Lucyna to więcej niż auto

WAKACYJNE PODRÓŻE PACZKI PRZYJACIÓŁ Z KARCZEWA.

Wakacje już na horyzoncie. Wielu pilnie studiuje teraz oferty biur podróży. Inni są właśnie w trakcie przekopywania internetu w poszukiwaniu wolnych kwater nad Bałtykiem czy na Mazurach. Grupa przyjaciół z Karczewa nie ma tego problemu. Dzięki Lucynie każdego roku organizują sobie wakacje życia – bez przepychu i luksusów, za to pełne przygód i niezapomnianych wspomnień.

MARCIN SULIGA

Łukasz, Monika, Patryk, Karolina oraz Dominik z Olą – to paczka zgranych przyjaciół. Kilka lat temu postanowili, że najlepszy okres w roku – wakacje – zaczną spędzać w inny sposób niż ich koledzy i znajomi. Postanowili kupić auto, którym wspólnie będą docierać tam, gdzie sobie zamarzą.

Pomysł i inspirację, aby wyruszyć samochodem w świat, zaczerpnęli od słynnej pary Karola i Oli Lewandowskich, którzy kilka lat temu kupili starego volkswagena T3 i pojechali w podróż życia. Jej efektem jest popularny blog oraz kolejne książki z serii „Busem przez Świat”. – Stwierdziliśmy, że to fajny pomysł i warto spróbować takiej przygody. Może jeszcze nie na taką skalę jak oni, ale też żeby spędzać wolny czas w podróży, poznając nowe, ciekawe miejsca – mówi Łukasz Pydyniak.

Narodziny Lucyny

Z wyborem i zakupem auta nie było specjalnych problemów. – Pewnego dnia spotkaliśmy się wszyscy na imprezie, która szybko sprowadziła się do tego, że chłopcy siedli do komputera i zaczęli przeglądać ogłoszenia motoryzacyjne – wspomina z uśmiechem Monika Pydyniak. Teoretycznie najlepszym rozwiązaniem mógł być dla nich kamper, ale skromny wówczas studencki budżet mógł nie podołać tak dużemu wydatkowi. Ostatecznie wybór padł na sprawdzonego przez innych volkswagena T3. Idealny egzemplarz został wypatrzony pod Piasecznem i już po kilku dniach pojawił się na ulicach Karczewa.

– Przy wyborze auta kierowaliśmy się przede wszystkim tym, abyśmy mogli je przerobić według własnej koncepcji i na własny użytek. Chodziło nie tylko o to, żeby było funkcjonalne, ale też wyglądało tak, jak my tego chcemy, a nie jego wygląd był z góry narzucony przez kogoś innego – podkreśla Patryk Bielski. – O kamperze raczej nie myśleliśmy – przyznaje. Auto szybko otrzymało imię. Podczas prac modernizacyjnych nowy członek paczki został ochrzczony jako Lucyna. – Jeśli dobrze pamiętam, to w radiu leciała jakaś piosenka o Lucynie i ktoś rzucił mimochodem, żeby tak nazwać samochód. I tak już zostało – wspomina Monika, żona Łukasza.

Wyrozumiałe żony

Od początku samochód miał wyróżniać się na tle innych aut. Sam lakier w kolorze jajecznego żółtka nie wystarczał. Lucyna potrzebowała dodatkowego sznytu. – Pierwszy zamysł był taki, aby na masce pojawiło się jakieś graffiti. Niestety, nie mogliśmy porozumieć się z osobą, która miała to zrobić, i zrezygnowaliśmy z tego pomysłu. Nie chcieliśmy jednak, by auto pozostało w takim stanie, w jakim je kupiliśmy. Dlatego wpadł nam do głowy pomysł zrobienia specjalnej grafiki – mówi Łukasz. Tym sposobem dookoła auta pojawiła się symboliczna panorama – w formie cieni – najważniejszych miejsc i budowli na świecie, m.in. nowojorskiej Statuy Wolności czy wieży Eiffla. – Sami przygotowaliśmy odpowiednie szablony, więc praca lakierników była błyskawiczna. Trzy dni przed pierwszym wyjazdem z zewnątrz mieliśmy auto gotowe do podróży, ale gorzej prezentowało się jego wnętrze – śmieje się Łukasz.

Lucyna cały czas jest modernizowana i przystosowywana do podróży. Większość rzeczy właściciele blisko 30-letniego auta starają się robić sami, a tylko te niezbędne i najtrudniejsze pozostawić fachowcom. Wszystko po to, żeby jak najmniej obciążać domowe budżety. – Czasami chłopcy trochę nam się narażają (śmiech), ale jesteśmy w stanie to zaakceptować, bo wiemy, że nie robią tego wszystkiego wyłącznie z myślą
o sobie, tylko również dla nas – przyznaje Karolina Bielska.

W trakcie modernizacji czasem dochodzi do zabawnych sytuacji. – Ostatnio zamówiliśmy nowe, specjalne wycieraczki podłogowe, jednak firma, która je wykonywała, pomyliła zamówienia i otrzymaliśmy wyposażenie do… jaguara – mówi Łukasz. – Pewnie na upartego jakoś byśmy je dopasowali, ale psułyby klimat auta – dodaje z uśmiechem.

Debiut na wspomaganiu

Jedna z pierwszych wakacyjnych podróży, wzdłuż polskiego Wybrzeża, zakończyła się powrotem Lucyny… na lawecie. – W drodze powrotnej na wysokości Łowicza „zgubiliśmy” olej i padł nam silnik. Na ostatnich stu kilometrach w drodze do domu musieliśmy skorzystać z pomocy lawety – opowiada Łukasz. W czasie ostatnich czterech lat Lucyna przeszła trzy reanimacje, które za każdym razem kończyły się wymianą silnika.

Z nowym sercem Lucyna przejechała już ponad 20 tysięcy kilometrów, zwiedzając większość krajów Europy – od południa po północ. Ostatnią podróżą, w jaką udała się ekipa z Karczewa, były kraje skandynawskie – Dania, Norwegia i fragment Szwecji. Wcześniej były Słowacja, Węgry, Słowenia, Włochy oraz francuskie Lazurowe Wybrzeże. – Staramy się wybrać konkretny cel podróży, a potem obieramy taką trasę, żeby przez kilka dni w trakcie jazdy jak najwięcej zobaczyć i zwiedzić – tłumaczy Łukasz. – Teraz, gdy przejechaliśmy już tyle kilometrów, nie wyobrażam sobie, żebym mogła inaczej spędzić wakacj e. Podróż autem cenię za wolność i swobodę. To od nas zależy, kiedy i gdzie się zatrzymamy. Mamy też ten komfort, że zawsze możemy sobie wybrać widok, jaki chcemy zobaczyć po przebudzeniu. To jest w tym najcudowniejsze i dlatego bardziej cenimy takie wyjazdy niż wszelkie wycieczki all inclusive – zapewnia Karolina. – Kosztem wygody robimy dużo fajnych rzeczy. Dzięki temu po takich podróżach mamy zdecydowanie więcej wspomnień niż to, co utrwalimy na fotografiach – dodaje żona Patryka.

Czasem jednak nieplanowane postoje potrafią bardzo zaskoczyć.

– Kiedyś zatrzymaliśmy się gdzieś na bocznej drodze. Myśleliśmy, że dalej już nic nie ma. Rano obudziły nas klaksony tirów, które jechały do firm znajdujących się na końcu tego – jak nam się wydawało – pustkowia – wspomina Patryk. – Innym razem parkowaliśmy w całkowitych ciemnościach, a potem okazało się, że zatrzymaliśmy się przed cmentarzem – śmieje się.

Nie dla autostrady

Podróże to nie tylko zwiedzanie kolejnych ciekawych miejsc. To także poznawanie nowych ludzi, a tych podczas tak długich wyjazdów nie brakuje. Zwłaszcza gdy podróżuje się tak charakterystycznym autem jak Lucyna. Zaczepiają ich zarówno starsi, jak i najmłodsi. – Dzieci przyciągają przede wszystkim maskotki, które mamy doczepione na masce, natomiast starsi podchodzą chyba z sentymentu, bo takich aut jak nasze jest coraz mniej – mówi Monika. – Bywa nawet tak, że niektórzy ludzie, kiedy robimy sobie postój, zatrzymują się i pytają, czy w czymś nam pomóc, czy auto się nie zepsuło – dodaje Patryk.

Będąc w podróży, żółtą Lucynę można częściej spotkać na zwykłych drogach niż na trasach szybkiego ruchu. Dzieje się tak z dwóch powodów. Po pierwsze, normalne drogi dają większą możliwość nacieszenia oczu pięknymi i niespotykanymi widokami. Po drugie, z racji swoich osiągów Lucyna nie do końca pasuje do autostrady. – Ostatnio byliśmy zmuszeni jechać autostradą i co jakiś czas słyszeliśmy za sobą klaksony innych samochodów. Nie wiem, czy nas w ten sposób pozdrawiali, czy po prostu uznali, że jedziemy za wolno – mówi Łukasz. – Myślę, że raczej to drugie – śmieje się Monika.

Jak rodzina

Jak podkreślają przyjaciele, Lucyna stała się ważnym elementem ich życia. Jest jak kolejny członek paczki. – Jest dla nas czymś więcej niż tylko autem. Można nawet powiedzieć, że stała się członkiem naszej rodziny – przyznaje Łukasz.

Trudno się nie zgodzić z tym stwierdzeniem, bo patrząc na zdjęcia, które można zobaczyć na facebookowym profilu VW T3 Lucyna, auto było świadkiem wielu ważnych momentów w życiu jego właścicieli. To właśnie w trakcie wakacyjnych podróży Łukasz i Patryk poprosili swoje ówczesne dziewczyny o rękę. Łukasz i Monika wykorzystali nawet Lucynę jako limuzynę ślubną. – Był pomysł, żeby wynająć sobie jakiś inny samochód, ale szybko z tego zrezygnowaliśmy. Doszliśmy z Moniką do wniosku, że skoro Lucyna jest z nami tyle czasu, to czemu jej nie wykorzystać właśnie w takim momencie.

Musieliśmy ją tylko odpowiednio przygotować – mówi Łukasz. – Reakcja naszych gości na nietypową limuzynę ślubną tylko utwierdziła nas w przekonaniu, że podjęliśmy dobrą decyzję – dodaje. Lucyna była też obecna podczas ceremonii ślubnej Patryka i Karoliny. – Nie chcieliśmy kopiować pomysłu Łukasza i Moniki, dlatego zdecydowaliśmy się na zwykły samochód, ale Łukasz przygotował niespodziankę. Po wyjściu z kościoła okazało się, że czeka na nas orszak z innych volkswagenów, w tym naszej Lucyny, który towarzyszył nam w drodze z kościoła do sali weselnej. Byliśmy naprawdę szczęśliwi, że tak się stało – mówi Karolina.

Ekipa Lucyny angażuje się też w pomoc charytatywną. Dwa lata temu grupa przyjaciół z Karczewa organizowała paczki, które potem – w strojach św. Mikołaja – przekazała do ośrodka preadopcyjnego w Ot-wocku. – Podróże Lucyną to zawsze dobra zabawa, ale jeśli jest taka okazja i potrzeba, staramy się w miarę swoich możliwości również pomagać. Podczas naszych podróży doświadczyliśmy wielu przejawów serdeczności ze strony innych ludzi i teraz staramy się to przekazywać dalej – mówi Łukasz, który razem ze swoimi przyjaciółmi planuje teraz wyjazd w okolice Bułgarii i Czarnogóry.

Kontakt

05-400 OTWOCK, ul. Górna 9
tel./fax 22 710 12 10
tel. 22 710 0 999
e-mail: redakcja@linia.com.pl