Rozbrajanie absurdów

OTWOCK: GRUPA ŁADNIE ZMIENIAMY KRAJOBRAZ CHCE NAS UCZYĆ DYSTANSU.

– Chcemy wprowadzać trochę uśmiechu i element zaskoczenia w przestrzeni publicznej. Działamy na zasadzie niewidzialnej ręki, choć nasze żarty czy prowokacje zawsze są w granicach prawa – opowiadają członkowie grupy Ładnie Zmieniamy Krajobraz, która zadebiutowała na początku 2018 roku, powołując w Otwocku do życia słynny już Rezerwat „Dziura otwocka”.

PRZEMEK SKOCZEK

Co może zrodzić się z rozmów i głupawki przy piwie w gronie przyjaciół? Niektórzy opróżnią kufle i rozejdą się do domów. Inni pójdą palić śmietniki, wybijać szyby w przystankach albo zaczepiać przechodniów. Są jednak osoby bardziej kreatywne, w których głowach rodzą się mniej lub bardziej zwariowane pomysły, mające coś ze społecznego komentarza, prowokacji i sztuki. Po solidnej burzy mózgów zaczynają je realizować. Najczęściej pod osłoną nocy.

Nie boją się Gargamela

Z częścią grupy spotykam się w parny lipcowy wieczór. Nie ukrywam. Znamy się. Od dawna. I raczej lubimy. Mimo wszystko miny mają nieco tajemnicze. Cóż, w końcu są tu incognito. Zależy im na zachowaniu anonimowości. Ponieważ jednak chcę jakoś ich w tym tekście określać, szukam pomysłu na tożsamości, które mogę im nadać. Pierwsze skojarzenie – jakże trafne, moim zdaniem – to superbohaterowie ukryci za maskami, ale moi rozmówcy kategorycznie je odrzucają. – Ludzie pomyślą, że uważamy się za jakichś superfajnych, i choć tak oczywiście jest, nie chcemy się w ten sposób afiszować – pada przewrotna odpowiedź.

Dobra. Sami tego chcecie. Ponieważ w ekipie jest tylko jedna dziewczyna, na potrzeby tego artykułu zostaniecie… smerfami. Rozmawiam z czwórką (w sumie grupa liczy osób siedem), jest zatem: Smerfetka, Łasuch, Osiłek i oczywiście Papa Smerf. Ich akcje dowodzą, że to pozytywnie zakręceni anarchiści, którzy w ogóle nie boją się Gargamela, który tu symbolizuje tzw. system.

Pyton w rezerwacie

No właśnie – akcje. Wspomniany rezerwat był pierwszy, ale nie ostatni. Przypomnijmy je. Najpierw, w nocy z 19 na 20 stycznia, na ogrodzeniu niedoszłej galerii w centrum Ot-wocka zawiesili dwie tablice o treści: SPECJALNY OBSZAR OCHRONY SIEDLISK NATURA 2000 REZERWAT „DZIURA OTWOCKA”.

– Sam pomysł pojawił się dobry rok temu. Dojrzewał kilka miesięcy, zamówiliśmy tablice, ale czekały na swój czas przez kolejne pół roku – opowiada Papa Smerf. – Uznaliśmy, że będzie nim wymiana płotu i udostępnienie części terenu dla mieszkańców. Jedna tablica zawisła na wysokości fontanny, druga bliżej ulicy Andriollego. Staraliśmy się, żeby wyglądały jak prawdziwe, ale w swojej formie nie naruszały przepisów prawa. Stąd na przykład brak orzełka – tłumaczy mój rozmówca.

– Nie chcieliśmy wzbudzać kontrowersji, a jedynie w zabawny sposób zwrócić uwagę na bezsilność władz miasta, uczcić udostępnienie części terenu i uhonorować naszą „atrakcję turystyczną” – dodaje z lekkim sarkazmem Łasuch.

Nie wszyscy tak to odebrali. Pierwsza tablica została zerwana dość szybko i ślad po niej zaginął, choć mówi się, że tkwi gdzieś w czeluściach samej wielkiej dziury. Drugą usunięto po kilku dniach na polecenie Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego. Cóż, lokalnym władzom zabrakło dystansu…

Ostatnio ŁZK przypomnieli o rezerwacie w kontekście poszukiwań grasującego nad Wisłą węża. Na tym samym ogrodzeniu oraz przy wielu innych akwenach i zbiornikach wodnych umieszczali tabliczki ostrzegające „Strzeż się pytona”. – To był spontan. Szybka akcja, pomysł i realizacja. Potrzeba zareagowania jakoś na sytuację, która ma w sobie tyle samo grozy, co absurdu i humorystycznego potencjału – mówi Osiłek.

Sentymenty i resentymenty

W odróżnieniu od „szybkiego pytona” nad swoimi projektami pracują niespiesznie. Tak było z internetową mapą „Otwock sentymentalny”. Skrupulatnie nanieśli na niej dziesiątki miejsc, które do dziś funkcjonują w naszej wyobraźni pod zwyczajowymi nazwami, choć często źródło tych określeń już nie istnieje. – Polecamy uważne studiowanie naszej mapy tym, którzy nie wiedzą, o co chodzi, gdy np. słyszą określenie „przy samolocie”, „koło Pewexu” albo „blisko Praktycznej Pani” – zachwala Łasuch.

Wolno powstawała również budka graniczna, która w nocy z 16 na 17 czerwca, w czasie obchodów Dni Karczewa, stanęła pod „wielką rurą” w pobliżu osiedla Ługi. To granica między Otwockiem a Karczewem. Pstrokatą konstrukcję zdobiły jednak żartobliwe tabliczki obwieszczające, że tu znajduje się przejście pomiędzy Wenecją Mazowsza a Dystryktem Karczew. „Róbcie sobie z budką zdjęcia, niech wieść pójdzie w świat. Mamy nadzieję, że budka nie zniknie w tajemniczych okolicznościach i sama Ewa Farna zrobi sobie z nią zdjęcie” – pisali twórcy pod postem na Facebooku.
A jednak zniknęła szybko i równie szybko odnalazła się w siedzibie Grupy Remontowej Gminy Karczew.

– Burmistrz Władysław Łokietek nie był zły z powodu naszej akcji i zaprosił nas po odbiór budki, ale jakoś nam nie po drodze i trudno to zrobić bez ujawnienia się – wyjaśnia Osiłek. – Reakcja władz Karczewa, ale też wielu mieszkańców miasta, którzy śmieli się i gratulowali pomysłu, są ważne, bo świadczą o dystansie i poczuciu humoru. Naszym celem nie jest przecież obrażanie kogokolwiek, pogłębianie podziałów czy pielęgnowanie stereotypów. Owszem, chcemy o tradycji otwocko-karczewskich zgrzytów pamiętać, bo to nasza historia, ale obśmiać je i obrócić w żart, a nie odnawiać – oznajmia z pełną powagą Papa Smerf.

Inny tajemniczy ktoś, stojący za humorystycznym internetowym profilem Dystrykt Karczew, był ponoć zachwycony ukłonem naszych Smerfów w jego stronę. – Napisał do nas, że pomysł świetny i go rozbawił. Zapewnił, że za tę reklamę wisi nam kratę piwa. Trzymamy za słowo – dodają z szerokimi uśmiechami Osiłek i Łasuch.

Zabawa i adrenalina

– Dlaczego ukrywacie swoje nazwiska i twarze? – pytam. – Nie robicie w zasadzie nic złego. Wręcz przeciwnie!

– To prawda, ale mamy kilka powodów. Po pierwsze, choć działamy
w granicach prawa, nasze projekty są różnie odbierane i interpretowane. Nie brakuje oszołomów, którzy mogą próbować dać wyraz swojej dezaprobacie. Po drugie, niektórzy z nas są w jakimś stopniu rozpoznawalni z innych działań, zawodowych, ale nie tylko. Nie ma potrzeby, żebyśmy byli publicznie kojarzeni z tą zgrywą. Wreszcie po trzecie, po co się ujawniać? Nie potrzebujemy żadnej „sławy”, a z punktu widzenia jakości i skuteczności naszych działań, to nic by nie zmieniło – wyliczają po kolei.

Po co to wszystko robią? Przede wszystkim dla dobrej zabawy. – Jesteśmy paczką przyjaciół, kapitalnie jest wymyślać kolejne numery, dyskutować o nich, przekomarzać się. Świetnie się przy tym bawimy a potem, gdy dochodzi do samej realizacji, też jest dużo radości i emocji – wyjaśnia Smerfetka.

– Gdy ruszaliśmy nocą w miasto z tablicami albo budką, czuliśmy się jak tajni agenci. Część działała, ktoś stał na czatach. Gdy wszystko było gotowe, szedł tylko cichy sygnał: spier…my! To naprawdę potężny zastrzyk adrenaliny – opowiada z entuzjazmem Osiłek.

– Nasze akcje to trochę żarty, trochę prowokacje i manifestacje. Chcemy pokazywać wady i absurdy otaczającej nas rzeczywistości, ale nie po to, aby je wytykać, ale raczej rozbroić. Jesteśmy absolutnie apolityczni, nie chcemy nikogo atakować, wskazywać palcem winnych – podkreśla Papa Smerf. – I chyba dobrze nam to wychodzi, wnosząc po komentarzach w internecie. Ludzie mają do świata dystans i chwała im za to! – podkreśla.

Co szykują teraz? Przyznają, że pomysłów jest dużo, gorzej z czasem. – Wszyscy pracujemy, mamy napięte grafiki, więc niełatwo wygospodarować czas i się zebrać. W ciągu najbliższych tygodni na pewno gdzieś się objawimy, ale cel „ataku” pozostanie do końca tajemnicą – mówi Smerfetka. A Łasuch dodaje: – Nasza rzeczywistość jest wciąż pełna bareizmów. Myślę, że płynących z nich inspiracji nigdy nam nie zabraknie.

Sztuka ulicy

Członkowie grupy Ładnie Zmieniamy Krajobraz nie uważają się za artystów, choć w opisie ich działalności na FB pojawia się sformułowanie „sztuki wizualne”. Na świecie jest wielu twórców uprawiających sztukę uliczną i na swój sposób ozdabiających krajobrazy, zwłaszcza miejskie. Oto trzech wybranych.

 


Tom Bob
jest amerykańskim artystą obdarzonym ogromną wyobraźnią. Stare rury, skrzynki i dziury zamienia w prace, które wywołują uśmiech od ucha do ucha. Tworzy w Nowym Jorku i Massachusetts.

 


Inny Amerykanin
to Mark Jenkins. Ten performer jest znany przede wszystkim z instalacji ulicznych tworzonych przy użyciu przezroczystej taśmy do pakowania. Przy jej pomocy odtwarza kształty przedmiotów i ludzi. Efekty bywają surrealistyczne, a nawet makabryczne.

 


Najsłynniejszym mistrzem graffiti jest niewątpliwie Banksy. Bywa humorystyczny, ale częściej tworzy prace zaangażowane politycznie i społecznie. Ogólny przekaz jego dzieł jest antywojenny, antykapitalistyczny i pacyfistyczny.

Kontakt

05-400 OTWOCK, ul. Górna 9
tel./fax 22 710 12 10
tel. 22 710 0 999
e-mail: redakcja@linia.com.pl