Kajakiem po Dunaju

CIEKAWY POMYSŁ NA UCZCZENIE 100-LECIA NIEPODLEGŁOŚCI.

W ubiegłym roku z okazji Roku rzeki Wisły nauczyciel Piotr Gajgier przepłynął Wisłę. W tym roku chce podjąć kolejne wyzwanie – samotnie popłynąć 2860 km Dunajem. To jego autorski projekt „Kajakiem przez Dunaj dla Niepodległej”.

SYLWIA WYSOCKA

Setna rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości zainspirowała Piotra Gajgiera, pochodzącego z Sobień-Jezior nauczyciela historii i wos-u w SP nr 1 i Zespole Szkół w Karczewie, do znalezienia oryginalnego sposobu na propagowanie patriotyzmu i zapoznawania Europejczyków z historią Polski. Chce tego dokonać, płynąc kajakiem po rzece Dunaj na dystansie 2860 km. Na trasie wyprawy jest 10 europejskich państw i cztery stolice: Wiedeń, Bratysława, Budapeszt i Belgrad. Historyk zamierza promować Polskę i powiat otwocki poprzez rozpowszechnianie wizerunku ot-wocczanki Ireny Sendlerowej – Matki Dzieci Holocaustu. Chce również uczcić jubileusz Karczewa, który w tym roku obchodzi 470-lecie.

Planowany czas wyprawy to ok. 45 dni (od 24 czerwca do 8 sierpnia). Przebieg spływu będzie można śledzić na Instagramie i Facebooku – Kajakiem przez Dunaj dla Niepodległej, gdzie pojawi się link, który umożliwi zlokalizowanie bieżącej pozycji kajakarza.

Wyprawę wspierają: Starostwo Powiatowe w Otwocku oraz władze miasta i gminy Karczew, a także prywatne firmy.

Krok po kroku…

Z PIOTREM GAJGIEREM o jego planach i obawach związanych z podróżą rozmawia Sylwia Wysocka

Co było inspiracją do wyznaczenia tak śmiałego celu: przepłynięcia prawie trzech tysięcy kilometrów?
– Inspiracją obchodzona w tym roku rocznica 100-lecia odzyskania niepodległości i Rok Ireny Sendlerowej. Gdy był Rok Wisły – popłynąłem Wisłą. Teraz pomyślałem o Dunaju, chociaż gdy tylko ta rzeka przyszła mi do głowy, od razu próbowałem się hamować, przekonując sam siebie „nawet o tym nie myśl”. Jednak postanowiłem podjąć wyzwanie. Zdaję sobie sprawę, że będzie ono bardzo trudne i wymagające. Postanowiłem popłynąć od źródeł Dunaju w Niemczech przez 10 europejskich krajów do Morza Czarnego w Rumunii. Spotkanym po drodze ludziom będę wręczał broszury, które przygotuję w językach: polskim, angielskim, może niemieckim. Zamierzam opowiadać im o Polsce i jej historii,
o bohaterstwie Ireny Sendlerowej.

Wiem, że podczas podróży czeka mnie wiele wyzwań. Dunaj jest jednym z największych w Europie szlaków komunikacyjnych, pływają po nim ogromne barki. Będę miał do pokonania granice z państwem spoza Unii Europejskiej, nie wiadomo, jaka będzie pogoda. Jest wiele czynników, od których zależy powodzenie wyprawy.

Dodajmy, że będzie to samotna wyprawa…
– Tak, ale podczas podróży będę miał założony nadajnik GPS, dzięki któremu wszyscy zainteresowani będą mogli śledzić moje postępy. Na profilu facebookowym będzie też można oglądać zdjęcia i za jego pośrednictwem kontaktować się ze mną. Kilkoro moich uczniów już zapowiedziało, że będą śledzić, jak radzę sobie na kolejnych etapach. Nie ukrywam, że motywujące będą dla mnie wszystkie wpisy i komentarze. One mogą czasem dać człowiekowi takiego „kopa” jak kilka wypitych napojów energetycznych. Liczę też, że po drodze spotkam życzliwych ludzi. Dzięki jednemu ze sponsorów będę miał nowoczesny translator. Pozwoli on na płynne porozumiewanie się w 50 językach.

Czyli celem wyprawy nie jest tylko przepłynięcie ponad 2800 kilometrów?
– Oczywiście, że nie, liczą się ci wszyscy ludzie, których spotkam po drodze, te wszystkie kraje, przez które będę przepływał. Trener Leo Beenhakker powiedział kiedyś, że ważne jest, aby zdobywać coś krok po kroku. I ja też tak będę patrzył na tę wyprawę – nie tylko na te trzy tysiące kilometrów, które mam do przepłynięcia, ale też na każdy odcinek, który będę miał do pokonania co dnia.

Przygotowywał się pan jakoś do wyprawy?
– Na pewno wiązało się to z dużym przygotowaniem logistycznym – zdobywaniem wiedzy na temat rzeki, krajów, warunków, kompletowaniem sprzętu. Trochę trenowałem, ale to nie były jakieś szczególne przygotowania. Nie chodzi mi przecież o to, żeby przepłynąć dystans w rekordowym tempie.

Czym będzie pan płynął?
– Kajakiem niemieckiej firmy Prijon. To jeden z najlepszych kajaków na takie wyprawy – zwinny, wąski, szybki, z możliwością zapakowania wielu rzeczy. Chociaż trzeba ważyć wszystko, co się pakuje. Tym razem, mimo że wyprawa będzie dłuższa, zamierzam wziąć przynajmniej o jedną trzecią bagażu mniej niż na spływ Wisłą.

Obawia się pan czegoś przed takim wyzwaniem?
– Oczywiście, chociaż uważam, że strach jest do pewnego stopnia mobilizujący. Nie pozwala uśpić czujności i w tym kontekście to element pozytywny. Boję się niewiadomych związanych z wodą, pogodą, ludźmi, których mogę spotkać po drodze. Obawiam się kryzysów, które mogą nadejść podczas tak długiej podróży. Niemniej chcę pokazać, głównie młodzieży, że w takim szczególnym roku można coś fajnego zrobić, żeby propagować wiedzę o historii Polski.

I że można odważyć się realizować marzenia?
– To prawda. Wszystko, co przychodzi z trudem, przynosi jeszcze większą satysfakcję. À propos marzeń – powinienem był od tego zacząć. Jako kilkunastoletni chłopak oglądałem film „Kasztelanka” z Jerzym Kryszakiem. Jego bohater pływa tam kajakiem po rzekach i jeziorach. Pomyślałem wtedy: dlaczego ja nie mógłbym tak płynąć? I doszedłem do wniosku, że mógłbym. Od tego czasu pływałem po Polsce, Ukrainie, po wielu większych i mniejszych rzekach, aż nadeszła pora na Dunaj.

A co później?
– Nie wybiegam na razie w przyszłość, koncentruję się na tym, co będzie wkrótce. Niektórzy mówią, że wyczynem jest już podjęcie samego wyzwania. Mam nadzieję, że na tym się nie skończy i uda się zrealizować wszystkie plany. Proszę trzymać za mnie kciuki.

Kontakt

05-400 OTWOCK, ul. Górna 9
tel./fax 22 710 12 10
tel. 22 710 0 999
e-mail: redakcja@linia.com.pl