Czas sprawdzianów

LEKKOATLETYKA: ROZMOWA ZE ZŁOTYM MEDALISTĄ MISTRZOSTW POLSKI.

Ostatnie tygodnie były bardzo intensywne i pracowite dla ALEKSANDRA WIĄCKA. Zawodnik OKS Otwock musiał jednocześnie przygotować się do egzaminu maturalnego i do występu na mistrzostwach Polski. Z podopiecznym trener Bożeny Dziubińskiej rozmawia Marcin Suliga.

Wcześniej chyba nie zdarzyło się, abyś letni sezon startów rozpoczynał od razu od występu w imprezie rangi mistrzowskiej. Raczej powoli wchodziłeś w sezon.
– To prawda, ale takie rozwiązanie zostało nam narzucone przez Polski Związek Lekkiej Atletyki. Czy jest ono dobre? Myślę, że jak każda poważna zmiana ma swoje plusy i minusy. Na korzyść trzeba zapisać fakt, że pozwala to zawodnikom w pełni skoncentrować się na dwóch startach. Do tej pory było tak, że podczas jednych zawodów – zazwyczaj w odstępie trzech dni – musieliśmy skupić się na dwóch występach, np. na 3000 i na 5000 metrów. Niewielu zawodników było w stanie to pogodzić, bo brakowało czasu na odpoczynek i regenerację. Decyzja Związku to zmienia i daje większą możliwość walki o dwa medale. Jednak z drugiej strony biegi zostają odłączone od dużej imprezy, co powoduje, że traci ona dużo uroku. Bardzo lubię atmosferę mistrzostw, całą otoczkę, a w Szczecinku trochę mi tego zabrakło. Odbyły się cztery biegi i było po zawodach…

Ale ze szczęśliwym zakończeniem. Pierwszy występ i od razu tytuł mistrza Polski.
– Tak się ułożyło, że faktycznie to był mój pierwszy start w sezonie letnim. Oczywiście była możliwość, żeby wcześniej sprawdzić się w mniej prestiżowych zawodach, jednak od początku maja miałem egzaminy maturalne, które też kosztowały mnie sporo wysiłku. Dlatego razem z trener Dziubińską zdecydowaliśmy, że nie będę podejmować żadnych dodatkowych startów przed mistrzostwami, tylko na spokojnie przygotuję się w domu. Jak pokazał występ w Szczecinku, to był dobry pomysł. Podszedłem do tych zawodów na dużym luzie i sam byłem zaskoczony efektem.

Ten start był odskocznią od obowiązków szkolnych, czyli egzaminów maturalnych?
– Starałem się to jakoś udanie połączyć, ale nie było łatwo. Najgorszy był pierwszy tydzień matur, bo w ciągu kilku dni miałem aż sześć egzaminów. Rano szedłem do szkoły, potem na trening, a następnie wracałem do domu, żeby przypomnieć sobie materiał na kolejny egzamin. Występ w Szczecinku był taką małą odskocznią od tego, co działo się przez ostatnie dni, choć cały czas towarzyszyła mi myśl, że na drugi dzień po starcie czeka mnie jeszcze ostatni sprawdzian z fizyki. Teraz – dzięki mojemu sponsorowi, Piekarni Wanda, który zaraz po egzaminie zapewnił mi transport – przebywam w Spale, gdzie regeneruję się po tym dość pracowitym okresie i przygotowuję do kolejnych startów.

Wróćmy jeszcze do tego złotego biegu. Z relacji trener Dziubińskiej wynika, że twoja wygrana nie podlegała dyskusji, zresztą widać to po czasach rywali. Przez większość dystansu prowadziłeś stawkę.
– Taką taktykę na ten bieg zaplanowaliśmy razem z trenerką. Wiedzieliśmy, że zawodnik, który w Szczecinku był drugi, kilka dni wcześniej wygrał na innych zawodach z wicemistrzem Polski w kategorii młodzieżowców. To pokazywało, że jest mocny i to na nim przede wszystkim trzeba skupić uwagę. Starałem się więc od początku narzucić takie tempo, które pozwoliłoby mi kontrolować resztę stawki i jednocześnie nie dobiłoby mnie w połowie biegu. Pierwsze trzy kilometry zrobiliśmy w nieco ponad dziewięć minut. Ostatnie dwa biegłem już praktycznie sam, starając się coraz bardziej odłączyć od grupy. Na ostatnich metrach podkręciłem tempo, co pozwoliło mi pierwszemu wbiec i wygrać zawody.

Pozostał lekki niedosyt, że nie udało się złamać granicy 15 minut. Zabrakło bardzo niewiele, mniej niż pół sekundy.
– To są mistrzostwa Polski i podczas takich zawodów raczej nikt nie biega na wynik, tylko po to, by zdobyć medal. Ja też miałem taki cel. Myślę, że jeśli nadal będę robił swoje, ta granica w końcu pęknie, chociaż w najbliższym czasie nie przewiduję startów na tak długim dystansie. Skupię się na rywalizacji na 3000 metrów z przeszkodami oraz na płaskich 3000 metrów. Na jednym z tych dystansów na pewno wystąpię w „drugiej części” mistrzostw Polski juniorów, chyba że razem z trenerką rozważymy jeszcze ewentualny występ na 1500 metrów. Zobaczymy, jak będzie, bo jeszcze nie podjęliśmy ostatecznej decyzji. Teraz czeka mnie kilka startów i to po nich zapewne zdecydujemy, co robić dalej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.