Przede mną dwa lata ciężkiej pracy

KOLARSTWO: WIELOKROTNY MISTRZ POLSKI W HANDBIKE’ACH ZADEBIUTOWAŁ NA MŚ.

Piotr Małek to jeden z najlepszych niepełnosprawnych kolarzy w Polsce. Na jego koncie jest już kilka tytułów mistrzowskich, ale dopiero teraz wystąpił w mistrzostwach świata i pucharze świata. O swoich przeżyciach i wrażeniach z tych zawodów kolarz z Otwocka opowiada w rozmowie z Marcinem Suligą.

Występ na mistrzostwach świata we Włoszech to dla ciebie chyba jedno z najważniejszych wydarzeń w dotychczasowej przygodzie kolarskiej.
– Jedno z dwóch. Pierwsze wydarzenie to start na pucharze świata w belgijskiej Ostendzie. To był mój pierwszy występ na imprezie tej rangi. Nie zaliczę go jednak do specjalnie udanych. Po pierwsze, ze względu na problemy ze sprzętem, a po drugie, przez brak odpowiedniego doświadczenia. Do światowej czołówki trochę mi jeszcze brakuje. Poziom mojego wytrenowania był za niski.

To, co starczało na zawodach w Polsce, nie wystarczyło do podboju świata?
– Chyba tak, ale ja zdawałem sobie z tego sprawę. Biorąc udział w pucharze świata czy pierwszych w mojej karierze mistrzostwach świata, miałem plan, aby poznać smak rywalizacji z najlepszymi, zdobyć doświadczenie i podpatrzeć rywali w akcji.

Moi kibice i przyjaciele liczyli na to, że zdobędę medal, ale chyba tylko ja i trener Marcin Piekiełek wiedzieliśmy, jakie są moje realne możliwości. Ten występ tylko potwierdził to, że przede mną jeszcze wiele pracy.

W Maniago zająłeś 13. miejsce w jeździe indywidualnej na czas oraz 10. pozycję w wyścigu ze startu wspólnego. Jak oceniasz swój występ?
– Jedni stwierdzą, że był on przyzwoity, zwłaszcza że to był mój debiut na tak poważnej imprezie, inni odbiorą to jako klęskę. Ja jestem w miarę zadowolony, bo podczas obu wyścigów – które organizatorzy rozegrali dość pechowo dzień po dniu – dałem z siebie tyle, ile na ten moment mogłem dać. Docenił to przede wszystkim mój trener, który z natury nie jest wylewny, ale tym razem pochwalił moją walkę na trasie i to, co zrobiłem. On zna moje możliwości najlepiej i wie, ile kosztowały mnie oba występy.

Oba starty były debiutem na dużych światowych imprezach. Miałeś przed nimi tremę?
– Jasne, że miałem. Reprezentowałem Polskę i to już było niesamowite uczucie. Poza tym obie te imprezy były przygotowane z dużym rozmachem. Belgia i Włochy to typowo prokolarskie kraje, więc zawody kolarzy – nawet tych niepełnosprawnych – są dla nich ogromnym wydarzeniem. Mieszkańcy Maniago wręcz oszaleli na punkcie rowerów. W centrum tego miasteczka jest więcej sklepów z najlepszymi rowerami niż banków, a ludzie uwielbiają kolarzy. Nawet w trakcie treningu czy objazdu trasy potrafili zerwać się z krzeseł w kafejkach, by oklaskiwać twój przejazd. To było coś niesamowitego.

Sam przeżyłem bardzo fajny moment. W trakcie jazdy na czas duży fragment mojego przejazdu był transmitowany przez stację RaiSport. Drugiego dnia okazało się, że dzięki temu byłem już rozpoznawany przez niemal każdego mieszkańca tego włoskiego miasteczka… Taka postawa kibiców sprawiała, że nawet jeśli na początku była jakaś trema, to szybko ona ustępowała. Atmosfera na zawodach była wspaniała.

Była też okazja do kolejnego spotkania z twoim idolem Alessandrem Zanardim (byłym kierowcą F1, który w wyniku wypadku na torze stracił obie nogi – przyp. red.).
– Okazał się naprawdę sympatycznym facetem. Udało się przybić piątkę, życzyć sobie powodzenia, a także przejechać wspólnie kilka kółek. Później Alessandro odjechał, bo jego poziom, a także sprzęt, na którym jeździ, jest kosmiczny i ciężko było utrzymać jego tempo. Jednak i on nie uniknął kłopotów na trasie, które wyeliminowały go z walki o miejsce na podium. To tylko pokazuje, jak mocna jest światowa stawka handbikerów.

Wracając do twojej formy – czy po tych dwóch występach będziecie coś zmieniać w treningach?
– Pewnie tak, ale to zostawiam trenerowi Piekiełkowi. Gdy zaczynaliśmy współpracę, powiedział mi, że osiągnięcie poziomu, jaki prezentuje światowa czołówka, zajmie mi około dwóch lat. Myślałem, że ten proces będzie znacznie krótszy, zwłaszcza że po przesiadce na nowy rower w krótkim czasie zrobiłem dość duży progres. Okazało się jednak, że to była bardziej kwestia entuzjazmu i przesiadki na nowy sprzęt. Teraz wiem, że czeka mnie jeszcze sporo pracy, by dogonić najlepszych zawodników na świecie, i że to, co mówił trener, ma swoje potwierdzenie. Ufam mu
w stu procentach, bo to specjalista w swoim fachu, i wierzę, że za kilkanaście miesięcy – jeśli mój organizm się nie zbuntuje – będę w zupełnie innym miejscu niż teraz.

Przed tobą kolejny start w mistrzostwach Polski.
– To prawda i szczerze mówiąc, już nie mogę się doczekać startu w tych zawodach. Po raz pierwszy od dłuższego czasu nie będą to takie mistrzostwa jak dotychczas, gdzie byłem dominatorem. Pojawili się nowi kolarze z apetytem na ogranie starego mistrza, tak że zapowiada się niezwykle zacięta i ciekawa rywalizacja. I dobrze…

Boisz się ewentualnej porażki?
– Po kilku latach kolejnych sukcesów musi przyjść taki moment, że przegram. Nie będzie to dla mnie jednak tragedia. Wręcz przeciwnie, będę się cieszył, że mam konkurencję i mam kogo ścigać. Poza tym będę dumny, że udało się mi na tyle rozpowszechnić kategorię MH5, że teraz jest z kim rywalizować.

Twoje życie nie ogranicza się jedynie do treningu i ścigania. Udzielasz się również w fundacji Drużyna Błażeja.
– Należę do rady fundacji, ale chyba bardziej czuję się jej ambasadorem. Coraz bardziej zaczynam czuć, że to ma sens. Wielu ludziom nie tylko udało się pomóc, ale także wciągnąć ich do pomagania innym, czasami – tak jak w moim przypadku – wbrew stanowi zdrowia. Ludzie zobaczyli, że tacy jak ja też mogą pomagać innym, i to mnie cieszy. Zresztą już sobie przyrzekłem, że kiedy zawieszę karierę sportową na kołku, to obok nie zawieszę roweru. Będę starał się dalej pomagać i namawiać do pomagania.

Mówiąc o fundacji Drużyna Błażeja – widziałem, że jesteś w pewnym stopniu mentorem Błażeja Cymermana, który coraz śmielej sięga po rower wyścigowy.
– Błażej ma naprawdę ogromne możliwości, ale to wciąż młody chłopak, przed którym jeszcze wiele życiowych decyzji. Na razie jednak widać, że jazda i ściganie na rowerze bardzo mu się spodobały i chętnie uczestniczy w treningach. Jeśli się temu poświęci, odda temu całe swoje serce, to może osiągać naprawdę bardzo dobre wyniki. Czego mu życzę. Teraz, tak jak ja, będzie brał udział w mistrzostwach Polski i to będzie dla niego jeden z pierwszych poważniejszych sprawdzianów. Mimo że startujemy w jednej kategorii, będę trzymał kciuki za jego występ.

Podziękowania

Specjalne podziękowania dla firm GTM Mobil i DEM’a Promotion Polska za sfinansowanie i wyprodukowanie roweru, na którym się ścigam. Ogromnie dziękuję mojemu trenerowi Marcinowi Piekiełkowi (www.hellmost-cycling.pl) – „Piekieł“, bez ciebie moje sportowe marzenia straciłyby sens. Urzędowi Miasta Otwocka bardzo dziękuję za wsparcie finansowe. Podziękowania należą się też firmom Ec Extreme i www.cyklo.pl za profesjonalny kask do jazdy indywidualnej na czas. Dziękuję też Rafałowi Szumcowi, prezesowi klubu VeloAktiv, który od początku wspiera moją działalność. Serdeczne podziękowania również dla Fundacji Drużyna Błażeja – myślę, że razem zrobimy jeszcze wiele dla osób potrzebujących wsparcia. Najserdeczniejsze podziękowania także dla mojej rodziny, moich przyjaciół i wszystkich kibiców. Piotr Małek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.