Beczki z trucizną

NIELEGALNE SKŁADOWISKO RAKOTWÓRCZYCH ODPADÓW.

W opuszczonym zakładzie produkcyjnym w setkach beczek zalega 1000 ton rakotwórczych, toksycznych odpadów. Mieszkańcy są przerażeni. – Najgorsze, że beczki z trucizną będą długo czekały na utylizację. To cały magazyn, który przywieźli przestępcy. Zarobili, a potem zniknęli i zostawili nas z tą bombą ekologiczną – denerwują się mieszkańcy małej miejscowości, gdzie służby odkryły nielegalne składowisko.

AGNIESZKA JASKULSKA

Najpierw śledczy odnaleźli nielegalne składowisko w Borkowicach koło Radomia. – Znajdowało się tam około 1500 ton niebezpiecznych odpadów, które składowano w budynku na prywatnej posesji kilkaset metrów od szkoły – tłumaczy prokurator Beata Galas z Prokuratury Okręgowej w Radomiu, która prowadzi śledztwo.

– W tej sprawie zatrzymano osiem osób, które trafiły do aresztu – dodaje prokurator. Podczas prowadzenia śledztwa na jaw wychodziły nowe szczegóły. Trop doprowadził śledczych także do gm. Osieck, gdzie pod koniec lutego niedaleko tranzytowej drogi nr 50 znaleziono nielegalne składowisko niebezpiecznych odpadów bardzo podobne do tego w Borkowicach.

W Osiecku magazyn z 1000 ton płynnych, rakotwórczych odpadów znajdował się na terenie starego przedsiębiorstwa, które lata temu zbankrutowało.

– To cicha okolica, ale nikt nie zauważył, żeby na terenie dawnej firmy działo się coś niepokojącego. Ktoś jednak o to dbał, bo teren wokół budynków był czysty i zagrabiony. Nikt nie podejrzewał, że przestępcy zwiozą tu ogromne ilości trucizny – podkreślają mieszkańcy Osiecka, którzy obawiają się o życie i zdrowie swoich najbliższych. I dodają, że cały ładunek mógł zmieścić się na ponad 40 TIR-ach. – Niedaleko jest droga tranzytowa, którą jeżdżą ciężarówki – zaznaczają.


Śledczy podejrzewają, że odpady mogły być przywożone nawet spoza kraju. – Na razie nie łączymy sprawy nielegalnego składowiska w Borkowicach z tym, które potem odnaleziono na terenie Osiecka. Śledztwo jest w toku – zaznacza prokurator Galas. Jak się okazało, zarówno w Osiecku, jak i w Borkowicach pojemniki z trucizną były składowane w podobny sposób.

Pod koniec lutego prokurator prowadzący sprawę przeprowadził w Osiecku czynności procesowe z udziałem Państwowej Straży Pożarnej, Mazowieckiego Inspektora Ochrony Środowiska oraz policji. Na miejsce wezwano Specjalistyczną Grupę Ratownictwa Chemiczno-Ekologicznego. – Działania ratowników-chemików polegały na poborze próbek ze wskazanych zbiorników i przekazaniu ich inspektorom WIOŚ do dalszych badań – informuje Komenda Miejska PSP m. st. Warszawy. Na miejscu przeprowadzono również próbę ogniową. Okazało się, że substancja jest niepalna. Sprawdzono także poziom promieniowania w okolicy nieruchomości i w miejscu, gdzie składowano beczki – wskazania mierników były zerowe.

W starym przedsiębiorstwie w Osiecku zabezpieczono ok. 750 szt. zbiorników, tzw. „mauser”, o pojemności 1000 litrów każdy (koszt jednego pojemnika to ponad 150 zł).

– Były przechowywane w zamkniętych pomieszczeniach na stabilnym, betonowym podłożu. Pojemniki były ustawione w równych rzędach w dwóch warstwach, jeden na drugim. Podczas interwencji służb nie stwierdzono żadnych wycieków ani rozszczelnień – mówi Karolina Zowczak, wójt gminy Osieck.

– Pojemniki nie miały odznaczeń, które mogłyby wskazać na ich pochodzenie i informować, jakie dokładnie substancje znajdują się w środku. Na terenie hali był odczuwalny charakterystyczny chemiczny zapach – tłumaczy wójt Osiecka.

28 lutego WIOŚ poinformował, że w pojemnikach składowane są odpady niebezpieczne zawierające substancję „trichloroetan”, która jest silnie toksyczna rakotwórcza i ma właściwości narkotyczne.

Władze gminy Osieck powołały specjalny zespół, którego zadaniem jest przeprowadzenie postępowania w celu usunięcia magazynowanych odpadów. O wszystkim zostało również powiadomione starostwo powiatowe, wojewoda mazowiecki i minister środowiska.

– Poprosiliśmy także otwocką komendę o zwiększone patrole policji w rejonie nielegalnego składowiska ze względu na to, że w ostatnim czasie dochodzi do pożarów traw i nieużytków – podkreśla wójt Karolina Zowczak.

Śledczy ustalają m.in. do kogo należy nieruchomość, na której magazynowano w Osiecku toksyczne beczki. W toku śledztwa wychodzą kolejne wątki, których trop prowadzi do innych miast w kraju. Niewykluczone, że za organizacją nielegalnych składowisk stoi zorganizowana grupa przestępcza. Dlatego sprawą prawdopodobnie zajmie się Prokuratura Krajowa.

Do tego czasu toksyczne beczki znajdują się na zabezpieczonym terenie pod specjalnym nadzorem służb. Mieszkańcy Osiecka, podobnie jak mieszkańcy Borkowic, domagają się wywiezienia trucizny z ich miejscowości.

– Obawiamy się o życie i zdrowie naszych rodzin. Żądamy, aby zabrano te beczki – oburzają się. Mieszkańcy Borkowic zorganizowali nawet uliczny protest, twierdząc, że władze nic z tym nie robią.

Władze Osiecka również mają problem z pozbyciem się trujących beczek. – Sprawcy narobili bałaganu, dawno zainkasowali pieniądze za pozbycie się odpadów i zniknęli, a my zostaliśmy z tą chemiczną bombą – mówią mieszkańcy Osiecka.

Wójt tłumaczy: – Nasz budżet jest skromny. Zwróciliśmy się o wsparcie finansowe do jednostek wojewódzkich, ponieważ koszt utylizacji niebezpiecznych substancji jest ogromny. Naszą gminę może to kosztować nawet kilka milionów złotych – podkreśla Karolina Zowczak. (W Borkowicach utylizacja 1500 ton niebezpiecznych substancji ma kosztować 8 mln zł). Osieccy urzędnicy próbowali nie tylko oszacować koszty pozbycia się trucizny, ale również znaleźć firmę, która posprząta ten bałagan. Okazuje się, że taniej może być zutylizować odpady zagranicą, np. w Niemczech, niż w Polsce.

Obecnie teren nielegalnego składowiska został zabezpieczony i jest pod specjalnym nadzorem służb. „Linia” będzie informowała o kolejnych wątkach w tej sprawie.

Kontakt

05-400 OTWOCK, ul. Górna 9
tel./fax 22 710 12 10
tel. 22 710 0 999
e-mail: redakcja@linia.com.pl

REKLAMA

OGŁOSZENIE