Rówieśnicy znęcali się nad kolegą z klasy

Uczniowie po lekcjach brutalnie rozprawili się z 11-letnim kolegą z klasy, a ich koleżanki zamiast wezwać pomoc, wszystko nagrywały telefonami komórkowymi. Po tym, jak sprawą zajęła się policja, okazało się, że grupa rówieśników dręczyła chłopca od wielu tygodni.

AGNIESZKA JASKULSKA

Nieporozumienia i słowne utarczki to niemal codzienność w wielu szkołach.

11-letni Kamil był od wielu tygodni dręczony przez kolegów z klasy. Koszmar przerwali jego rodzice, którzy dostrzegli, że ich syn nagle z wesołego i pogodnego chłopca stał się apatyczny, smutny, a jednocześnie reagował agresją na próbę rozmowy.

– Syn nie chciał rozmawiać. Wiedzieliśmy, że dzieje się z nim coś złego, ale nie wiedzieliśmy co – tłumaczy pani Małgorzata, mama chłopca. – Dotarły do nas niepokojące informacje od znajomych, że Kamil chce uciekać z domu i może zrobić sobie krzywdę – mówi łamiącym się głosem mama chłopca. I dodaje, że kilka dni temu szokująca prawda wyszła na jaw.

W czwartek, 22 listopada po lekcjach Kamil wyszedł ze szkoły. Nie zdążył wyjść poza teren szkoły, gdy dopadli go koledzy z klasy: dwóch 11-latków i 12-latek, a także pięć koleżanek. Osaczony przez grupę rówieśników wystraszył się i chciał uciekać, ale chłopcy nie pozwolili mu odejść.

– Rzucili się na niego, szarpali go, przewrócili na ziemię, kopali po brzuchu i bili po głowie. Dziewczynki zamiast wezwać na pomoc nauczycieli, całe brutalne zdarzenie nagrywały telefonami komórkowymi. Beztrosko przyglądały się, jak koledzy biją Kamila. Zupełnie jakby to wszystko było zaplanowane – mówi zszokowana pani Małgorzata. – Tym, co działo się przed budynkiem szkoły, zainteresowali się uczniowie z najstarszych klas. Jestem im bardzo wdzięczna, że zareagowali i odgonili trzech chłopców, którzy bili mojego syna, bo nie wiadomo, jak to mogłoby się skończyć. Dzięki temu Kamil uciekł. Jednak koledzy z klasy podążyli za nim. Wtedy uczniowie ze starszych klas szli za moim synem, chcąc go jakby ochronić. Odprowadzili go pod sam dom. Bardzo im za to dziękuję – podkreśla mama pobitego ucznia.

Ale na tym się nie skończyło. Agresywni uczniowie pojawili się przed domem, wykrzykując, żeby Kamil wyszedł i że z nim skończą. Nic sobie nie robili z dziadków Kamila, którzy zareagowali na ich krzyki.

Zabezpieczono monitoring

Pobity i wystraszony Kamil o wszystkim opowiedział potem rodzicom.

– Mówił, jak od wielu tygodni jest prześladowany przez kolegów z klasy. Aż serce mi pękało, gdy słuchałam, jak moje dziecko było dręczone – żali się mama pobitego chłopca. – Kamil opowiadał, że koledzy zrzucali mu rzeczy z ławki, wyrzucali podręczniki i zeszyty do kosza lub przez okno, zakazywali mu się odzywać i źle go traktowali. Nie mogliśmy tego zostawić bez konsekwencji. Dlatego zgłosiliśmy sprawę na policję, a także powiadomiliśmy dyrekcję szkoły i wychowawczynię – tłumaczy pani Małgorzata.

Funkcjonariusze od razu zajęli się sprawą i pojawili się w Szkole Podstawowej nr 1 w Otwocku, gdzie doszło do zdarzenia. – Do komendy wpłynęło zgłoszenie od rodzica ucznia jednej z otwockich szkół podstawowych. Wynikało z niego, że doszło do pobicia chłopca przez trzech uczniów z tej samej klasy – mówi nadkom. Daniel Niezdropa z Komendy Powiatowej Policji w Otwocku.

– Funkcjonariusze od razu nawiązali kontakt ze szkołą w celu wyjaśnienia sytuacji. Zabezpieczono monitoring, który zarejestrował zdarzenie związane z pobiciem. Policjanci ustalili, że do przemocy rówieśniczej dochodziło już wcześniej – podkreśla nadkom. Niezdropa. – Z trzema uczniami, którzy dopuścili się czynów demoralizujących, w obecności ich rodziców przeprowadzono rozmowy profilaktyczno-ostrzegawcze. Do sądu rodzinnego przekazane zostaną materiały dotyczące jednego z chłopców, który już wcześniej dopuścił się demoralizacji – zaznacza nadkom. Daniel Niezdropa.

Dzieci potrzebują dorosłych

– Od razu zajęliśmy się sprawą, skontaktowaliśmy z rodzicami i przejrzeliśmy filmik, który nagrała jedna z dziewczynek, a także sprawdziliśmy monitoring szkolny – podkreśla Dorota Rejek, dyrektor SP nr 1.

– Uczennice potem naiwnie tłumaczyły, że bały się zareagować i wezwać pomoc, ale nagrywać pobicie na telefon to już się nie bały – zwraca uwagę pani dyrektor. – Kamery zarejestrowały całe zdarzenie, które miało miejsce przed budynkiem, i nie ma problemu z ustaleniem faktów. Niewykluczone, że chłopcy i dziewczynki uczestniczący w zdarzeniu wszystko zaplanowali, bo w krótkich odstępach czasu przechodzili tamtędy zarówno nauczyciele, jak i ja sama – tłumaczy dyrektor „Jedynki”. – Dla naszej szkoły jest to bardzo trudna sytuacja. Szukamy takich rozwiązań, żeby uczniowie zrozumieli, że nie można przenosić negatywnych zachowań z podwórka w szkolne mury. Rodzice powinni zwracać uwagę na to, co robią ich dzieci po lekcjach, kontrolować, kiedy wracają i z kim się przyjaźnią, czy w ogóle same są bezpieczne – dodaje.

Dorota Rejek podkreśla, że niektórzy rodzice pozostawiają dziecko samo sobie. To nie jest bezstresowe wychowywanie tylko zwykła nieodpowiedzialność.

– Wiele dzieci chce brać sprawy w swoje ręce. Twierdzą, że nie potrzebują pomocy dorosłych, ale tak nie jest. Dzieci potrzebują opieki rodziców, a także wzorców i autorytetu. Inaczej sprawa może mieć finał taki jak w przypadku 11-letniego Kamila – tłumaczy dyrektor. I dodaje, że chłopiec został objęty pomocą psychologiczną i pedagogiczną.
Szkoła podjęła działania wychowawcze. – Wyciągniemy konsekwencje wobec uczniów, którzy zaatakowali kolegę z klasy, m.in. zostanie obniżona ocena z zachowania. Zdecydowaliśmy, że jednak nie będziemy przenosić ich do innych klas, bo to nie byłoby dobre i nie rozwiązałoby problemu. W najbliższym czasie w szkole odbędą się warsztaty dotyczące agresji – mówi dyrektor Rejek. I dodaje, że za kilka dni klasę odwiedzą policjanci. Opowiedzą oni nie tylko o przemocy, lecz także o konsekwencjach prawnych dla sprawców agresji i świadków zdarzenia, którzy nie reagują na to, co się dzieje i biernie przyglądają się przemocy lub nagrywają zdarzenie telefonem.

Mama będzie pilnowała syna na lekcji

Kamil wrócił do szkoły, ale mimo rozmów z pedagogiem i wychowawcami nie czuł się bezpiecznie. Nadal był szykanowany przez grupę rówieśników. – Kilka dni temu tata Kamila musiał przyjechać po niego do szkoły i zabrać do domu – wspomina pani Małgorzata.

– Dyrekcja szybko zareagowała na naszą wiadomość o tym, co dzieje się w klasie. Zorganizowała spotkanie z mamą jednego z chłopców, który nadal dręczył Kamila. Wtedy jego mama dowiedziała się o wszystkim ze szczegółami. Udało się nam wypracować dobre rozwiązanie tej trudnej sytuacji. Mama tego chłopca będzie przychodziła do szkoły razem z synem i pilnowała go podczas lekcji. Być może takie radykalne kroki czegoś nauczą dzieci – tłumaczy mama pobitego ucznia.

– Mnie to się w głowie nie mieści. Szturchnąć, pokłócić się, potrafię to zrozumieć, bo chłopcy i dziewczynki są w trudnym wieku. Ale takie dręczenie to… Nie mam słów. Przecież mój syn codziennie szedł do szkoły w strachu – mówi pani Małgorzata.

Przemoc w szkołach jest coraz częstsza

Sprawa Kamila to niejedyny przypadek, który wyjaśniają otwoccy policjanci.

– Kilka razy w miesiącu do policjantów docierają sygnały ze szkół czy też od samych rodziców o nękaniu, podejrzeniu przemocy rówieśniczej, której dopuszczają się bądź mogą dopuszczać uczniowie. Reakcja na takie zgłoszenia jest natychmiastowa, każdy sygnał jest dokładnie weryfikowany – podkreśla nadkom. Niezdropa. I dodaje, że każda taka sytuacja rozpatrywana jest indywidualnie.

– Od września policjanci przeprowadzili 43 rozmowy profilaktyczno-ostrzegawcze z uczniami, którzy niewłaściwie zachowywali się w szkole, używali wulgaryzmów, doprowadzali do konfliktów oraz przemocy rówieśniczej – zaznacza nadkomisarz. – Również od września w szkołach odbyło się ponad 100 spotkań na temat przemocy. Policjanci mówili uczniom o symptomach agresywnych zachowań, podając liczne przykłady, aby uzmysłowić im negatywne skutki i prawną odpowiedzialność za takie zachowanie. Od początku tego roku szkolnego na terenie szkół w powiecie otwockim nie odnotowano żadnych poważnych zdarzeń z udziałem dzieci oraz młodzieży, w wyniku których ich życie lub zdrowie byłoby zagrożone – mówi nadkom. Daniel Niezdropa.

– Jeśli rodzice zauważą, że ich dziecko padło ofiarą przemocy szkolnej, natychmiast powinni zgłosić to dyrekcji szkoły i na policję – podkreśla nadkomisarz.

* Imiona bohaterów artykułu zostały zmienione dla dobra sprawy

Kontakt

05-400 OTWOCK, ul. Górna 9
tel./fax 22 710 12 10
tel. 22 710 0 999
e-mail: redakcja@linia.com.pl