Ochroniarz potraktował mnie jak złodzieja

OTWOCK: NIEPRZYJEMNY INCYDENT W MARKECIE.

Nieprzyjemnym incydentem zakończyły się dla 70-letniego Witolda Woźniaka zakupy w jednym z otwockich marketów. – Pracownik ochrony niesłusznie posądził mnie o kradzież wódki i nawet nie przeprosił. To skandaliczne i nieetyczne zachowanie – irytuje się Czytelnik, który zadzwonił do „Linii”.

AGNIESZKA JASKULSKA

Pan Witold to szanowany mieszkaniec gm. Celestynów, który na co dzień współpracuje z organami ścigania i Ministerstwem Sprawiedliwości. We wtorek, 4 wrześ- nia ok. godz. 13 mężczyzna przyjechał rowerem do Otwocka na wizytę lekarską. – Chciałem wrócić do domu pociągiem. Miałem trochę czasu, dlatego poszedłem na zakupy do jednego z marketów przy ul. Reymonta w Otwocku – tłumaczy Witold Woźniak.

Mężczyzna robi nalewki lecznicze, m.in. z derenia i czarnej porzeczki.

– Tego dnia zabrakło mi spirytusu, którym trzeba wykończyć nalewkę. Dlatego chciałem kupić jedną dużą butelkę spirytusu. Niestety, w markecie były tylko małe. Dlatego zrezygnowałem z zakupu – wspomina pan Witold. – Odstawiłem koszyk i poszedłem do wyjścia. Wtedy podskoczył do mnie młody człowiek, miał ok. 24 lat. To był pracownik ochrony. Mówił, że ukradłem wódkę żołądkową i że „ma mnie nagranego na monitoringu”. Żądał, żebym pokazał swoją torbę. Nie chciałem robić mu problemów, bo on dopiero zaczyna dorosłe życie. Dlatego pokazałem, co mam w torbie. Oczywiście wódki tam nie było. Jednak ochroniarz, który działał według procedur, był nadgorliwy i uparcie twierdził, że ukradłem alkohol. Nawet żądał, żebym pokazał torbę, którą miałem przypiętą do roweru na parkingu. Tam też nic nie znalazł, bo niczego nie ukradłem. Byłem oburzony tą sytuacją. A kierowniczka sklepu i ten młody ochroniarz po kilku minutach stwierdzili, że mogę sobie już iść. Nalegali na to, bo okazało się, że na monitoringu mnie nie ma. Nie mogłem pozwolić, żeby publicznie potraktowano mnie jak złodzieja! Na oczach dziesiątek klientów oskarżono mnie o kradzież, a potem zwyczajnie chciano mnie przepędzić. Dlatego poprosiłem o interwencję policji – podkreśla mężczyzna.

Funkcjonariusze przyjechali na miejsce po kilku minutach. Byli zaskoczeni sytuacją, bo zazwyczaj pracownicy ochrony wzywają ich, gdy mają dowody na kradzież. W przypadku pana Witolda było inaczej. – Policjanci nie potwierdzili, aby 70-latek dokonał kradzieży – zaznacza nadkom. Daniel Niezdropa z Komendy Powiatowej Policji w Otwocku.

Pan Witold bardzo zdenerwował się tą sytuacją. – Kosztowało mnie to dużo zdrowia. Pracownik ochrony posądził mnie o kradzież i nawet nie przeprosił – podkreśla 70-latek. I dodaje, że nie musiał pokazywać, co ma w torbie, bo ochrona nie ma prawa o to prosić. – Uprawnienia do kontrolowania, rewizji, np. odzieży, bagażu, czy legitymowania mają policjanci – podkreśla nadkom. Niezdropa.

Pan Witold zapewnia, że na tym sprawa się nie zakończy. W piątek był u dyrekcji marketu, ale nawet wtedy nie usłyszał słowa „przepraszam”.

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.