Niezwykłe losy generała Filipowicza

WSPOMNIENIE O JEDNYM Z NAJWYBITNIEJSZYCH MIESZKAŃCÓW OTWOCKA.

CZĘŚĆ 1

W czwartek, 13 września na otwockim cmentarzu odbędzie się pierwszy oficjalny pogrzeb gen. Juliana Filipowicza, który spoczywa tu od 1945 roku. O tym, jak losy generała połączyły go z Otwockiem, Czytelnikom „Linii Otwockiej” zechciał opowiedzieć ppłk. w st. sp. Kazimierz Józef Skrzesiński, mieszkaniec Miedzeszyna, autor książki „Wołyńska Brygada Kawalerii – Żelazna brygada” oraz życiorysów wszystkich dowódców pułków tej brygady. Jest on miłośnikiem i badaczem historii II wojny światowej, który posiadł bogatą wiedzą o życiu i pobycie generała Filipowicza w Otwocku. Jako pierwsi przedstawiamy tę niezwykłą historię, ponieważ nigdy wcześniej pobyt generała w naszym mieście nie był tak szczegółowo opisany.

Ostatnia znana fotografia generała Filipowicza w stopniu płk. dypl. wykonana po 27 czerwca 1937 r.

Na początek krótkie wyjaśnienie dotyczące nazwiska generała. Ustawa sejmowa z 11 maja 1920 roku wprowadziła prawną możliwość dobrowolnego uzupełniania nazwiska o pseudonim używany w trakcie konspiracyjnej służby wojskowej. Julian Filipowicz stał się więc Julianem Pobóg Filipowiczem, tak jak marszałek II RP Edward Rydz-Śmigły. A jak losy generała połączyły go z Otwockiem?

Od dowódcy do komendanta

W czasie kampanii wrześniowej w 1939 roku płk dyplomowany Julian Filipowicz dowodził Wołyńską Brygadą Kawalerii. Brała ona udział m.in. w bitwie pod Mokrą, gdzie stoczyła zwycięską walkę z doborową niemiecką 4 Bawarską Dywizją Pancerną. To wydarzenie zostało uwiecznione wpisem na granitowej płycie na prawej kolumnie Grobu Nieznanego Żołnierza.

Po 27 dniach ciężkich bojów i przegrupowań, w sytuacji okrążenia od wschodu przez sowietów, od zachodu przez Niemców, w związku z niemożnością przebicia się na południe z powodu zaminowanych lasów, w Józefowie Roztoczańskim dowódca rozwiązał brygadę. Puścił żołnierzy konno i z bronią, aby indywidualnie przekradali się do swoich domów. Z pieniędzy, jakimi jeszcze dysponował, kwatermistrz brygady rozkazał wypłacić szeregowym 500 zł, podoficerom 1 tys. zł, a oficerom 3 tys. zł (był to mniej więcej półroczny żołd).

Po rozwiązaniu brygady Filipowicz w przebraniu dostał się do Krakowa. Tam z rozkazu komendanta Służby Zwycięstwu Polski (SZP) gen. bryg. Michała Karaszewicza Tokarzewskiego został komendantem obszaru Kraków i Śląsk, przyjmując pseudonimy: Pobóg, Róg, Kogan.

W listopadzie 1939 roku w miejsce Służby Zwycięstwu Polski (SZP) gen. dywizji Władysław Sikorski, premier i naczelny wódz we Francji, powołał Związek Walki Zbrojnej (ZWZ). Komendantem formalnym tej organizacji we Francji był gen. broni Kazimierz Sosnkowski, a nieformalnym w okupowanym kraju został płk. dyp. Stefan Rowecki, który przyjął pseudonimy: Rakoń, Grabica, Kalina (pseudonim Grot przyjął, gdy ZWZ 14 lutego 1942 roku został przemianowany w Armię Krajową). W tzw. międzyczasie płk. Rowecki 3 maja 1940 roku został awansowany na generała brygady, a formalnym dowódcą polskiego podziemia został 30 czerwca 1940 roku po klęsce Francji.

Na początku stycznia 1940 roku płk. Filipowicz został wezwany przez płk. Roweckiego „Rakonia” do Warszawy. Tam otrzymał potwierdzenie awansu na komendanta obszaru nr 4 Kraków. Jednak gdy był w Warszawie, został rozpoznany i aresztowany przez Niemców, którzy osadzili go w więzieniu na Pawiaku. Wiedzieli, że mają w swoich rękach słynnego dowódcę Wołyńskiej Brygady Kawalerii, która tak dała się im we znaki podczas kampanii wrześniowej 1939 roku.

Ucieczka z Pawiaka

Pułkownik Rowecki rozkazał zrobić wszystko, aby wyciągnąć płk. Filipowicza z Pawiaka. O tym, jak trudna i skomplikowana była to operacja, świadczą trwające aż trzy miesiące przygotowania. 10 maja 1940 roku płk. Filipowicz znalazł się pod stertą śmieci w samochodzie, który wywoził je na miejskie wysypisko. Podczas przekraczania głównej bramy więzienia niemiecki żandarm stalowym, zaostrzonym prętem przebijał śmieci, aby sprawdzić, czy ktoś nie jest pod nimi przemycany. Pułkownikowi Filipowiczowi przebił lewą dłoń, ale ten nawet nie pisnął i tak odzyskał wolność.

Na wysypisku byli już ludzie z konspiracji, którzy go odebrali. W kwaterze konspiracyjnej opatrzyli mu ranę i po wyleczeniu wrócił do swoich obowiązków w Krakowie. Tam w marcu 1942 roku wpadł w zastawiony „kocioł” i został osadzony w więzieniu na Montelupich. Niemcy przypuszczali, że mają w swoich rękach bardzo ważną osobistość ze zbrojnego podziemia, ale nie wiedzieli, że to Filipowicz.

Poddano go tam najbardziej wyrafinowanym torturom, ale nic nie powiedział. Po jednym z kolejnych przesłuchań został tak zmasakrowany, że zapadł w śmierć kliniczną. Przez niemieckiego lekarza został uznany za zmarłego. Wraz z innymi zakatowanymi więźniami, których obdarto z ubrań, wieczorem został wywieziony do cmentarnej kostnicy. Rano wszyscy mieli zostać pochowani. Kwietniowa wiosenna noc była bardzo mroźna i pod wpływem przejmującego chłodu płk. Filipowicz odzyskał świadomość.

Z trudem wydostał się spod sterty trupów i wyszedł na zewnątrz z niezamkniętej na klucz kostnicy. Noc była jasna. W oddali na terenie cmentarza zobaczył przylegający do cmentarnego muru domek grabarza i udał się do niego. Grabarz był Polakiem i okazał się patriotą. Zaopiekował się ciężko pobitym zbiegiem, a rano, po godzinie policyjnej, poszedł pod adres wskazany przez płk. Filipowicza. Natychmiast przybyli podkomendni i zaopiekowali się nim. Odzyskał wolność, ale bezpowrotnie utracił zdrowie. Nie tylko został bardzo pobity, ale zachorował też na ciężkie zapalenie płuc.

Rekonwalescencja w Otwocku

Generał Rowecki wiedział, że w Krakowie płk. Filipowicz został zdekonspirowany, więc przeniósł go na stanowisko komendanta obszaru Białystok. Jednak tej funkcji Filipowicz nigdy fizycznie nie podjął. Wpierw był leczony na miejscu z ran i zapalenia płuc, a 14 sierpnia 1942 roku otrzymał awans na gen. brygady w Korpusie Osobowym Kawalerii. W uzasadnieniu gen. Sikorski napisał, że zrobił to w uznaniu zasług dla Polski i AK.

W wyniku doznanych obrażeń gen. Filipowicz został skierowany przez gen. Roweckiego na rekonwalescencję do Otwocka. Jej koszty pokrywała Armia Krajowa, gdyż był on kadrowym oficerem AK. Został też przeniesiony do kadrowej rezerwy Komendy Głównej Armii Krajowej.

not. Aleks

Przeczytaj nigdzie dotąd niepublikowaną, obszerną i udokumentowaną relację z pobytu generała Juliana Filipowicza w Otwocku.

Kontakt

05-400 OTWOCK, ul. Górna 9
tel./fax 22 710 12 10
tel. 22 710 0 999
e-mail: redakcja@linia.com.pl