Biznesmen zamieszany w aferę z odpadami

OSIECK: DRUGIE CHEMICZNE SKŁADOWISKO ZNALEZIONO U EMERYTA.

– W sprawie nielegalnego składowiska rakotwórczych odpadów w Osiecku i Borkowicach zatrzymano osiem osób, które trafiły do aresztu – mówi prowadząca śledztwo prokurator Beata Galas z Prokuratury Okręgowej w Radomiu. Wśród zatrzymanych jest Marek D., przedsiębiorca z Józefowa, mąż jednej ze współwłaścicielek nieruchomości w Osiecku, gdzie znaleziono tysiąc ton chemicznych odpadów.

AGNIESZKA JASKULSKA

Najpierw śledczy znaleźli nielegalne składowisko w Borkowicach koło Radomia. – Znajdowało się tam około 1500 ton niebezpiecznych odpadów, które składowano w budynku na prywatnej posesji kilkaset metrów od szkoły – tłumaczy prokurator Beata Galas z Prokuratury Okręgowej w Radomiu. Ten trop doprowadził śledczych do opuszczonego zakładu produkcyjnego przy ul. Kolejowej w Osiecku. Tam w ok. 750 szt. zbiorników, tzw. „mauserów”, zalega tysiąc ton rakotwórczych, toksycznych odpadów. Służby roboczo nazwały to miejsce Osieck I. „Linia” jako pierwsza poinformowała o znalezisku w numerze z 11 marca.

Tuż przed Wielkanocą na sąsiedniej działce w opuszczonej hali, również przy ul. Kolejowej, odkryto kolejne składowisko chemikaliów – roboczo nazywane Osieck II.

– Składowano tam 236 sztuk mauzerów o pojemności tysiąca litrów każdy, a także 209 beczek różnej wielkości, głównie 200-litrowych – mówi Karolina Zowczak, wójt gminy Osieck. O wszystkim zostały powiadomione służby, m.in. specjalna grupa chemiczna straży pożarnej z Warszawy i Centralne Laboratorium Badawcze Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Warszawie, które interweniowały na miejscu. – Pobrano próbki do zbadania. Kilka substancji nie zostało zidentyfikowanych. W pozostałych przypadkach okazało się, że są to chemiczne substancje wykorzystywane m.in. do wyrobu tworzyw sztucznych, a także utrwalające kolor – tłumaczy Karolina Zowczak.

„Chemiczna” działalność przedsiębiorcy z Józefowa

W toku śledztwa okazało się, że w proceder jest zamieszany 46-letni Marek D., mąż jednej ze współwłaścicielek nieruchomości, na której składowano chemikalia (Osieck I). Marek D. wraz z siedmioma wspólnikami trafił do aresztu tymczasowego i czeka na proces. Na terenie nieruchomości kiedyś działała rodzinna firma Marka D. zajmująca się częściami i akcesoriami do kabin ciężarówek. Jednak przedsiębiorstwo upadło, a nieruchomość przejął syndyk. Pusty magazyn okazał się idealnym miejscem do składowania ton chemikaliów.

Biznesmen z Józefowa, który jest zamieszany w proceder, już wcześniej zajmował się różnego rodzaju działalnością związaną z odpadami. W sierpniu 2018 r. na terenie jego zakładu w Maliszewie (gm. Mińsk Mazowiecki) rozszczelniły się i zapaliły plastikowe zbiorniki, w których były różnego rodzaju substancje chemiczne, m.in. rozpuszczalniki i farby. Chemikalia wyciekły m.in. do pobliskiego lasu.

– Mieszkam w pobliżu i znam to miejsce. Obok są bagna z siedliskami żurawi, a kilometr od tego miejsca znajduje się lokalne ujęcie wody, którą mam w kranie! – irytuje się jedna z okolicznych mieszkanek. – Na terenie zakładu nie było żadnych profesjonalnych zabezpieczeń, a odpady chemiczne musiały być naprawdę mocno trujące, skoro osoby dokonywały rozładunku w specjalnych uniformach i z maskami na twarzy – komentuje kobieta.

Na miejscu interweniowało kilka zastępów straży pożarnej PSP i OSP, m.in. JRG i WSP z Mińska Mazowieckiego, jednostka chemiczna z Warszawy oraz przedstawiciele WIOŚ-u. Akcja trwała prawie sześć godzin.

Drugie składowisko na działce u emerytów

Właścicielem drugiej hali, gdzie znaleziono chemikalia (Osieck II), jest małżeństwo emerytów. Lata temu w hali znajdował się zakład przemysłowy, w którym pokrywało się miedzią kable według technologii opracowanej przez samego właściciela. Niestety, jego biznes nie przetrwał. Pusta hala wpadła w oko przestępcom zajmującym się przewożeniem chemikaliów. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że obiecali emerytowi, że zainwestują w jego technologię, dzięki której zakład rozpocznie działalność od nowa. Właściciel podupadł jednak na zdrowiu, co skutecznie wykorzystali przestępcy.

Podrzucają rolnikom beczki z trucizną

Okazuje się, że osoby zamieszane w proceder przewożenia i składowania niebezpiecznych substancji, pozbywają się „trefnego” towaru na raty. Część wylewają do lasów, rzek lub jezior, a część sprytnie podrzucają mieszkańcom małych miasteczek i wsi.

– Do gospodarstwa przyjeżdża ciężarówka z kilkoma pojemnikami. Kierowca skarży się gospodarzowi, że ma awarię pojazdu i prosi, aby mógł zostawić ładunek – tłumaczą śledczy i pracownicy WIOŚ-u. – Przestępca zostawia kilkaset złotych i obiecuje, że lada dzień wróci i zabierze towar. Oczywiście nigdy nie wraca, a niczego niepodejrzewający właściciel gospodarstwa zostaje z bombą ekologiczną na posesji. W ten sposób przestępcy pozbywają się odpadów, za które zainkasowali grube pieniądze, a rolnik potem musi na swój koszt oddać je do utylizacji – wyjaśniają pracownicy służb ochrony środowiska.

Nieoficjalnie mówi się, że beczki z chemikaliami nigdy nie trafiają do utylizacji, że są rozwożone po różnych miastach w kraju i składowane w takich halach jak w Osiecku czy Borkowicach. Zapewne wcześniej czy później część tych substancji zostanie wylana do rzeki lub w miejscu ich składowania wybuchnie pożar. Mieszkańcy Osiecka są przerażeni. – Beczki z trucizną będą długo czekały na utylizację. Przywieźli je przestępcy, zarobili, a potem zniknęli i zostawili nas z tą bombą ekologiczną. Właściciele nieruchomości powinni za-płacić za utylizację tych odpadów – denerwują się ludzie, którzy obawiają się o życie i zdrowie swoich najbliższych.

Nikt nigdy nie posprząta chemicznego bałaganu?

Wójt Osiecka od początku zajęła się sprawą, wezwała wszystkie służby, a także stara się o usunięcie setek ton trucizny na koszt państwa.

– Nie możemy tego zostawić i czekać, aż ktoś zrobi z tym porządek. Jeśli ja tego teraz nie zrobię, to nikt nigdy nie pozbędzie się chemicznej bomby z Osiecka. Nie chcę, aby nasza gmina była skażona – podkreśla Karolina Zowczak.

Do wojewody mazowieckiego dotarła petycja podpisana przez mieszkańców Osiecka. Wiele wskazuje na to, że znajdą się pieniądze na utylizację odpadów z pierwszej hali (wstępnie koszt oszacowano na 6 mln zł). Wojewoda zasugerował jednak, aby gmina postarała się o pouzyskanie pieniędzy z Unii Europejskiej. Na razie Osieck może liczyć na dofinansowanie monitoringu (55 tys. zł) przy składowiskach z beczkami z trucizną, gdzie zostanie zamontowana nowa linia energetyczna, oświetlenie, kamery, a także dwa czujniki wychwytujące utleniające się związki.

– Dzięki temu urządzeniu będziemy wiedzieli, czy ze składowiska utleniają się jakieś substancje – tłumaczy wójt Osiecka. Monitoring zostanie podłączony do zintegrowanego systemu ostrzegania. Magazyny z chemikaliami są pod stałą kontrolą służb.

Władze gminy wezwały właścicieli nieruchomości do dobrowolnego usunięcia odpadów z posesji. – Strony tego nie zrobiły – przyznaje wójt Zowczak. Samorząd wszczął postępowanie administracyjne, które nałoży na właścicieli obowiązek utylizacji niebezpiecznych substancji. Oznacza to, że będą musieli przedstawić w gminie faktury za utylizację odpadów. Prokurator nadał gminie Osieck status pokrzywdzonego i samorząd może być oskarżycielem posiłkowym podczas procesu.

Kontakt

05-400 OTWOCK, ul. Górna 9
tel./fax 22 710 12 10
tel. 22 710 0 999
e-mail: redakcja@linia.com.pl