Ściana weryfikacji

LIGA OKRĘGOWA: WALCZĄ O SWOJE JAK PRAWDZIWA RODZINA.

Za kilka dni Józefovia Józefów zacznie walkę o powrót do grona czwartoligowców. Trener DAMIAN POLITAŃSKI uważa, że udało się mu stworzyć najlepszy zespół w historii klubu znad Świdra, który teraz ma potwierdzić swoją wartość.

ROZMAWIA MARCIN SULIGA

Wkrótce inauguracja drugiej części sezonu. To może być niezwykle ważne kilkanaście tygodni dla Józefovii. Czas, w którym możecie udowodnić, że Józefovia zasługuje na miejsce w czwartej lidze, i przekonać do tego wszystkich sceptyków.
– To prawda. Po kilku latach odbudowywania drużyny wreszcie nadszedł czas, gdy możemy znów zawalczyć o czwartą ligę dla Józefowa. Udało się zbudować na tyle silną drużynę, że drugi rok z rzędu – nie zważając na problemy finansowe – znajdujemy się w czołówce ligi okręgowej. Teraz mamy naprawdę dużą szansę, aby pokazać, że jesteśmy najlepsi, zająć jedno z dwóch miejsc premiowanych awansem i udowodnić, że sportowo zasługujemy na czwartą ligę. Moim zdaniem klub nie jest na to gotowy ani organizacyjnie, ani finansowo, a awans jest naszym wewnętrznym celem w szatni. Moi zawodnicy – w przeciwieństwie do innych drużyn, z którymi rywalizujemy – grają prawie za darmo, dlatego nic nie musimy, tylko możemy…

Biorąc pod uwagę głosy, jakie dochodzą z urzędu miasta, to może być jednak pyrrusowe zwycięstwo. Jeden z artykułów, który niedawno ukazał się w „Linii Otwockiej”, dość jasno pokazuje, że władze miasta nie do końca entuzjastycznie podchodzą do tego, by przeznaczyć dla Józefovii dodatkowe pieniądze pozwalające na utrzymanie drużyny na czwartoligowym poziomie.
– Z różnych stron docierają do nas informacje, że miasta nie stać na to, by Józefovia występowała na wyższym szczeblu rozgrywkowym. Na razie w szatni staramy się o tym nie myśleć i skupić uwagę na celach czysto sportowych. Czytałem ten artykuł i mam dość krytyczne spojrzenie na to, co zostało zaproponowane. Zastanawiam się, czy faktycznie miasta nie stać, czy w Józefowie są po prostu inne priorytety. Tak czy inaczej pomysł podniesienia składek dla dzieci tylko po to, by wzrósł budżet klubu, może oznaczać jego szybki koniec. Józefovia nie jest dla rodziców i dzieci magnesem jak Escola czy Legia. Jesteśmy dużo mniejszą marką, wyniki szkolenia też są nieporównywalne, dlatego windowanie składek do ich poziomu byłoby co najmniej nielogiczne, zwłaszcza że już teraz w porównaniu z klubami z okolicy składki wcale nie są niskie. Powiem wprost – jedynym wyjściem z tej sytuacji jest podjęcie uchwały o dofinansowaniu przez miasto pierwszej drużyny seniorów. Jesteśmy miejskim klubem, który cały czas w różnych miejscach Mazowsza promuje to, skąd pochodzi…
Nie mam pretensji do rady miasta czy burmistrza – nawet staram się zrozumieć punkt widzenia i inne potrzeby drugiej strony. Dziwię się jednak, że takie miasto jak Józefów nie może pójść śladem ościennych miejscowości jak choćby Sulejówek. To miasto nie jest większe, ale dotacje na piłkę nożną są tam zdecydowanie wyższe i sięgają 420 tys. zł. Dzięki takiemu wsparciu Victoria może sobie pozwolić na trzecią ligę i zaoferować dużo więcej niż my. W sąsiednim Advicie Wiązow-na jest tylko kilka drużyn, a dotacja wynosi 145 tys. zł i dodatkowo 7 tys. 500 zł dofinansowania do obozu.
U nas drużyn jest kilkanaście i dwie seniorskie, a dotacja to zaledwie
160 tys. zł. Wiem, że miasto argumentuje to dużym wkładem w bazę treningową, ale bądźmy szczerzy, czy najbliższe nam kluby, takie jak Mazur
i OKS, w czymś nam pod tym względem ustępują? Nie chodzi o licytowanie się, bo miasto na pewno ma przynajmniej kilka kontrargumentów, dlatego uważam, że aby oczekiwać więcej, powinniśmy również więcej dawać. Wyjść z inicjatywą do miasta. Mamy tyle roczników, wykorzystajmy nasze obiekty przy ul. Dolnej, piękną halę sportową, zorganizujmy choćby serię turniejów o Puchar Burmistrza Józefowa, na które na pewno chętnie przyjadą młode drużyny z różnych zakątków Mazowsza, a może i Polski. Współ-praca powinna, a nawet musi zmienić się w obie strony. Miasto
i klub mają wielki potencjał, jednak aby go wykorzystać, potrzebna jest obustronna współpraca. To jedyny sposób na wyjście Józefovii z piłkarskich peryferii.

To samo dotyczy sponsorów. Wiemy, że Józefów to bogate miasto, pełne zamożnych ludzi. Tymczasem od trzech lat słyszę tylko głosy nadziei zarządu. Wcześniej mówiono, że jak będą lepsze wyniki, to przyciągną sponsorów. Wyniki przyszły, sponsorzy nie, więc teraz te same głosy łudzą się, że sponsorzy pojawią się po awansie. Nikt się sam nie pojawi! Musimy wyjść do ludzi, coś zaoferować, nagłośnić życie klubu. Przed meczami ligowymi często trudno znaleźć w mieście plakat promujący spotkanie. Na mecze przychodzi garstka ludzi – zawsze ta sama. Ale gdzie oprawa? Spiker, który przedstawi zawodników, kiełbaska z grilla, jakaś atrakcja dla dzieci? Klub jest anonimowy dla większości mieszkańców miasta, podczas gdy powinien być alternatywą dla spędzenia wolnego czasu z dziećmi na świeżym powietrzu. Oczywiście chylę czoła przed zarządem, który swoją pracę wykonuje społecznie. Dużo więcej można by wymagać od człowieka na etacie, który byłby odpowiedzialny za organizację i marketing w klubie. Jeśli etat nie jest możliwy, to powinniśmy otworzyć swoje głowy, zakasać rękawy i wziąć się do kreatywnej pracy. Skoro w innych mniejszych klubach i miastach się da, to znaczy, że i dla nas nie jest to niemożliwe!

Można nie myśleć o tych zawirowaniach w trakcie gry, ale jestem przekonany, że zawodnicy mimo wszystko zdają sobie sprawę z tego, co się dzieje i co może się wydarzyć. Wygrana w lidze może nie dać im tego, o co walczyli. Chyba dużo trudniej o mobilizację w takiej sytuacji?
– Jest ciężej i nie ma co tego ukrywać. W wielu klubach ligi okręgowej, nie mówiąc już o wyższych szczeblach rozgrywkowych, zawodnicy mają płacone za grę. Na początku naszej przygody zawarłem z chłopakami męską umowę, że mimo różnych przeciwności postaramy się stworzyć coś fajnego i spróbujemy zrobić wszystko, by z tej fajnej paczki przyjaciół urodził się jakiś sukces. To nas na razie trzyma, mimo że kilku chłopaków miało propozycje gry z innych klubów zarówno teraz, jak i latem. Jesteśmy prawie jak rodzina – trudne warunki nas jednoczą, jeden za drugiego skoczyłby w ogień – i to jest fundament naszych ostatnich dobrych występów. Brak możliwości gry w czwartej lidze popsuje to, co zbudowaliśmy, bo ambicje wielu zawodników – co udowodnili wiele razy na boisku – sięgają wyżej niż okręgówka. Jednak podkreślam, obecnie skupiamy się tylko na swoich obowiązkach sportowych, bo droga do ewentualnego awansu będzie trudna i wyboista.

Józefovia jest teraz lepszym zespołem niż rok temu?
– Myślę, że na przełomie kilku ostatnich lat – jeśli nie od początku istnienia klubu – udało się stworzyć najsilniejszą drużynę. Dlatego moja odpowiedź brzmi: tak, jesteśmy lepszym zespołem niż rok temu zarówno piłkarsko, jak i mentalnie.

To efekt boiskowej dojrzałości, trafionych transferów…
– To jest taka – mówiąc dość ogólnie – mieszanka wybuchowa. Wszystkie elementy w tym zespole znakomicie się zazębiają. Z jednej strony jest trochę doświadczenia i rutyny, a z drugiej sporo młodości, zadziorności i boiskowej nieobli- czalności. W sumie te wszystkie elementy sprawiły, że stworzył się team, który w lidze nie boi się nikogo. Z kim byśmy nie grali, zawsze interesuje nas zwycięstwo.

Pytałem o jakość i możliwości drużyny, bo w tym sezonie do rundy wiosennej przystępujecie niemal z tego samego pułapu co przed rokiem. A poprzednia runda rewanżowa nie była dla was zbyt udana.
– Tamta część sezonu jeszcze teraz śni mi się po nocach. Wiemy jednak, gdzie został popełniony błąd, jakie rzeczy zrobiliśmy źle. Staraliśmy się z tego zrobić jak najlepszy użytek, wyciągnąć konsekwencje i wierzę, że tym razem wiosna będzie dużo lepsza niż poprzednio. Jednak czeka nas spore wyzwanie, bo runda rewanżowa zawsze jest trudniejsza od jesiennej. Jedne zespoły będą walczyć o awans, a inne bronić się przed spadkiem i to pewnie mecze z tymi ostatnimi ekipami zadecydują o awansie.

Takich meczów będzie sporo, bo tabela podzieliła się tak, że cztery drużyny wyraźnie odskoczyły i reszta nie może być pewna utrzymania.
– Wydaje mi się, że kwestia awansu rozstrzygnie się między nami, Żyrardowem, Teresinem oraz rezerwami Ursusa. Nie wiem, czy szczęśliwie, czy nie, ale właśnie z tymi ekipami zagramy już na początku. Ktoś mógłby powiedzieć, że już po tych kilku meczach mogą się rozstrzygnąć losy awansu, ale przestrzegam przed takim myśleniem. Bez względu na to, czy te spotkania wygramy, czy zejdziemy z boiska pokonani, musimy do ostatniej kolejki utrzymać czujność i koncentrację. Nie możemy sobie dopisywać punktów przed meczami. Już to przerabialiśmy i źle się to skończyło. Walka o awans może toczyć się do ostatniej kolejki.

Miejsce barażowe będzie dla Józefovii sukcesem?
– Myślę, że to, co zrobiliśmy do tej pory, jest naszym małym sukcesem. Znając sytuację finansową klubu, nikt z działaczy nie stawiał przed nami celu walki o awans. To my sami wysoko zawiesiliśmy sobie poprzeczkę i na razie cały czas mamy ją w zasięgu, dlatego baraż czy pierwsze miejsce to na pewno będzie sukces przez duże S.

Jeśli trafią się baraże, będą to pierwsze od wielu lat bardziej radosne mecze barażowe dla Józefovii.
– To prawda (śmiech). Niestety baraż w Józefowie w ostatnich latach kojarzył się tylko z walką o utrzymanie w lidze.

Latem Józefovia doskonale trafiła z transferami. Przede wszystkim udało się ściągnąć doświadczonego Dominika Dukalskiego. Nie jest tajemnicą, że zabiegało o niego kilka innych drużyn, w tym PKS Radość, gdzie stawiał pierwsze piłkarskie kroki. Trudno było go przekonać do gry w Józefovii?
– Już od jakiegoś czasu namawiałem go do przyjścia, ale z różnych względów to się nie udawało. W końcu jednak doszliśmy do porozumienia – choć miał kilka ofert z warszawskich klubów – to my oprócz zawodnika zyskaliśmy trenera do pracy z młodzieżą. Jego pojawienie się dużo wniosło do naszego zespołu, nie tylko na boisku, lecz także w szatni. To profesjonalista w każdym calu, wzór do naśladowania i przede wszystkim świetny kolega również dla najmłodszych w szatni.

Jego doświadczenie jest cenne nie tylko, gdy jest na boisku. Obserwowałem podczas meczów, że wiele razy wymienialiście uwagi na ławce. Często korzystasz z jego wskazówek?
– Jestem bardzo otwartym szkoleniowcem i zawsze chętnie rozmawiam o poglądach moich zawodników. Dominik jest starszy ode mnie, przez wiele lat grał w wyższych ligach niż ja, więc ma sporo boiskowego doświadczenia. Często wymieniamy poglądy, podobnie jak z Robertem Rokickim, Karolem Kopciem, Łukaszem Poszalskim i innymi. Ostatecznie jednak zawsze na koniec to ja podejmuję decyzje, za które biorę pełną odpowiedzialność.

Innym nowym i bardzo ważnym ogniwem w rundzie wiosennej okazał się pozyskany z OKS Otwock Tobiasz Filochowski. Zawodnik z nie tak uznanym nazwiskiem jak Dukalski, ale – jak pokazało ostatnie pół roku – z ogromnym potencjałem.
– Nie mamy piłkarskich skautów jak w klubach z wyższych lig, dlatego na własną rękę staram się szukać talentów. Wcześniej taką perełką był Elias Shehadee, którego rozwój zablokowały kontuzje. Teraz ze świetnej strony pokazuje się Tobiasz Filochowski. System, jakim gramy, wyraźnie mu odpowiada. Rozwinął się szybciej, niż myślałem. Ma wielki potencjał
i jeśli dalej będzie ciężko pracował, w niedalekiej przyszłości możemy zobaczyć go w wyższych ligach.

Przeprowadzone zimą transfery będą równie udane, co te letnie?
– Myślę, że dobrze dobrałem zawodników i nie będą to tylko uzupełnienia składu, ale naprawdę duże wzmocnienia, które pozwolą nam wejść na jeszcze wyższy poziom.

Nieudana próba pozyskania Mateusza Trąbińskiego z Victorii Sulejówek jest dużą stratą dla Józefovii?
– Wobec problemów zdrowotnych, jakie dotykały w końcówce rundy Dominika Dukal- skiego, potrzebowaliśmy jego zastępcy. Jednak Victoria podyktowała za Trąbińskiego taką cenę, że nawet jeśli mielibyśmy odpowiednie środki, to nie zgodziłbym się na ich wydanie w takiej klasie rozgrywkowej. To byłaby przesada. Mamy na tyle szeroką kadrę, że nawet w przypadku jakichś problemów powinniśmy sobie poradzić.

Może go zastąpić choćby Kamil Kucharski, który znów jest w Józefovii.
– Także Mariusz Boniec, Krzysiek Banaszek czy choćby Marcin Makulec. Kamil szukał możliwości zatrudnienia w czwartoligowej Mszczonowiance, ale ostatecznie nie dogadał się z nimi i wrócił do Józefovii. Zabiegał o niego jeszcze pracujący obecnie w LKS Chlebnia Grzegorz Sitnicki, ale mimo kuszących zarobków Kamil wolał zostać z nami.

Do tej pory nigdy nie deklarowałeś jako trener tego, o co będzie grać Józefovia. Byłeś raczej zwolennikiem systemu „małych kroków”, czyli wygrywania kolejnych meczów. Złamiesz teraz tę zasadę?
– Zawsze myślę tylko o najbliższym meczu i tego samego wymagam od mojej drużyny. Nad- szedł jednak taki moment, że mogę głośno powiedzieć, że chcemy awansować. Można powiedzieć, że doszliśmy do ściany i teraz tylko od nas zależy, czy ją przeskoczymy, czy odbijemy się od niej. My wszyscy – jako zespół – będziemy dążyć do wielkiego skoku.

rozmawiał Marcin Suliga

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.