W „Gurewiczu” cała nadzieja

OTWOCK: 7. FESTIWAL ŚWIDERMAJER.

– Jest miło, ale program skromny i ludzi mało. Czyżby formuła imprezy powoli się wyczerpywała? – takie rozważania kilkukrotnie pojawiały się w festiwalowych dyskusjach. Rzeczywiście, wielkie otwockie święto drewnianej architektury, choć nadal ważne, atrakcyjne i ciekawe, od pewnego czasu ewidentnie się nie rozwija. Wręcz przeciwnie…

PRZEMEK SKOCZEK

Z ciężkim sercem siadam do pisania tego tekstu, bo czuję się, jakbym łajał kogoś mi bliskiego, wytykał mu błędy, ale czasem to nieuniknione, a za tymi słowami kryją się wyłącznie dobre intencje. Festiwal Świdermajer to od początku była wielka rzecz. Akcja-integracja, oddolna inicjatywa, którą szybko zachłysnęliśmy się i zachwyciliśmy. To udawało się przez pierwsze cztery edycje, a impreza z roku na rok rosła i przyciągała kolejnych „pozytywnie zakręconych”, gotowych do działania uczestników.

Czy była to wyłącznie magia miejsca, czyli terenu dawnego pensjonatu Gurewicza? Z pewnością nie, ale lokalizacja miała ogromne znaczenie. Odkąd dawny ogród pana Abrama zamienił się w wielki plac budowy, festiwal zaczął „poniewierkę” i jakby stracił część swojej duszy. Widać to wyraźnie dopiero teraz, z kilkuletniej perspektywy. Gdy porównamy bogate programy sprzed kilku lat z obecnym, różnica aż kłuje w oczy. Nadal jest ciekawie, sielsko, klimatycznie, ale wszystkiego mamy mniej: warsztatów, wycieczek, spotkań i… ludzi. Lista tzw. atrakcji ubożeje z roku na rok. Można odnieść wrażenie, jakby organizowano wszystko trochę „na kolanie”. Nie było też muzycznej gwiazdy, która zawsze dla części widowni jest ważnym magnesem. Artyści, którzy pojawili się na scenie (rockowy The Orange Basement, Kapela Niwińskich kultywująca dawny folklor, nowofalowy i awangardowy projekt W każdym lesie mieszka jelonek oraz jazzowe trio Trumba), byli znakomici, ale co z tego, skoro grali dla garstki widzów?

Gdzie leży przyczyna? O miejscu już wspominaliśmy, ale teren magistratu, gdzie po raz drugi odbywał się finał, też sprawdza się bardzo dobrze. Brakuje ludzi, pomysłów, chęci, pary do działania? Pieniędzy? Zapewne wszystkiego po trochu. Moim celem nie jest jednak analiza przyczyn i wskazywanie winnych. Mam czasem skłonność do emfazy, więc powiem dobitnie – kocham ten festiwal. Czekam na niego cały rok, na spotkania z ludźmi, dyskusje, koncerty. Uwielbiają go moje dzieci. Życzę mu jak najlepiej i nie chcę uwierzyć w to, że jego formuła się wyczerpała.
Świdermajerowskie święto ma potencjał, aby stać się imprezą ogólnopolską. Musi mieć jednak silnych mecenasów i wyraźne wsparcie lokalnych władz. Na pewno przyda się też zastrzyk świeżej krwi. Jest czas, żeby się nad tym zastanowić, wyciągnąć wnioski, pogłówkować. Istnieje szansa, że za rok spotkamy się ponownie przed „Gurewiczem”, a wtedy festiwal na pewno znów rozkwitnie. Inaczej być nie może. ­

Kontakt

05-400 OTWOCK, ul. Górna 9
tel./fax 22 710 12 10
tel. 22 710 0 999
e-mail: redakcja@linia.com.pl