Spadła z łóżka w szpitalu i jest sparaliżowana

ŚLEDCZY WYJAŚNIAJĄ, JAK DOSZŁO DO TRAGICZNEGO WYPADKU.

Ewa Leśkiewicz z Otwocka została przewieziona do szpitala w Międzylesiu z udarem. Następnego dnia spadła ze szpitalnego łóżka, które nie było zabezpieczone barierkami. – Dowiedziałem się o tym od pacjentek z sali, które wszystko widziały. Moja 74-letnia mama uderzyła głową o szafkę i doznała drugiego, ale już rozległego udaru. Teraz nie mówi i ma sparaliżowaną połowę ciała – żali się jej syn Wojciech Głowala, który zgłosił sprawę na policję i powiadomił dyrekcję szpitala.

AGNIESZKA JASKULSKA

Rodzina opiekuje się panią Ewą od dawna. Zawsze ktoś przy niej jest. – We wtorek, 14 maja zauważyliśmy, że z moją mamą dzieje się coś złego. Miała bełkotliwą mowę i wykrzywione usta – mówi Wojciech Głowala.

– Zadzwoniłem do lekarki rodzinnej. Powiedziała, że mama musi szybko trafić do szpitala, bo to udar we wczesnej fazie. Od razu zadzwoniłem po karetkę, która przetransportowała mamę do Międzyleskiego Szpitala Specjalistycznego w Wawrze. Pojechaliśmy za karetką – wspomina syn Ewy Leśkiewicz. I podkreśla, że jego mama otrzymała pomoc we właściwym czasie, dzięki czemu nie doszło do rozległego udaru ani komplikacji.– Trafiła na oddział neurologii w dobrym stanie, była przytomna, mówiła, poruszała się – tłumaczy syn poszkodowanej kobiety.

Fatalny upadek

– Następnego dnia przyjechaliśmy do szpitala, aby pomóc mamie umyć się i przebrać. Mama samodzielnie jadła. Wydawało się, że szybko wróci do domu, ale tak się nie stało – żali się pan Wojciech.

– Po naszym wyjściu zdarzył się wypadek. Mama spadła ze szpitalnego łóżka, które nie było zabezpieczone barierkami z obydwu stron, tylko z jednej. Uderzyła głową o szafkę, co skutkowało kolejnym, ale już rozległym udarem i paraliżem połowy ciała – mówi pan Wojciech.

– O wszystkim dowiedziałem się następnego dnia od pacjentek, które widziały całe zdarzenie i zaalarmowały personel – dodaje syn pani Ewy. – Natychmiast na sali pojawiły się pielęgniarki i lekarz. Zabrali panią Ewę prawdopodobnie na badania i tomografię głowy. Wcześniej w miarę dobrze się trzymała, ale po tym zdarzeniu jej stan bardzo się pogorszył – mówi jedna z pacjentek, prosząc o zachowanie anonimowości.

– Nie wiem, czy uderzenie głową o szafkę spowodowało udar, czy może był to skutek tego, że kobieta nagle źle się poczuła, ale może nic by się nie stało, gdyby łóżko było odpowiednio zabezpieczone barierkami z dwóch stron, a nie tylko z jednej. Trudno to jednoznacznie stwierdzić – dodaje kobieta, która była świadkiem zdarzenia.

W wyniku kolejnego udaru Ewa Leśkiewicz ma sparaliżowaną prawą stronę ciała i nie mówi.

– Byłem na rozmowie u lekarza, który zajmował się moją mamą, ale on uznał, że takie sytuacje się zdarzają. Stwierdził, że ogólnie stan zdrowia mojej mamy nie jest zły, że trzeba lepiej dopasować leki. Jednak poprawy nie ma do dzisiaj. Mama przebywa obecnie w Powiatowym Centrum Zdrowia w Otwocku – tłumaczy Wojciech Głowala.

Kto zawinił?

Rodzina pani Ewy nie może otrząsnąć się po tym, co spotkało seniorkę.

– Teściowa pojechała do szpitala w Międzylesiu z udarem we wczesnej fazie, dzięki czemu udało się go zatrzymać, a została wypisana w tragicznym stanie z paraliżem połowy ciała – denerwuje się pani Aneta, synowa Ewy Leśkiewicz, która wraz z mężem codziennie odwiedza ją w szpitalu.

Pan Wojciech zastanawia się: – Jak to się stało, że łóżko pacjentki po udarze nie było odpowiednio zabezpieczone drabinkami, co naraziło ją na upadek? Personel dopuścił się zaniedbania, narażając moją mamę na utratę zdrowia i życia – mówi ze łzami w oczach. – Dopiero po tym strasznym zdarzeniu personel zadbał, aby drabinki przy łóżku mojej mamy były podniesione z obydwu stron. Czy musi dojść do nieszczęścia, żeby zaczęto postępować zgodnie z procedurami? – irytuje się pan Wojciech, który w czwartek, 30 maja zgłosił sprawę na policję.

– Postępowanie toczy się w kierunku narażenia pacjentki na niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu – mówi nadkom. Joanna Węgrzyniak z komendy rejonowej Praga-Południe. Sprawą zajął się również prokurator. Śledczy zbierają dowody, m.in. zabezpieczają dokumentację medyczną. Niewykluczone, że zostanie powołany biegły, który oceni, czy feralne zdarzenie mogło przyczynić się do pogorszenia stanu zdrowia pani Ewy.

Syn poszkodowanej kobiety powiadomił o wszystkim także dyrekcję szpitala w Międzylesiu. Domaga się ustalenia winnych zaniedbania i pociągnięcia tych osób do odpowiedzialności. Dyrekcja od razu zajęła się tym.

– Sprawa dotycząca pacjentki Ewy Leśkiewicz została zgłoszona do Pełnomocnika ds. Prawa Pacjentów i będzie szczegółowo rozpatrywana zgodnie z procedurą szpitalną – informuje dr Jarosław Rosłon, dyrektor szpitala w Międzylesiu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.