Najlepsza w Polsce, najlepsza w Europie

LEKKOATLETYKA: ŻYCIOWY SUKCES PAULINY GUBY!

Pochodząca z Sobień-Jezior kulomiotka Paulina Guba została jedną z bohaterek lekkoatletycznych Mistrzostw Europy w Berlinie. Reprezentantka Polski w wielkim stylu sięgnęła po złoty medal, pozostawiając w pokonanym polu faworytkę gospodarzy, dwukrotną mistrzynię Europy Christinę Schwanitz. To największy sukces w karierze wychowanki OKS Otwock.

MARCIN SULIGA

Paulina Guba – wychowanka OKS Otwock reprezentująca od roku barwy AZS UMCS Lublin – sprawiła jedną z największych sensacji podczas lekkoatletycznych mistrzostw Europy. W Berlinie najlepsza w ostatnich latach polska kulomiotka sięgnęła po złoty medal i tytuł mistrzowski. Podopieczna trenera Edmunda Antczaka zrobiła to w wielkim stylu, w ostatnim podejściu wyprzedzając faworytkę gospodarzy i konkursu – Christinę Schwanitz.

Faworytka na kolanach

Guba w całym konkursie pchała rewelacyjnie. Już pierwsza próba dała jej wynik blisko 19 mm (18.77 m). Przez chwilę była na prowadzeniu, ale potem do koła weszła Schwanitz
– dwukrotna mistrzyni Europy. Niemka rzuciła dalej od Polki i objęła prowadzenie. W kolejnych seriach sytuacja się nie zmieniała. Wciąż prowadziła Schwanitz, a tuż za nią czaiła się Guba. Jednak wychowanka OKS Otwock też musiała patrzeć za plecy, bo niebezpiecznie blisko była Białorusinka Alona Dubicka.

W piątej kolejce trzecia zawodniczka konkursu pchnęła 18.81 m i wyprzedziła reprezentantkę Polski. Ale na krótko. Odpowiedź Guby była piorunująca. Złamana granica 19 m (19.02 m) i powrót na drugie miejsce. To było tylko preludium do tego, co miało stać się chwilę później.

W ostatniej kolejce wychowanka OKS Otwock zrobiła coś, co zszokowało cały stadion w Berlinie, który już tylko czekał, aby oklaskiwać kolejne mistrzostwo dla Schwanitz. Lecąca wysoko i daleko kula upadła ponownie poza granicę 19 m i dalej, niż w tym dniu było stać główną faworytkę konkursu. Wynik 19.33 m – o zaledwie 5 cm gorszy od ustanowionego w tym roku w Cetniewie rekordu życiowego Guby – dał jej sensacyjne złoto.

Szok i zaskoczenie

Po ostatniej kolejce w polskim obozie zapanowała euforia. Guba utonęła w uściskach reprezentacyjnej koleżanki Klaudii Kardasz, która w Berlinie pobiła rekord życiowy (18.38 m) i zajęła miejsce tuż za podium. Wychowanka OKS-u nie dowierzała temu, co wydarzyło się kilka chwil wcześniej.

Radość panowała również w Otwocku. – Patrząc na jej ostatnie występy i osiągnięcia, byłam niemal pewna, że jeśli wszystko zagra, to medal jest raczej pewny. Nie sądziłam jednak, że to będzie złoto – przyznaje trener Barbara Sierpińska, która przez przeszło siedem lat była odpowiedzialna za treningi nowej mistrzyni Europy. – Wiele zależało też od dyspozycji Niemki, której rekord życiowy wynosi dużo powyżej 20 metrów, czyli zdecydowanie więcej niż dotychczasowe wyniki Pauliny. Jednak Schwanitz nie szło i cały czas pozostawała w zasięgu Pauliny. Myślę, że ona też zdawała sobie z tego sprawę i ten fakt zmobilizował ją do tak znakomitych rzutów – mówi trenerka OKS Otwock.

Sierpińska, która szlifowała w Otwocku talent Guby, uważa, że mistrzostwo wywalczone w Berlinie może być dopiero początkiem jej kolejnych sukcesów na arenie międzynarodowej. – Mimo dobrej postawy w Berlinie Klaudii Kardasz w Polsce Paulina wciąż nie ma sobie równych, ale na międzynarodowych zawodach nie mogła jakoś tego potwierdzić. Jak sama powiedziała, być może to był efekt słabszej psychiki, ale widać, że teraz pracowała nad tym z psychologiem i ten sukces powinien ją dodatkowo zbudować – uważa Sierpińska. – Widać też, jak ciężką pracę wykonywała na treningach. Dodała motorykę i to też przyniosło skutek… Zresztą zawsze powtarzam swoim podopiecznym, że to, co włożą na treningach, potem odbiorą na zawodach, i ta zasada się sprawdziła – dodaje zadowolona z sukcesu swojej byłej podopiecznej trener Sierpińska.

Wzruszenie rodziców

Euforia zapanowała przede wszystkim w Sopocie, gdzie przebywali rodzice Pauliny Guby. Walkę córki o złoty medal oglądali, jak większość, przed telewizorem.

– Szok przeplatał się ze szczęściem – mówi Renata Guba, mama złotej medalistki. – Liczyliśmy na medal, ale z tego, co mówiła nam Paulina, szanse na pokonanie Niemki były minimalne. Dlatego to, co stało się w ostatniej kolejce, było wręcz niewiarygodne. Trudno opisać słowami to, co wtedy działo się w naszych sercach i głowach – dodaje.

Po konkursie od razu udało się im skontaktować z trenerem Edmundem Antczakiem oraz Pauliną i złożyć gratulacje. Spontanicznie podjęli też decyzję o wyjeździe do Berlina na ceremonię medalową.

– W ogóle nie zastanawialiśmy się nad tym. Tak jak staliśmy, wsiedliśmy do samochodu, wzięliśmy po drodze koleżankę Pauliny i przed trzecią w nocy udaliśmy się w kierunku Berlina. Nie mogło nas tam zabraknąć – mówi Renata Guba. I dodaje, że podjęta w przypływie emocji decyzja okazała się jedną z najważniejszych w ich życiu. – Jeździmy za córką na wszystkie duże imprezy. Już wiele razy słyszeliśmy „Mazurka Dąbrowskiego“, ale ten w Berlinie był zdecydowanie najpiękniejszy. Oprawa, kibice, a do tego nasza córka stojąca na najwyższym stopniu podium. Po raz kolejny popłynęły nam łzy wzruszenia – dodaje mama najlepszej kulomiotki w Europie.

Dla Pauliny sukces w Berlinie jest najważniejszy w karierze, być może nawet przełomowy. Z sygnałów płynących z obozu Guby wynika, że mistrzynię Europy spokojnie stać na pchnięcia powyżej 20 m, a to oznacza walkę z najlepszymi zawodniczkami na świecie. – Paulina sporo zmieniła w swoim treningu. Jak sama mówi, stała się bardziej elastyczna. Widać w niej większą pewność siebie. Rozmawiając z nią i trenerem Antczakiem, odnieśliśmy wrażenie, że to, co prezentuje obecnie, to jeszcze nie jest szczyt jej możliwości – dodaje mama Pauliny Guby.

Chyba zmieniłam swoje życie

Paulina Guba jest najlepszą kulomiotką Starego Kontynentu. Świeżo upieczona mistrzyni Europy zdradza w rozmowie „Linią Otwocką” kulisy swojej drogi po złoty medal.

Udało Ci się zasnąć po konkursie?
– Absolutnie nie. To była chyba najdłuższa noc w moim życiu. Jakbym dobrze policzyła, to może było – z krótkimi przerwami – raptem ze dwie godziny snu. Późno wróciłam do hotelu, a potem telefon praktycznie cały czas się nie wyłączał. Ktoś dzwonił albo przychodziły kolejne sms. Chyba jeszcze do dziś nie odespałam tej nocy.

W wywiadzie zaraz po konkursie powiedziałaś, że mimo całej euforii nie będzie łez szczęścia. Trochę mi jednak trudno uwierzyć, że po tym wszystkim nie uroniłaś kilku.
– Początkowo ich nie było. Dopiero gdy wróciłam do hotelu, umyłam się, położyłam do łóżka i zobaczyłam cały konkurs z odtworzenia, dotarło do mnie, czego udało się dokonać. Zeszło ze mnie ciśnienie i pojawiły się łzy. Dotarło do mnie, że chyba przed chwilą zmieniłam swoje życie.

Christina Schwanitz od początku była murowaną faworytką do złota. Twoja mama mówiła mi, że przed konkursem twierdziłaś, że w Berlinie wszyscy – w tym Ty – będą bić się o srebro i brąz.
– Jadąc do Berlina, marzyłam o medalu. Nastawiałam się na brąz, bo przed mistrzostwami wszystko wskazywało, że jeśli niczego nie zepsuję, to spokojnie powinnam wywalczyć trzecie miejsce. Pchałam regularnie 18,5 metra i nawet w nocy o północy, wstając z łóżka, spokojnie bym to zrobiła. Dlatego byłam pewna siebie. Schwanitz, która pchnęła 20 metrów w tym sezonie, była jednak faworytką. Ale Niemka miała niedawno wypadek samochodowy i być może to miało jakiś wpływ na jej formę, choć ja też miałam problem z plecami i do końca nie było wiadomo, czy pojadę do Berlina…

Niemieckie media sporo pisały o wypadku Schwanitz, natomiast o Twoich problemach nie było zbyt dużo słychać.
– Starałam się tego nie rozdmuchiwać, bo nie chciałam, żeby ktoś potraktował to jako pewną formę usprawiedliwienia przed ewentualnym niepowodzeniem. Kontuzje są częścią sportu i czasami nie da się ich uniknąć. Cały czas starałam się o siebie dbać, ale na jednym z treningów przy ćwiczeniu, które wykonuję regularnie, poczułam ból w plecach i wydawało się, że nie pojadę do Niemiec. Przez trzy dni zamiast trenować, chodziłam do fizjoterapeutów, żeby mnie ratowali, i to się udało. Wykonali kawał dobrej roboty i za to jestem im niezwykle wdzięczna. To złoto to także ich ogromna zasługa.

Ograć Niemkę, dwukrotną mistrzynię Europy, i to w Berlinie, w ostatniej kolejce turnieju mistrzowskiego… Lepszego scenariusza chyba nie można sobie wyśnić?
– Tak. Na to złożyło się jednak wiele czynników. Obok równolegle odbywał się konkurs rzutu dyskiem z udziałem faworyta gospodarzy Roberta Hartiga. Wchodziliśmy do koła niemal razem,
a wtedy publika szalała. Wybijali taki dobry rytm, do którego się dopasowałam i rozluźniłam na tyle, że pchnęłam 19.33 m. Zresztą po konkursie powiedziałam o tym Christine, że publiczność zamiast jej pomogła mnie i ona zdawała sobie z tego sprawę.

Czy kluczowa w konkursie nie była piąta kolejka, gdy skutecznie odpowiedziałaś na atak Alony Dubitskiej, która na chwilę zepchnęła Cię z drugiej pozycji?
– Starałam się nie patrzeć na wyniki rywalek, bo to potrafi skutecznie wybić z koncentracji. Mnie przede wszystkim popchnęła wtedy udana próba Klaudii Kardasz. Ona pobiła swój rekord życiowy i tak się z tego cieszyła, że pobudziła mnie do tego, aby w ostatnich próbach dać z siebie wszystko, co mi jeszcze zostało. Poza tym ja już tyle razy przegrałam z Aloną, że stwierdziłam, iż teraz to się nie powtórzy.

Oglądając konkurs w telewizji, trudno było stwierdzić, kto po ostatnim rzucie – Ty czy Christina Schwanitz – był bardziej zszokowany końcowym rozstrzygnięciem.
– Ja nie wiedziałam, co mam po tym wszystkim zrobić. Iść podziękować dziewczynom za walkę, czy złapać flagę i cieszyć się z kibicami. Długo nie dowierzałam w to, co się stało.

Przed wejściem na podium Włodzimierz Szaranowicz zacytował Twoje słowa: „zestarzałam się sportowo, nie mam czasu na kolejne porażki”. Czujesz, że ten konkurs był dla Ciebie przełomowy? Pokonałaś blokadę, jaka towarzyszyła Ci na międzynarodowych imprezach?
– Myślę, że teraz więcej osób będzie zwracało uwagę na to, gdzie startuję i jakie będę osiągać wyniki. Pewnie w związku z tym będzie większa presja, ale na razie nie skupiam się na tym. A co do starzenia… Mam 27 lat i to chyba najlepszy wiek dla miotaczy. Zresztą czuję to podczas treningów. Niektóre zajęcia, jak choćby siłowe, znoszę znacznie lepiej niż kiedyś… W perspektywie są igrzyska, więc chyba najwyższy czas pobić rekord Polski i pójść do przodu.

A te 20 metrów, o których wszyscy mówią? Jesteś już w stanie to osiągnąć, a może na treningach zdarzają się takie próby?
– Nie jestem typem zawodnika, który na treningach pcha daleko. Jeśli zdarzają się takie próby, to zazwyczaj nie są one uzyskiwane na sprzęcie startowym. Bardziej stawiam na pracę nad techniką niż na zaliczanie konkretnych odległości. Szczerze mówiąc, to nie przypominam sobie sytuacji, gdy na treningu uzyskałam 19 metrów. To chyba się nie zdarzyło. Jednak myślę o 20 metrach. Mój trener, a także trenerka od przygotowania fizycznego, cały czas powtarzają mi: „Paulina 20.01 m i będzie dobrze”, ale nie oszukujmy się, nie jestem w stanie zrobić wszystkiego
w ciągu jednego sezonu. Odkładam to na kolejny rok.

Stresowałaś się, idąc na ceremonię medalową?
– Ogromnie. W drodze na podium mówiłam nawet Christinie Schwanitz, że chyba łatwiej było wywalczyć medal, niż go odebrać. To był ogromny stres, niesamowite emocje. Potem jeszcze słyszysz Mazurka Dąbrowskiego… Obiecałam sobie, że się nie rozkleję, ale jak na trybunach widzisz cieszących się i jednocześnie płaczących ze szczęścia rodziców, a obok równie wzruszonego trenera, to jest trudno…

Piłkarze mają taki zwyczaj, że po strzeleniu trzech bramek zwykle zabierają piłkę na pamiątkę. Ty też zabrałaś tą szczęśliwą kulę?
– Niestety, nie mogłam jej zabrać do domu, bo nie pozwalają na to przepisy, ale dokładnie zapamiętałam jej markę i numer, jaki na niej widniał. Od dziś 39 będzie chyba moją szczęśliwą liczbą.

A Ty jesteś przesądna? Pytam, bo zwróciłem uwagę na dwa różne buty, w jakich startowałaś?
– Nie sądziłam, że ktoś na to zwrócił uwagę, ale podejrzewam, że teraz będę pilnie śledzona (śmiech). Dwa różne buty wynikają z wygody. Ze względu na operację stopy, nie wszystkie mi pasują i dlatego musiałam zastosować taki manewr. Ten jeden towarzyszy mi od dawna i mam nadzieję, że szybko się nie zedrze.

Co teraz: odpoczynek i regeneracja, czy kolejne starty?
– Na razie o dłuższym odpoczynku nie ma mowy, bo przede mną kolejne starty. Diamentowa Liga w Birmingham, potem występ w Chorzowie, później znów czeka mnie rywalizacja w Niemczech. Pod koniec sierpnia pokażę się na konkursie w Warszawie, a potem ponownie międzynarodowy start w Brukseli. Sezon zakończę na Pucharze Interkontynentalnym – jako reprezentantka Europy
– w Ostrawie.

rozmawiał Marcin Suliga

Kontakt

05-400 OTWOCK, ul. Górna 9
tel./fax 22 710 12 10
tel. 22 710 0 999
e-mail: redakcja@linia.com.pl