Życie zaczyna się po… sześćdziesiątce!

BĘDZIE DRUGA EDYCJA „SANATORIUM MIŁOŚCI”.

O fenomenie życia po sześćdziesiątce, rodzących się przyjaźniach i miłościach, smutnych rozstaniach oraz sukcesie telewizyjnego reality show „Sanatorium miłości” – na trzy odcinki przed zakończeniem pierwszego sezonu – z jego współtwórcą, otwocczaninem PIOTREM PORAJEM-POLESKIM i jednym z głównych bohaterów MARKIEM JAROSZEM, mieszkańcem Józefowa, rozmawiał Artur Kubajek.

Już od pierwszego odcinka „Sanatorium miłości” biło kolejne rekordy
oglądalności. Telewidzowie publicznej „Jedynki” szybko pokochali bohaterów tego programu.

Piotr Poraj-Poleski: To było dla nas wielkie zaskoczenie. Spodziewaliśmy się dobrego przyjęcia programu, ale nie aż takiego. Tak dla przykładu. „Sanatorium miłości” zaczyna się o godzinie 21.15 i słupki oglądalności pikują do góry. Kończy się program i mamy wyraźny spadek. Wczoraj siódmy odcinek, oglądało ponad cztery i pół miliona widzów. Każdy tydzień przynosi nam kolejną niespodziankę. Nigdy nie zeszliśmy poniżej trzech milionów widzów. Takich „pików” dawno w telewizji nie było.
Marek Jarosz: Idziemy z Małgosią w sobotę o godz. 17.30 do kina w centrum handlowym w Jankach i przejść nie można. Ludzie siedzący przy stolikach pokazują nas palcem, mijający nas uśmiechają się, i to nie tacy w naszym wieku, ale 30-, 35-latkowie! Z kolei w jednym ze sklepów w Nadarzynie ekspedientka przyznała mi, że ma 62 lata i na taki program czekała od wielu lat, bo takiego programu dla ludzi w naszym wieku nie było. Telewizyjna oferta zawsze była kierowana do ludzi o wiele młodszych. A teraz ma co oglądać i co ciekawe, nie ogląda go sama, a z całą swoją rodziną, ze swoimi czterdziestokilkuletnimi córkami.
PPP: Oglądają nas młodzi ludzie w wieku do 36. roku życia
i osoby powyżej pięćdziesiątki. Młodzi oglądają, bo chcą zobaczyć starszych, a starsi oglądają siebie jakby w lustrze, chcą zobaczyć odwagę naszych bohaterów, zobaczyć, jak można żyć po sześćdziesiątce.

Chyba nie tylko żyć, ale i zakochać się…
PPP: Wczoraj po raz pierwszy padło w programie „kocham cię” (śmiech). A tej miłości będzie jeszcze więcej. W programie udało się nam pokazać, że starość nie jest taka straszna i smutna, że nie trzeba czekać tylko na śmierć, można jeszcze przeżyć wiele superfajnych chwil.

Skąd pomysł na taki program?
PPP: Pomysł na „Sanatorium miłości” powstał dokładnie w Sanatorium „Równica” w Ustroniu. Podczas nagrywania programu „Operacja zdrowie!” zszedłem na dół, do Klubu Kuracjusza. I stanąłem jak wryty. Myślałem, że zobaczę tam jakieś wolne pląsy starszych ludzi, a tymczasem zobaczyłem energię, żywiołowość, romanse, flirty… Byłem w szoku. Czułem się najstarszy z nich wszystkich. Chciałem zrobić z tego dokument, ale Iwona Karpiuk, współautorka programu, zaproponowała, żebyśmy nie robili dokumentu – bo będzie on tylko raz i przeminie – ale telenowelę dokumentalną. I chwyciło. Liczyliśmy na półtora miliona oglądalności, a tu co nie- dziela rekord.

Czy program odmienił życie jego bohaterów?
MJ: No pewnie, że tak. Udział w nim stał się moim wielkim osobistym sukcesem. Nie chcę zdradzać tego, co wydarzy się przed finałem, ale tak, mogę powtórzyć: udział w tym programie jest moim wielkim sukcesem. Bardzo na ten sukces liczyłem. Wiem, że zabrzmi to górnolotnie, ale byłem jego pewien. Miałem kilka trudnych chwil w swoim życiu, w których mówiłem, że po takich chwilach muszą przyjść te dobre. Trzy lata temu w ciągu zaledwie roku pożegnałem trzy najbliższe osoby: siostrę, mamę i przede wszystkim żonę, dopadła mnie depresja. Zacząłem chodzić na siłownię, biegać po górach, pływać i jeździć na rowerze. Potem udział w „Sanatorium miłości”. Ten program jest dla mnie nagrodą za przeszłość.
PPP: „Sanatorium miłości” spowodowało, że niektórzy z naszych bohaterów – na przykład Walentyna – rozpoczęli nowy rozdział życia. Gdy Walentyna przyszła do nas na casting, nie wiedziała, co ma ze sobą zrobić, miała depresję, a teraz z przyjemnością wychodzi na ulicę, jest bohaterką swojego miasta, zapraszają ją szkoły. Po prostu szok. Zmieniła się fizycznie, wypiękniała. To cudowna metamorfoza.
MJ: To duża zmiana w naszym życiu… Jesteśmy rozpoznawalni, spotykamy się z dużą życzliwością. Miałem nawet telefony od kilku pań, które chciały umówić się ze mną na randkę (śmiech). Jesteśmy bardziej pewni siebie, częściej się uśmiechamy, staliśmy się bardziej wylewni… Pamiętam, jak to było na początku programu, i te zmiany są bardzo widoczne.
PPP: Los jest przewrotny. Niewiele brakowało, a Marek nie uczestniczyłby w programie. Marek do mnie zadzwonił w czwartek: „Piotruś, jak to jest, że castingi się odbywają, a do mnie nikt nie zadzwonił, a wszyscy w piątek już wyjeżdżają?”. I los chciał, że jeden z zakwalifikowanych uczestników w ostatniej chwili powiedział, że nie może wziąć udziału w programie, i w jego miejsce z listy rezerwowej wszedł Marek, który następnego dnia był już w Ustroniu.

Na topie jest poznawanie się w internecie. Czy teraz modne będzie też kojarzenie par z pomocą telewizji?
PPP: Nie sądzę, ale gdyby nawet, to co w tym złego… W naszym programie nie ma polityki, publicystyki, jest samo życie… Nawet mimo zewnętrznych oznak starzenia się nasi bohaterowie dowodzą, że wciąż mają młodą duszę.

Przed nami ostatni odcinek sezonu…
PPP: Finał właściwie nie będzie finałem. Biorąc pod uwagę popularność, z jaką spotkał się program, TVP zdecydowała, że poza 10 emitowanymi odcinkami powstaną jeszcze dwa dodatkowe. Bohaterowie „Sanatorium miłości” jeszcze raz spotkają się, tym razem przy okazji świąt Wielkanocnych. W pięknym miejscu na Podlasiu razem spędzą dwa świąteczne dni – Wielką Sobotę i Niedzielę Wielkanocną. Pojawią się również w specjalnym odcinku programu „Jaka to melodia”, teleturnieju „Familiada”. Są dwa razy w tygodniu w „Pytaniu na śniadanie”. Są megarozpoznawalni.

Niestety, nie spotkacie się już w takim samym składzie co w programie.
PPP: Odszedł od nas Cezary, najukochańszy z naszych bohaterów, wspaniały człowiek. Spędził tu u nas, w Otwocku i w Józefowie, kilka dni zaraz po zakończeniu nagrywania „Sanatorium miłości”. Żegnaliśmy go całym zespołem. Zresztą na pogrzebie dostaliśmy wszyscy od Cezarego prezent – płyty z nagraniami, które uwielbiał. Wciąż o nim myślimy, jest obecny, żyje na ekranie… Jego rodzina ogląda go w każdą niedzielę.
MJ: Jak przyjechał do mnie, to przywiózł stos płyt. Bez przerwy tylko je zmienialiśmy i ich słuchaliśmy. Bardzo kochał muzykę. Jak mogłem się przekonać, był bardzo wartościowym człowiekiem.
PPP: Gdyby nie jego śmierć, być może ułożyłby sobie dalsze życie z Wiesią. Oboje mieli się ku sobie. Po programie planowali nawet wspólny wyjazd nad Solinę, godzinami gadali przez telefon bo – co jest ważne – po programie cała ta dwunastka, a teraz jedenastka, przyjaźni się ze sobą, nie ustaje w kontaktach. Zrodziły się przyjaźnie, potworzyły się grupy
i o to nam, autorom, w tym programie chodziło.

Marku, z taką dużą rozpoznawalnością chyba niełatwo odnaleźć się w lokalności. Jak sobie radzisz w Józefowie z tak dużą popularnością?
MJ: Cały czas jestem sobą, zachowuję do tego wszystkiego dystans. Jestem takim samym człowiekiem, jakim byłem. Cieszę się, że mogłem przeżyć taką przygodę, że ludzie uśmiechają się do mnie, witają się. To jest dla mnie fajny okres.

Już wiadomo, że będzie druga edycja „Sanatorium miłości”. To chyba
będzie duże wyzwanie dla waszej ekipy?

PPP: Mam taką intuicję dziennikarską, co potwierdza reszta naszego zespołu, że takich bohaterów, jak ich mieliśmy w pierwszej edycji: odważnych, wrażliwych i inteligentnych, no takich… dobrych ludzi, będzie nam niezwykle trudno znaleźć. Być może patrzymy przez pryzmat tych bohaterów, ale chciałbym, żebyśmy trafili na tak różnorodnych ludzi. No
i musimy złapać więcej dystansu
do tej pierwszej edycji.

Sylwetki:

  • Piotr Poraj-Poleski – dziennikarz, producent, autor i prowadzący autorski program „Operacja zdrowie!” w TVP 2. Trzykrotnie otrzymał tytuł „Dziennikarza Medycznego Roku”, jest laureatem czterech „Złotych Otisów” i wyróżnień organizacji pacjenckich. Prywatnie wolontariusz w hospicjum i osoba udzielająca pomocy ludziom chorym. W Telewizji Polskiej pracował przy magazynach medycznych: „Recepty Jedynki”, „Po prostu zdrowie”, „Bądź zdrów”, „Zdrowie w każdym detalu”, „Czas dla Ciebie zdrowie”, „Budzimy do życia” oraz „Pora na doktora”. Reżyser filmów dokumentalnych, mieszkaniec Otwocka.
  • Marek Jarosz – rodowity otwocczanin, od kilkudziesięciu lat mieszkaniec Józefowa, przedsiębiorca budowlany.

Sanatorium miłości czeka na Ciebie!

Jeszcze nie zakończył się pierwszy sezon „Sanatorium miłości”, a już wiadomo, że telewizyjne reality show będzie miało kontynuację. Telewizja Polska ogłosiła właśnie casting do drugiej edycji!

Rozpoczęły się castingi do drugiego sezonu „Sanatorium miłości”, którego bohaterami są seniorzy pragnący odmienić swoje życie. Program
prowadzi Marta Manowska. Jak zgłosić się do „Sanatorium miłości”? Seniorzy, którzy chcą wziąć udział w kolejnej edycji programu, mogą wysłać zgłoszenie zawierające zdjęcie, krótki opis swojej osoby oraz numer telefonu na adres: sanatoriummilosci@tvp.pl. Program powróci na antenę w styczniu 2020 roku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.