Dusiciel odpłynął?

PYTON TYGRYSI WIDZIANY W WARSZAWIE.

Już czwarty tydzień służby szukają ogromnego węża nad Wisłą w okolicy wsi Gassy. Do akcji włączono psa tropiącego. Najnowsze informacje o gadzie pochodzą jednak z centrum stolicy.

PRZEMEK SKOCZEK

W nocy z czwartku na piątek (26-27 lipca) trzy osoby spędzające czas w Warszawie nad Wisłą zauważyły płynącego węża. To nowa wiadomość, o której poinformował nas oficer prasowy Komendanta Powiatowego Policji w Piasecznie kom. Jarosław Sawicki. – Zdarzenie miało miejsce około 40 minut po północy mniej więcej pomiędzy mostami Świętokrzyskim a Śląsko-Dąbrowskim. Te osoby zawiadomiły stołeczną policję. Uznano je same oraz ich zeznania za wiarygodne i rozpoczęto akcję poszukiwawczą. Niestety, bez efektów – wyjaśnia kom. Sawicki.

W poszukiwaniach uczestniczyli m.in. przedstawiciele fundacji Animal Rescue Polska, która jako pierwsza poinformowała o odnalezieniu 7 lipca wylinki pytona i od początku jest zaangażowana w poszukiwania węża.

– Do nas zadzwoniono po drugiej w nocy. Na miejscu byliśmy w pół godziny, mieliśmy do dyspozycji policyjną łódź, ale w nocy, bez odpowiedniego sprzętu i oświetlenia, mieliśmy niewielkie szanse i nie udało się nam odnaleźć żadnego śladu pytona – opowiada Dawid Fabjański z Animal Rescue Polska.

Dlatego stan alarmowy na dotychczasowym terenie między Ciszycą a Gassami pozostaje podtrzymany, choć same poszukiwania zostały chwilowo zawieszone (tak było do czasu zamknięcia tego numeru „Linii”, w piątek, 27 lipca). Wszyscy czekają na wyniki badań odchodów, które zostały znalezione przez specjalnego psa tropiącego. Koka z przewodniczką Renatą przyjechała nad Wisłę z Wielkopolski, z OSP Mosina. Pies znalazł też ślady węża w okolicy nadrzecznych bajorek.

– Obecnie odchody są badane w laboratorium SGGW. Znaleźliśmy w nich ślady sierści, najprawdopodobniej zająca. Niestety, odchody nie były świeże i w dużej części zostały wymyte przez deszcze. Mogą też należeć do lisa, ale ssaki wydalają martwy naskórek, a węże, nie i to mają wyjaśnić analizy – zdradza Dawid Fabjański. Jeśli wyniki potwierdzą, że zostawił je wąż, będziemy wiedzieli, że na pewno tam był, ale nie da to wiedzy o jego obecnej lokalizacji. Działania poszukiwawcze zostaną rozszerzone o kolejne tereny zalewowe Wisły od Kępy Oborskiej do Gassów, ze szczególnym uwzględnieniem wysp na Wiśle. Na terenie powiatu otwockiego ostrzeżenie o zagrożeniu cofnięto, ponieważ od czasu domniemanego spotkania z gadem w okolicach wsi Glinki żadnych nowych wieści o nim nie było.

– Prawda jest taka, że bez specjalistycznego sprzętu, przede wszystkim kamery noktowizyjnej, której – jak się okazuje – nikt w kraju nie ma, chyba poza wojskiem, będzie bardzo trudno znaleźć pytona. Podejrzewam, że gdy znaleźliśmy jego pierwsze ślady, był wtedy 300-400 metrów od nas, ale w nocy, w tych zaroślach to jak szukanie igły w stogu siana. Kamera noktowizyjna wyłapałaby go od razu. Obecne działania potwierdzają, że brakuje nam w Polsce sprzętu. Specjaliści gotowi do akcji na cito są, tylko nie ma odpowiednich narzędzi. Podobne przypadki nie są częste. Na całą Polskę wystarczyłby jeden, ale dobrze wyposażony samochód z kamerą, strzelbą Palmera, wyrzutnią siatek itp., ale to wydatek rzędu pół miliona złotych – ocenia Fabjański.

I na koniec dodaje: – Wszyscy mówią, że problem sam się rozwiąże wraz z nadejściem chłodów i zimy, ale moim zdaniem to nie jest wcale oczywiste. W okolicy Warszawy nad Wisłę dochodzi sporo rur z ciepłą wodą, w tych kanałach roi się od szczurów. Pyton ma gdzie przeczekać mrozy i co jeść, o ile instynkt zawiedzie go w takie miejsce.

Kontakt

05-400 OTWOCK, ul. Górna 9
tel./fax 22 710 12 10
tel. 22 710 0 999
e-mail: redakcja@linia.com.pl