Szukają trucizny u sąsiadów

OSIECK: URZĘDNICY WERYFIKUJĄ DONIESIENIA O SKŁADOWANIU TOKSYCZNYCH ODPADÓW.

1000 ton toksycznych odpadów, które znaleziono w beczkach na terenie starego przedsiębiorstwa w Osiecku, przeraziło mieszkańców. Wielu obawia się, że na terenie gminy są inne miejsca, gdzie składowane są rakotwórcze odpady. Niektórzy podejrzewają nawet swoich sąsiadów. Urzędnicy weryfikują każde zgłoszenie. Trwa również batalia o to, kto zapłaci za utylizację beczek z trucizną.

AGNIESZKA JASKUSLSKA

O nielegalnym składowisku rakotwórczych odpadów w gminie Osieck „Linia” poinformowała pierwsza w numerze z 11 marca. W opuszczonym zakładzie produkcyjnym przy ul. Kolejowej w setkach beczek zalega 1000 ton rakotwórczych, toksycznych odpadów. Podobne składowisko służby odnalazły kilka tygodni wcześniej w Borkowicach koło Radomia.

Ludzie są przerażeni. – Najgorsze, że beczki z trucizną będą długo czekały na utylizację. To cały magazyn, który przywieźli przestępcy, zarobili, a potem zniknęli i zostawili nas z tą bombą ekologiczną – denerwują się mieszkańcy Osiecka, którzy obawiają się o życie i zdrowie swoich najbliższych.

W starym przedsiębiorstwie zabezpieczono ok. 750 sztuk zbiorników, tzw. mauser, o pojemności 1000 litrów każdy. – Były przechowywane w zamkniętych pomieszczeniach na stabilnym, betonowym podłożu. Podczas interwencji służb nie stwierdzono żadnych wycieków ani rozszczelnień – mówi Karolina Zowczak, wójt gminy Osieck. Jednak to nie uspokaja mieszkańców, którzy chcą pozbyć się ekologicznej bomby z gminy.

– Mieszkańcy informują nas o miejscach, gdzie podejrzewają, że mogą znajdować się kolejne beczki z trucizną – tłumaczy Karolina Zowczak. Zaczyna to trochę przypominać psychozę, bo sąsiad podejrzewa sąsiada o to, że w budynku gospodarczym albo w stodole trzyma niebezpieczne odpady.

– Kilka dni temu skontrolowaliśmy dwie posesje przy ul. Warszawskiej, ale obawy mieszkańców nie potwierdziły się – zaznacza wójt gminy Osieck. I dodaje, że urząd weryfikuje każde takie zgłoszenie. Niedługo w tej sprawie odbędzie się również specjalne spotkanie z mieszkańcami.

Jednak największym problemem jest pozbycie się beczek z trucizną. – Teren jest zabezpieczony i monitorowany przez policję – mówią urzędnicy. Rakotwórcze składowisko czeka na utylizację, która ma kosztować kilka milionów złotych. Gmina nie ma na to pieniędzy i interweniuje u władz państwowych o pomoc w pozbyciu się bomby ekologicznej. W tej sprawie Karolina Zowczak spotkała się m.in. z ministrem środowiska, wojewodą mazowieckim (niektóre instytucje państwowe dowiedziały się o składowisku w Osiecku z artykułu „Linii”).

Na razie wszczęto procedury, które pozwolą oszacować m.in. koszty i sposób utylizacji odpadów. Sprawą otwartą jest, kto za to zapłaci. W takiej samej sytuacji są władze Borkowic k. Radomia, gdzie również służby znalazły takie składowisko z toksycznymi beczkami (obok ujęcia wody i szkoły). W poniedziałek, 18 marca Karolina Zowczak i Irena Hulisz, przewodnicząca Rady Gminy Osieck, spotkały się z władzami Borkowic. – Musimy połączyć nasze działania i zmobilizować władze państwowe do wzięcia odpowiedzialności finansowej za utylizację bomb ekologicznych, które znajdują się na terenie Osiecka i Borkowic.

Niewykluczone, że śledztwo, które obecnie prowadzi Prokuratura Okręgowa w Radomiu, ujawni kolejne miejsca w kraju, w których składowano niebezpieczne odpady – podkreśla wójt Zowczak.

– To jest problem, z którym nie powinni zmagać się tylko mieszkańcy małych miejscowości, gdzie przestępcy zostawili beczki z trucizną – dodaje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.