Jestem więźniem we własnym domu

DRAMAT NIEPEŁNOSPRAWNEGO TRWA OD WIELU LAT.

Chcę cieszyć się wolnością jak każdy człowiek, wyjść na spacer do parku, spotkać zwykłych ludzi na ulicy. Marzy mi się nawet gorąca kąpiel w wannie, a nie w misce. Niestety, od dawna jestem uwięziony w ciasnym mieszkaniu na pierwszym piętrze. Dlatego od kilku lat staram się o mieszkanie komunalne na parterze, ale władze miasta ciągle mówią, że muszę jeszcze zaczekać – żali się Michał Kowalczyk, chory na stwardnienie rozsiane, który zadzwonił do naszej redakcji.

AGNIESZKA JASKULSKA

Mimo tego, co go spotkało, nie traci pogody ducha.

– Zawsze prowadziłem aktywny tryb życia. Kochałem sport. Moją pasją była piłka nożna, dlatego trenowałem m.in. w OKS Otwock i KSP Radość, grałem w lidze otwockich szóstek. Nawet odnosiłem małe sukcesy – chwali się 30-letni Michał Kowalczyk, pokazując puchar za zajęcie pierwszego miejsca w II lidze OLSP w 2010 r.

– Pracowałem jako ślusarz i mechanik. Dobrze sobie radziłem, pomagałem rodzicom… Potem nagle zacząłem źle widzieć i często się przewracać. Mój świat zatrzymał się dokładnie 20 czerwca 2012 r., gdy w międzyleskim szpitalu usłyszałem druzgocącą diagnozę, która brzmiała niemal jak wyrok: stwardnienie rozsiane w najgorszej postaci, czyli SM pierwotne postępujące (PPMS)
– podkreśla pan Michał. I dodaje, że wtedy też podczas badań okazało się, że został ugryziony przez zainfekowanego kleszcza. Lekarze odkryli, że jest chory na boreliozę. – Na szczęście szybko udało się to wyleczyć, w przeciwieństwie do SM. Choroba postępuje, a moje życie całkowicie się zmieniło – mówi nasz Czytelnik.

Chciałbym jeszcze nacieszyć się życiem…

– Wcześniej poruszałem się za pomocą kul, ale od czterech lat nogi odmawiają mi posłuszeństwa. Mieszkam z tatą, który opiekuje się mną. Mama też bardzo pomaga – mówi pan Michał. Jego 74-letni tata, Piotr Kowalczyk, dodaje, że stara się zapewnić synowi wszystko, co najlepsze, ale ma już swoje lata.

– Powoli brakuje mi sił. Nie dam rady znieść Michała po schodach z pierwszego piętra, żeby wyszedł na zewnątrz. Jego oknem na świat jest jedyne okno w pięciometrowym pokoju, w którym obydwaj mieszkamy – mówi tata niepełnosprawnego Michała. – Nie mamy łazienki ani luksusów, ale żyjemy w zgodzie i dbamy o siebie, jak potrafimy – mówi pan Piotr. Jego niepełnosprawny syn dodaje: – Bardzo dziękuję tacie i mamie za opiekę, bez nich nie poradziłbym sobie – zaznacza pan Michał. I dodaje, że pomagają też sąsiedzi i ludzie dobrej woli.

– Czasami ktoś przyjdzie, weźmie mnie na barana i zniesie po schodach na parter, żebym mógł posiedzieć trochę na świeżym powietrzu, nacieszyć się przestrzenią i widokami, które dla zdrowych ludzi są czymś zwyczajnym. Marzy mi się normalny prysznic albo spacer po parku, wśród ludzi, możliwość zrobienia zakupów w zatłoczonym sklepie, porozmawiania z innymi o zwyczajnych, codziennych sprawach… Chciałbym być bardziej samodzielny, nacieszyć się jeszcze życiem, a nie tkwić w zamknięciu na łóżku. Żyję jak w więzieniu, odizolowany od świata – podkreśla niepełnosprawny Czytelnik.

– Moim jedynym zajęciem jest rehabilitacja w domu, którą robię na dywanie i przy pomocy wózka. Marzy mi się turnus rehabilitacyjny w ośrodku dla chorych na SM nad morzem w Dąbkach. Niestety, nie mam pieniędzy na taki wyjazd. Dopiero od niedawna ludzie dobrej woli mogą wpłacać na moją rzecz 1 proc. podatku – mówi pan Michał, który stara się sam zadbać o swoje sprawy. Uznaliśmy, że nasza redakcja pomoże mu w tym zakresie.

Od lat czekam na zamianę mieszkania

Niepełnosprawny otwocczanin podkreśla, że od czterech lat stara się w urzędzie miasta o przyznanie innego mieszkania na parterze. – Zawsze gdy dzwonię, urzędnicy mówią, że jeszcze nie ma dla mnie lokalu, że szukają. I tak zbywają mnie od wielu miesięcy, a mi przecież życie ucieka i to w czterech ścianach – żali się otwocczanin. I podkreśla, że on i jego tata nie potrzebują dużo.

– Wystarczy, żeby lokal był trochę większy niż ten pięciometrowy pokój, w którym obydwaj mieszkamy, żeby była tam woda i łazienka. Jednak najważniejsze, aby było to mieszkanie na parterze. Dzięki temu będę mógł sam wyjeżdżać z mieszkania na wózku inwalidzkim, zrobić zakupy, spotkać się z ludźmi. Plusem byłoby, gdyby lokal znajdował się też blisko centrum miasta – tłumaczy. – Gdyby miasto przyznało nam większe mieszkanie na parterze, mógłbym starać się o dotację z funduszu PFRON na dostosowanie lokalu dla osób niepełnosprawnych – podkreśla pan Michał, który kilka dni temu zadzwonił do naszej redakcji.

Interwencja „Linii”

W sprawie niepełnosprawnego Michała Kowalczyka interweniowaliśmy w otwockim urzędzie. Okazało się, że radni z komisji mieszkaniowej znają sytuację, byli nawet u niego w domu, ale dotychczas nie podjęli żadnej decyzji. Zapytaliśmy o to również Grzegorza Sitka, naczelnika Wydziału Gospodarki Lokalami w Urzędzie Miasta Otwocka.

– Mamy na uwadze lokal, który byłby odpowiedni dla osoby niepełnosprawnej poruszającej się na wózku inwalidzkim – mówi Grzegorz Sitek. – Niestety te, które są dostępne, nie nadają się dla pana Michała, bo np. znajdują się na pierwszym piętrze – tłumaczy.

Okazało się jednak, że obecnie jest dostępne 18-metrowe mieszkanie na parterze w przedwojennej willi, które jednak wymaga remontu (ma być przeprowadzony do końca roku). – Znajduje się tam pomieszczenie z WC i jeden duży pokój. Niewykluczone, że byłoby odpowiednie dla osoby niepełnosprawnej, ale w lokalu należy zrobić mały remont. Trzeba będzie np. poszerzyć futryny w drzwiach i zrobić podjazd dla wózka inwalidzkiego – mówi Grzegorz Sitek. – W połowie października odbędzie się posiedzenie komisji mieszkaniowej, podczas którego radni zdecydują, czy lokal można przyznać panu Michałowi, czy może znajdzie się dla niego inne mieszkanie – tłumaczy naczelnik miejskiego wydziału gospodarki lokalami.
Do sprawy jeszcze wrócimy.

Kontakt

05-400 OTWOCK, ul. Górna 9
tel./fax 22 710 12 10
tel. 22 710 0 999
e-mail: redakcja@linia.com.pl