Zwycięstwo wbrew problemom

KICK BOXING: REPREZENTANTKA OTWOCKIEGO KO TEAM WRÓCIŁA DO WALK.

Wyjazd na mistrzostwa Polski do Kartuz był bardzo udany dla ANETY ŚWIĘCH. Reprezentantka KO Team Otwock w pierwszym występie po przerwie sięgnęła po złoto i pas najlepszej zawodniczki w Polsce w kategorii do 55 kilogramów.

ROZMAWIA MARCIN SULIGA

To nie pierwszy tytuł mistrzyni Polski w karierze, ale pierwszy w formule kick light.
– Do tej pory dwukrotnie udawało się mi zdobyć złoto na mistrzostwach Polski w low kicku, a teraz doszedł tytuł w formule kick light, z czego bardzo się cieszę.

Ten tytuł to mała niespodzianka, bo podobno nie do końca było wiadomo, czy wystartujesz w Kartuzach. To prawda?
– Od ostatniego poważnego startu miałam blisko rok przerwy i było mi bardzo trudno wrócić do treningów, wejść na pełne obroty… Cały czas zastanawiałam się, czy w tym przypadku ten wyjazd ma sens. Ostatecznie pomyślałam sobie, że jeśli będę czekała na jeszcze lepszy moment na powrót, to w ogóle mogę nie wrócić do walki. Zaryzykowałam i pojechałam z całą ekipą.

Może dzięki temu podczas zawodów nie było dodatkowej presji na sukces?
– Byłam trochę zestresowana, bo wiedziałam, że cykl treningowy, jaki odbyłam przed wyjazdem, nie był tak długi i intensywny jak przed poprzednimi zawodami. Nie czułam się mocna, ale faktycznie nie czułam też presji, że muszę coś wygrać. Po dłuższej przerwie chciałam po prostu wystartować, znów poczuć te emocje podczas walki…

Na miejscu okazało się, że powrót może zostać zakłócony przez chorobę.
– Niestety, dopadły mnie pewne problemy zdrowotne i nie byłam pewna, czy stanę do walki. Zanim podjęłam ostateczną decyzję, zdążyłam obejrzeć walkę moich rywalek i to jakoś obudziło we mnie chęć rywalizacji. Wyszłam i wszystko skończyło się bardzo dobrze.

W drodze po złoto trzeba było stoczyć dwie walki. Trener Nowak mówi, że trudniejsza była pierwsza, która – jego zdaniem – była przedwczesnym finałem.
– Myślałam, że pierwsza przeciwniczka będzie dużo mniej wymagająca i uda się skończyć tę walkę przed czasem. Po pierwszych ciosach okazało się, że będzie chyba nieco inaczej, i cała moja taktyka – mówiąc brzydko – wzięła w łeb i trzeba było stoczyć dość trudny, trzyrundowy bój. W finale było już trochę łatwiej. Pierwsza wygrana dała mi więcej pewności siebie, byłam spokojniejsza w trakcie walki. To pomogło, bo podczas pojedynku lepiej analizowałam postawę rywalki. Widziałam, kiedy przeciwniczka opuszcza rękę, gdzie uderzyć, by cios był czysty i łatwy do oceny dla sędziów. Chyba cały czas miałam tę walkę pod kontrolą.

Po tym sukcesie wrócił głód walki i treningów?
– Zdecydowanie. Znów trenuję na pełnych obrotach i czekam na kolejne starty. Być może teraz uda się pojechać na kolejne mistrzostwa, tym razem w low kicku, więc pierwsze wyzwania już są.

A powrót do DSF Kick boxing Challange też wchodzi w grę?
– To już nie zależy tylko ode mnie. Musiałabym dostać odpowiednie zaproszenie, by móc znów zawalczyć podczas jednej z gal.

Wrażenie, jakie zostawiłaś po walce z legendą żeńskiego kick boxingu w Polsce Dorotą Godziną, było całkiem niezłe.
– Starałam się. Robiłam co mogłam, by wypaść jak najlepiej, bo dla mnie walka z tak utytułowaną zawodniczką jak Dorota Godzina – która ma na swoim koncie blisko 400 stoczonych pojedynków – była ogromnym przeżyciem. Mam nadzieję, że nie zawiodłam organizatorów i kiedyś jeszcze sobie o mnie przypomną. Jeśli przyszłoby zaproszenie, na pewno je rozważę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.