Poszłyśmy na żywioł

PIŁKA RĘCZNA: REPREZENTACJA POLSKI 13. NA ŚWIECIE.

W połowie sierpnia w Kielcach odbyły się Mistrzostwa Świata Juniorek w Piłce Ręcznej. W składzie debiutującej na tej imprezie reprezentacji Polski znalazły się dwie wychowanki MKS Karczew – występująca obecnie w SMS Płock Katarzyna Cygan oraz Julia Zagrajek. Z podopieczną trenera Grzegorza Ankiewicza rozmawia Marcin Suliga.

Jesteś zaskoczona złotym medalem dla Rosjanek?
– Chyba nie. Razem z Węgierkami – z którymi spotkały się w wielkim finale – byłyśmy faworytkami tych mistrzostw. Przez eliminacje szły jak burza, gromiąc kolejnych rywali, a nie były to słabe i łatwe do ogrania drużyny, ale silne ekipy. Można było przewidzieć, że to właśnie one zagrają w najważniejszym meczu turnieju. Wrażenie zrobiła też na nas Korea Południowa. Przed turniejem nie mówiło się o niej zbyt wiele w kontekście walki o medale, ale pierwsze mecze pokazały, że ta reprezentacja gra niezwykle szybką piłkę i może być groźna nawet dla faworytów turnieju,
o czym zresztą boleśnie przekonała się drużyna Francji.

Polska w debiucie na mistrzostwach świata zajęła 13. miejsce. Jak oceniasz wasz występ?
– Z jednej strony pozytywnie, bo dotychczas żadna z juniorskich reprezentacji Polski nie zajęła tak wysokiego miejsca, z drugiej jednak pozostaje duży niedosyt, że nie udało się zajść jeszcze wyżej. Miejsce w ósemce byłoby naprawdę satysfakcjonującym wynikiem.

Pierwsza ósemka to był plan minimum?
– Pierwszy plan zakładał wyjście z grupy. Trafiłyśmy na dość silne drużyny i awans do fazy pucharowej nie był do końca pewny, dlatego musiałyśmy zrobić wszystko, by wygrać przynajmniej dwa spotkania i mieć pewność, że awansujemy do kolejnej fazy. Plan udało się zrealizować już w pierwszych dwóch kolejkach, a potem walczyłyśmy o to, by zająć jak najwyższe miejsce w rozstawieniu. Byłyśmy trzecie i trafiłyśmy na niezwykle silne Dunki.

Zespół z Danii był poza zasięgiem?
– Myślę, że nie, ale chyba byłyśmy już nieco zmęczone po poprzednich meczach. Dużo spotkań grałyśmy niemal jedną siódemką i to dało się we znaki. W pierwszej połowie byłyśmy blisko nich, ale
w drugiej już nam odskoczyły i nie miałyśmy szans na odrobienie strat.

Co usłyszałyście od trener Agnieszki Truszyńskiej po ostatnim meczu?
– Była dumna, że trafiłyśmy do fazy pucharowej, ale jednocześnie lekko rozczarowana tym, że nie udało się nam przeskoczyć pierwszej rundy… Być może o naszej porażce z Danią zadecydowało też to, że w kilku momentach poszłyśmy „na żywioł” i rozegrałyśmy parę akcji pod wpływem emocji, nie słuchając wskazówek, jakich udzielał nam sztab szkoleniowy.

Sukcesem jest na pewno to, że każdy wasz mecz przyciągał do hali Legionów – gdzie na co dzień gra Vive Kielce – praktycznie komplet widzów. Duża publika pomagała w grze czy działała deprymująco?
– Pod tym względem trudny był przede wszystkim pierwszy mecz z Angolą. Wchodząc na halę i widząc na trybunach blisko trzy tysiące ludzi, na początku nie wiedziałyśmy, co ze sobą zrobić. Było w nas tyle emocji, że początek spotkania z Angolą był zupełnie nieudany. Nie mogłyśmy praktycznie trafić do ich bramki. Jednak potem oswoiłyśmy się z całą otoczką turnieju i grało się łatwiej.

Kilka dni przed pierwszym meczem turnieju ze składu reprezentacji Polski wypadła Weronika Weber – dziewczyna, która dwa lata temu w Karczewie niemal w pojedynkę zapewniła Vambresii Wąbrzeźno mistrzostwo kraju. Jej nieobecność miała jakiś wpływ na waszą grę i postawę?
– Było nam oczywiście przykro, że przytrafiła się jej kontuzja, która wyeliminowała ją z gry tuż przed najważniejszym turniejem w naszej dotychczasowej przygodzie z piłką ręczną, ale w trakcie turnieju starałyśmy się już o tym nie myśleć. Weronika była ważnym ogniwem tej reprezentacji, ale czy miało to wpływ na naszą postawę, trudno mi powiedzieć. Być może nie zmieniłaby ona losów meczu, ale z pewnością by nam pomogła. Dobrze uzupełniała się na skrzydle z Julią Pietras i może tych zmian trochę brakowało. Poza tym Weronika sporo nam dawała również w obronie.

A ty nie obawiałaś się kontuzji? W ostatnich miesiącach zarówno w lidze juniorek, jak i II lidze, a także na zgrupowaniach kadry rozegrałaś wiele spotkań.
– Czułam się lekko zmęczona, bo zarówno ten sezon, jak i poprzedni były dla mnie dość ciężkie. Jednak już przywykłam do tych obciążeń i mój organizm dobrze to zniósł, choć w trakcie obozu przygotowawczego pojawił się lekki ból w kolanie, który mnie wystraszył. Fizjoterapeuta szybko mnie jednak uspokoił, mówiąc, że to nic poważnego, i mogłam skupić się na dalszych treningach bez obaw, że coś się stanie.

Pierwszy mecz rozpoczęłaś na ławce, ale dość szybko pojawiłaś się na boisku i to była znakomita zmiana. Wydawało się, że dobry występ przeciwko Angoli zapewni ci miejsce w wyjściowej siódemce na spotkanie ze Słowacją, a tymczasem kolejny mecz przesiedziałaś na ławce. Co się stało?
– Nie wiem. Trenerka nigdy nam się nie tłumaczyła ze swoich decyzji, dlatego nie mam pojęcia, dlaczego tak to się potoczyło. Czułam się dobrze we wcześniejszym meczu i liczyłam na grę w kolejnym spotkaniu, ale trenerka chyba uznała, że na mojej pozycji dobrze spisała się Nikola Szczepanik, więc może nie chciała rozbijać czegoś, co dobrze funkcjonowało.

13 zdobytych bramek plus czerwona kartka. Jak oceniasz swój występ, zważywszy na to, że nie zagrałaś we wszystkich meczach reprezentacji Polski?
– Myślę, że pokazałam się z dobrej strony – zarówno na skrzydle, jak i na prawym rozegraniu. Nie rzuciłam może zbyt wielu bramek, ale były one na dość wysokiej skuteczności, tak że wyglądało to całkiem przyzwoicie. Występy w kadrze na tak dużym turnieju były też dla mnie możliwością zdobycia nowego i bardzo cennego doświadczenia. Mimo że grałyśmy w gronie juniorek, to gra toczyła się na poziomie pierwszej ligi czy nawet Superligi i trzeba było sobie naprawdę dobrze radzić, by myśleć o zwycięstwie. Przed etapem gry w seniorkach to było niezwykle cenne doświadczenie.

Gra w kadrze zdecydowanie różni się od gry w klubie.
– Tak. Zarówno w kadrze, jak i w reprezentacji zawsze staram się grać na sto procent, ale w reprezentacji jest zdecydowanie większa presja. Nie chodzi tylko o wynik, ale przede wszystkim o pozycję w kadrze. Jeśli w klubie jeden mecz lub dwa mecze ci nie wyjdą, to i tak dostaniesz kolejną szansę. W reprezentacji takiej szansy może nie być i ktoś inny wskoczy na twoje miejsce. Nie można sobie pozwolić na chwile słabości. Cały czas trzeba być w szczytowej formie bez względu na to, co dookoła się dzieje.

Nie jest tajemnicą, że podczas meczów kadry na trybunach pojawiali się wysłannicy klubów pierwszej ligi czy Superligi. Dostawałyście oferty dotyczące zmiany klubowych barw?
– W trakcie mistrzostw byłyśmy praktycznie odcięte od świata zewnętrznego. Po każdym meczu miałyśmy 5-10 minut na to, by zobaczyć się z rodzicami, i potem wracałyśmy do hotelu. Nie można było kontaktować się z nami telefonicznie, bo było to zabronione. Jeśli ktoś czegoś potrzebował, to zwracał się wyłącznie do sztabu, dlatego żadnych propozycji dla nas nie było. Zresztą jeśli się one pojawią, to dopiero w przyszłym roku, bo w tej chwili większość klubów skompletowała już kadry na nowy sezon.

Zostajesz więc w Karczewie?
– Ten sezon na pewno spędzę w Karczewie, a co będzie po nim, to zobaczymy.

Kontakt

05-400 OTWOCK, ul. Górna 9
tel./fax 22 710 12 10
tel. 22 710 0 999
e-mail: redakcja@linia.com.pl