Młoda matka ofiarą szpitala

27-letnia Sylwia Król z bólami głowy i szyi trafiła na izbę przyjęć do szpitala przy ul. Batorego w Otwocku. Lekarz wstępnie stwierdził „zatrucie narkotykami”. – Nad ranem wreszcie zorientowano się, że coś niedobrego dzieje się z żoną. Natychmiast przewieziono ją do szpitala w Międzylesiu, a stamtąd trafiła do szpitala przy ul. Banacha. Miała masywny krwotok do mózgu. Po operacji zapadła w śpiączkę i nie wiadomo, czy kiedykolwiek się obudzi – mówi Jacek Król, który złożył do Prokuratury Rejonowej w Otwocku zawiadomienie o nieumyślnym narażeniu żony na utratę zdrowia i życia przez lek. med. Eugeniusza S.

AGNIESZKA JASKULSKA

CZYTAJ TAKŻE: Lekarz zwolniony dyscyplinarnie!

Jacek Król poznał żonę jeszcze w szkole. Zakochali się i wzięli ślub. Owocem ich miłości jest troje dzieci: 11-letnia Amelia, trzyletni Antoni i półtoraroczna Natalka. Byli szczęśliwą rodzina aż do soboty, 23 marca, kiedy pani Sylwia nagle źle się poczuła. Dramat zaczął się w domu w Józefowie na oczach dzieci.

Kroplówka i paracetamol

– Mamę bardzo bolała głowa i coraz gorzej się czuła, miała problemy z mówieniem i chodzeniem – wspomina najstarsza z rodzeństwa Amelia.

A pan Jacek dodaje: – Wieczorem żona skarżyła się na bardzo silny ból głowy i sztywnienie karku. Robiło się jej ciemno przed oczami. Zadzwoniłem na numer ratunkowy 112, żeby wezwać karetkę pogotowia. Sylwia jeszcze była w stanie jakoś mówić i wytłumaczyła dyspozytorowi, co dokładnie się z nią dzieje. Gdy przyjechała karetka pogotowia, ratownicy zbadali żonę, zaświecili latarką po oczach. Przyznali, że oczy uciekają w bok, źrenice są powiększone. Pytali, czy Sylwia brała narkotyki.

Zaprzeczyliśmy obydwoje, przecież jesteśmy odpowiedzialnymi rodzicami, w domu było troje dzieci, w tym dwoje wymagających nieustannej uwagi – mówi pan Jacek. I dodaje, że karetka po godz. 20 zabrała jego żonę do najbliższego szpitala, czyli na izbę przyjęć do Powiatowego Centrum Zdrowia przy ul. Batorego w Otwocku.

Pan Jacek zostawił dzieci pod opieką rodziny i pojechał do szpitala. – Żoną zajął się lek. med. Eugeniusz S., który zlecił ogólne badania i podał leki, m.in. kroplówkę i paracetamol. Wstępnie stwierdził, że u żony doszło do zatrucia narkotykami niewiadomego pochodzenia. Lekarz nie wziął pod uwagę innej wstępnej diagnozy niż zatrucie narkotykami. Nie zlecił dokładnych badań głowy ani przewiezienia żony do innego specjalistycznego szpitala, gdzie od razu wykrytoby, że doznała wylewu do mózgu. Przecież byliśmy w izbie przyjęć w Otwocku przez kilka godzin – mówi rozżalony pan Jacek.

– Żona z godziny na godzinę coraz gorzej się czuła, nie była w stanie stać na nogach ani złożyć całego zdania w logiczną całość. Po północy lekarz stwierdził, że Sylwia zostanie jeszcze na obserwacji. Po godz. 2 dał wypis i mieliśmy wracać do domu. Jednak żona zapadła w głęboki sen.

Prawdopodobnie wtedy doszło już do rozległego wylewu do mózgu i wielu nieodwracalnych powikłań. Lekarz, który powinien uratować moją żonę, nie wiedział o tym – mówi mąż pani Sylwii.

– Żona spała, więc mimo wypisu lekarz zgodził się, aby została w szpitalu. Musiałem wracać do domu, do dzieci – mówi nasz rozmówca.

Krwotok na izbie?

Rano pan Jacek miał przyjechać po żonę. – Jednak w ciągu tych kilku godzin życie mojej żony zawisło na włosku. Na izbie przyjęć wreszcie zorientowano się, że coś niedobrego się z nią dzieje i natychmiast przewieziono ją do szpitala w Międzylesiu. Stamtąd po kilku godzinach trafiła do szpitala przy ul. Banacha w Warszawie z masywnym krwotokiem do mózgu w lewej części głowy. Od razu trafiła na stół operacyjny. Przeprowadzono obustronną trepanację czaszki. Sylwia była w stanie krytycznym.

Lekarz, który ją operował, powiedział, że żonie pękł naczyniak prawdopodobnie podczas pobytu na izbie przyjęć w Otwocku. Gdyby tam lekarz udzielił Sylwii właściwej pomocy, dziś nie byłaby w śpiączce klinicznej, nie musiałaby teraz walczyć o zdrowie i życie… Nie wiadomo, czy przeżyje, bo lekarze dają jej zaledwie kilka procent szans. Większość mózgu jest nieodwracalnie uszkodzona, ale cała nasza rodzina wierzy, że stanie się cud i Sylwia wróci do nas, do domu i dzieci – mówi przez łzy jej mąż.

Sprawę zbada prokurator

Najstarsza córka bardzo tęskni za mamą. Antoś i Natalka pytają, gdzie jest mama. – Nie wiedziałem, jak rozmawiać z dziećmi o tym, że ich mama długo nie wróci do domu, więc poprosiłem o pomoc psychologa – tłumaczy Jacek Król.

– Opiekujemy się sobą nawzajem. Dzieciaki wymagają ciągłej uwagi, nie pozwalają mi skupiać się na żalu i tęsknocie za żoną. Strasznie nam jej brakuje. Nie ma nocy, aby w oku nie zakręciła się łza – cicho przyznaje pan Jacek.

Mężczyzna nie może pogodzić się z tragedią, jaka spotkała jego rodzinę. – Nie zgadzam się na niekompetencję i rażący brak profesjonalizmu, z którym spotkałem się na izbie przyjęć w Powiatowym Centrum Zdrowia w Otwocku. Będę szukał sprawiedliwości. Dlatego zło- żyłem już do Prokuratury Rejonowej w Otwocku zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez nieumyślne narażenie na utratę zdrowia i życia mojej żony przez lekarza izby przyjęć w szpitalu powiatowym – mówi mąż pani Sylwii.

Prokurator już zabezpieczył dokumentację medyczną z otwockiego szpitala. – Prowadzimy dochodzenie w kierunku narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu – mówi Lidia Kazimierczyk-Pyra, prokurator rejonowy w Otwocku.

Komentarz

Wicestarosta KRZYSZTOF KŁÓSEK dowiedział się od „Linii” o tym, co spotkało Sylwię Król w szpitalu powiatowym, którego organem założycielskim jest Starostwo Powiatowe w Otwocku. W rozmowie z gazetą podkreśla: – Jeżeli dokumentacja medyczna potwierdzi zarzuty – jest to sytuacja, która powinna skutkować natychmiastowym wyciągnięciem konsekwencji wobec lekarza. Z informacji, które mam, wynika, że lekarz nadal nie odniósł się do zarzutów postawionych przez rodzinę pani Sylwii. Jestem przekonany, że nowo powołana prezes PCZ dopełni wszelkiej staranności w celu wyjaśnienia tej sprawy i wskazania osoby odpowiedzialnej. Jest mi niezmiernie przykro z powodu straty, jaką poniosła na zdrowiu pani Sylwia i w pełni rozumiem kroki prawne podjęte przez rodzinę.

Już teraz potrzebuje rehabilitacji

Sylwia Król nadal jest w śpiączce i obecnie przebywa w szpitalu w Międzylesiu. Lekarze nie wiedzą, jak długo to potrwa. Nawet teraz potrzebuje rehabilitacji, a także całodobowej opieki. Każdy, kto chce jej pomóc, może wpłacić dowolną kwotę na indywidualny numer rachunku bankowego
Fundacja #Drużyna Błażeja, Józefów:
40 1090 1753 0000 0001 4194 3450
w tytule należy wpisać: „Sylwia Król – darowizna na poprawę i ochronę zdrowia”.

Rodzina została bez środków do życia

Na wybudzenie Sylwii czekają mąż Jacek oraz troje dzieci, które wciąż pytają o mamę: 11-letnia Amelka, trzyletni Antoni i półtoraroczna Natalka. Mąż pani Sylwii tymczasowo zrezygnował z pracy, aby zająć się dziećmi i sprawami zdrowotnymi żony. Rodzina jakoś sobie radzi, ale potrzebuje wsparcia finansowego. Każdy, kto chce im pomóc, może wpłacić dowolną kwotę na indywidualny numer rachunku bankowego
Fundacja Drużyna Błażeja, Józefów:
57 10901753 0000 0001 4194 3435
w tytule należy wpisać: „rodzina Król”

Kontakt

05-400 OTWOCK, ul. Górna 9
tel./fax 22 710 12 10
tel. 22 710 0 999
e-mail: redakcja@linia.com.pl