więźniom Pawiaka.

Paweł Ajdacki, znany kronikarz lokalnej historii, dodaje: – Trafiłem kiedyś na informację o akcji Niemców w okolicy Radości i Międzylesia. Wpadło dwóch działaczy ruchu oporu, ale wywleczono ich z domu i rozstrzelano na miejscu.

Bo w podobnych przypadkach Niemcy nie mieli zwyczaju ganiania ludzi, chyba że byli to Żydzi i chcieli ich w ten sposób bardziej pognębić. Nie byli to też partyzanci, ponieważ w rejonie Warszawy, zbyt zurbanizowanym, nie działały jako takie oddziały partyzanckie. Jak trzeba było działać, szedł rozkaz, żołnierze podziemia stawiali się w umówione miejsce, pobierali broń, szli na akcję, potem broń zdawali i wracali do domów. Tak to się odbywało, tak działał choćby oddział „Skrytego” – tłumaczy.
Być może przekazywana w rodzinie z pokolenia na pokolenia opowieść została jakoś zniekształcona, coś dodano, coś ujęto, ktoś przekręcił jakiś fakt?

Paweł Ajdacki wspomina, że jeszcze w latach 70. słyszał o zbiorowej mogile na terenie obecnej Szkoły Podstawowej nr 12, czyli zaledwie kilkaset metrów dalej. Czy możliwe jest, by opowieść dziadka pani Grażyny dotyczyła pochowanych tam ofiar? Może jednak to historia prawdziwa, tylko mało znana lub niepełna? Jeśli wśród naszych Czytelników jest ktoś, kto może rzucić na nią nowe światło, prosimy o kontakt z redakcją.

Kontakt

05-400 OTWOCK, ul. Górna 9
tel./fax 22 710 12 10
tel. 22 710 0 999
e-mail: redakcja@linia.com.pl