Ze Śródborowa do Tokio

Niedawno Otwock nawiązał oficjalną współpracę z japońskim miastem Ōarai. To porozumienie można traktować jako przejaw ogólniejszego zjawiska globalizacji, wskutek której następuje „kurczenie się świata”. Cofnijmy się jednak o 40 lat. Spójrzmy na japońskie realia oczami mieszkańca PRL-u, który nieoczekiwanie znalazł się w Kraju Kwitnącej Wiśni. Taką możliwość dają opowieści i fotografie Tadeusza Iwaszkiewicza, który urodził się i przez prawie 30 lat mieszkał w Śródborowie.

STANISŁAW ZAJĄC

Tadeusz Iwaszkiewicz przed posągiem Wielkiego Buddy w Kamakura

Po ukończeniu otwockiej Szkoły Podstawowej nr 3 Tadeusz Iwaszkiewicz rozpoczął naukę w Technikum Budowlanym przy ul. Górnośląskiej w Warszawie.

W październiku 1955 roku podjął pracę w Miejskim Przedsiębiorstwie Remontowo-Budowlanym (MPRB). Podczas służby wojskowej zdobył kwalifikacje starszego mechanika urządzeń radiowych w samolotach. Odrzucił ofertę zostania zawodowym żołnierzem. Wrócił do pracy
w MPRB, a dzięki kwalifikacjom uzyskanym w wojsku zrobił dodatkowe uprawnienia elektryczne.

W 1972 roku zaczął pracować w Przedsiębiorstwie Usług Mieszkaniowo-Administracyjnych dla Placówek Zagranicznych (PUMA). Firma zajmowała się m.in. remontami polskich ambasad i konsulatów. Nowy Jork, Waszyngton, Pekin. Lizbona, Budapeszt – to kolejne miasta, w których Tadeusz pracował i które starał się poznać.

Meguro Ku

W październiku 1977 roku Iwaszkiewicz zostaje oddelegowany do Tokio. Dociera tam po długim locie z przesiadką w Bangkoku. Razem z kilkoma kolegami ma wykonać w ambasadzie szereg robót budowlanych, malarskich i elektrycznych, a także konserwację bloku klimatyzacyjnego, przegląd instalacji telefonicznej i urządzeń sygnalizacyjnych. Wolny czas, którego nie jest zbyt dużo, Tadeusz przeznacza na poznawanie tokijskich realiów.

Zaczyna od najbliższej dzielnicy – Meguro Ku. Łatwo zgubić się w wąskich i krętych uliczkach. Przeważają parterowe, drewniane domki, które mają przesuwane ściany.

W niektórych mieszczą się sklepiki warzywne lub warsztaciki. Na małych podwórkach często można zobaczyć oczka wodne z kolorowymi rybkami. Wiele domków jest otoczonych wypieszczonymi ogródkami kwiatowymi. Obok rosną pojedyncze drzewka o starannie wyprofilowanych gałązkach. Mieszkańcy chętnie trzymają drobne ptactwo: perliczki, kury, koguty. Japończycy mają silne poczucie więzi z przyrodą. Ponadto gdakaniem ptactwa i niepokojem rybek są informowani o zbliżających się wstrząsach ziemi.

Wśród zabudowań wyróżniają się łaźnie, przed którymi widać starannie ułożone obuwie: z lewej strony damskie, z prawej – męskie. Japończycy lubią korzystać z kąpieli. Najchętniej robią to w sobotnie popołudnia i wieczory.

Inne dzielnice

Tadeusz stopniowo poznaje dalsze dzielnice miasta. Shinjuku – podziemny moloch, z którego dziennie korzysta ponad trzy miliony ludzi. Dworce kolei i metra są jednocześnie centrami handlowymi. Nad peronami wznoszą się domy towarowe, w których przeceny przyciągają tłumy klientów.

Specyficzny charakter ma Kanda. Dominują tu jednopiętrowe drewniane domki, w których znajdują się liczne sklepy z artykułami elektrycznymi, elektronicznymi, telefonicznymi i radiowymi.

Olbrzymi wybór najwyższej jakości elektroniki oferują domy handlowe i sklepiki w dzielnicy Akina- bara. Nazwy firm przybysza z PRL-u mogą przyprawić o drżenie serca: Hitachi, Sanyo, Panasonic… W niedziele główna ulica Akinabary staje się wielkim deptakiem. Tadeusz przychodzi właśnie wtedy. Godzinami ogląda sprzęt i manipuluje przy nim. Pracownicy sklepów są życzliwi, nie okazują żadnego zniecierpliwienia.

Bardzo elegancką dzielnicą jest Ginza. Olśniewa kolorowym wystrojem ulic. Znajdują się tu sklepy z towarami najwyższej jakości pochodzącymi z całego świata. Klientów witają dziewczęta w eleganckich uniformach i białych rękawiczkach. Są zawsze uśmiechnięte. Wskazują drogę, ściereczkami odświeżają poręcze ruchomych schodów, zapraszają do wind…

Kamakura i sakura

Ekipa remontowa, dzięki wykonaniu znacznej części prac, ma trochę więcej wolnego czasu. Może wybrać się na wycieczkę do Kamakury. To urocze miasteczko położone wśród malowniczych wzgórz. W oddali widać gaje bambusowe. Największą atrakcją jest monumentalny posąg (11 metrów wysokości) siedzącego Buddy, który przetrwał trzęsienia ziemi, tajfuny, tsunami. Ważną datą w tradycyjnym japońskim kalendarzu jest druga niedziela stycznia. Właśnie wtedy obchodzi się Dzień Dorosłości – święto tych, którzy ukończyli 20 lat. Zyskują oni prawo do głosowania, a także do spożywania napojów alkoholowych. Manifestują swoje wejście w dorosłość, ubierając się w tradycyjne japońskie stroje.

Najpiękniejszą porą roku w Japonii jest wiosna. Kwitną wiśnie, których płatki i zapach tworzą niemal bajeczną scenerię. Japońska wiśnia – sakura – ma owoce, które nie są jednak jadalne. Popołudniami w tokijskich parkach pod kwitnącymi wiśniami gromadzą się w niewielkich grupkach Japończycy. Są to najczęściej koledzy z pracy. Zdejmują buty i siadają na piętach. Wyjmują prowiant i butelki sake, a potem jedzą, piją, rozmawiają i śpiewają. Jakby chcieli wszystkimi zmysłami wchłonąć kwitnienie sakury. Właśnie w tym urokliwym czasie polska ekipa remontowa kończy swoją pracę.

Ojciec Julian i brat Zeno

Pod koniec kwietnia 1980 roku Tadeusz otrzymuje kopię pisma, które do MSZ wysłała Ambasada PRL w Tokio. Proszono o przysłanie trzyosobowej ekipy, w której powinien znaleźć się „elektryk z doświadczeniem w zakresie prac remontowych”. Ambasador sugerował: „O takich kwalifikacjach jest ob. Tadeusz Iwaszkiewicz”.

Prace mają zostać wykonane szybko. Nie ma co marzyć o wolnych sobotach, być może trzeba będzie pracować również w niedziele. Tym bardziej że pojawiają się nieprzewidziane sytuacje. Przecież to Japonia. Nagle przypomina o tym trzęsienie ziemi. Trzeba naprawić popękany i odpadający tynk w budynku ambasady.

Tadeusz właśnie montuje domofony przy wejściu głównym, gdy za plecami słyszy: „Szczęść Boże”. Odpowiada natychmiast: „Niech będzie pochwalony”. Dopiero później się odwraca. Widzi zsiadającego z roweru mężczyznę drobnej postury z przekrzywionym beretem na głowie. Nagle dostrzega koloratkę: „Proszę księdza, czy w Tokio jest świątynia, w której odprawia się msze w języku polskim?” Teraz zdziwienie ogarnia duchownego: „Trafiłem na Polaka katolika? W ambasadzie nikt takich pytań nie zadaje”.

Ojciec Julian Różycki, dominikanin, w Japonii przebywa od trzech lat, sprawuje obowiązki kapłana w kościele Dominiko-Kai Shidoin. Tadeusz nawiązuje serdeczny kontakt z ojcem Julianem. Zaczyna uczestniczyć w nabożeństwach. Zostaje wprowadzony do nielicznego grona tokijskiej Polonii. Ma też okazję poznać szczególne cechy pobożności Japończyków, którzy przychodzą do kościoła dominikanów. Wszyscy są elegancko ubrani, kobiety z woalkami na twarzy. Zachowują powagę i skupienie. Po zakończonym nabożeństwie chętnie spotykają się na herbatce w misyjnych pomieszczeniach.

Ojciec Julian odprawia mszę dziękczynną za Polskę w Parku Pamięci, obok pomnika wzniesionego ku czci brata Zenona Żebrowskiego

Ojciec Julian często odprawia msze za pomyślność Polski, niekiedy u podnóża góry Fudżi. Tu znajduje się pomnik postawiony ku czci brata Zenona Żebrowskiego. Obiekt zaskakujący, bo brat Zenon jeszcze żyje. Przesłanie monumentu wyraża inskrypcja: „Bezgraniczna miłość brata Zeno”. Franciszkanin brat Zenon przybył do Japonii w 1930 roku razem z o. Maksymilianem Kolbe. Po drugiej wojnie światowej organizował sierocińce dla dzieci i pomagał zakładać osiedla dla bezdomnych. Zyskał uznanie i szacunek Japończyków. Teraz jest schorowany, ma 81 lat, nie opuszcza szpitala, przed którym długo się bronił. Mówił, że nie ma czasu na chorobę…

Paczka dla brata

Kolejna sytuacja zakłóca harmonogram prac. Ze świata dochodzą informacje o atakach terrorystycznych na placówki dyplomatyczne różnych państw. Dlatego zapada decyzja o dodatkowym zabezpieczeniu budynku Ambasady PRL w Tokio pod względem technicznym i łącznościowym. Zamiast dalekopisów ma być wprowadzona łączność radiowa. Ambasada kupuje antenę, pod którą trzeba wzmocnić strop i wykonać okablowanie. Należy też wymienić szyby w recepcji na kuloodporne.

Tadeusz szybko odczuwa trudy dodatkowej pracy, nabawiając się urazu lewej ręki. Leczy się w amerykańskiej klinice, gdzie jeden z ortopedów jest Żydem polskiego pochodzenia. Jak się okazuje, ma on brata w Gdyni. Po zakończonej kuracji nieśmiało pyta: „Czy pan Tadeusz zechce wziąć i po powrocie do kraju przekazać bratu drobną przesyłkę? To pudełko z butami”. Trudno odmówić takiej prośbie. Nawet do głowy nie przychodzi myśl, że to mogłaby być jakaś prowokacja.

Ambasador jest zadowolony z postępu prac. Wręcza ekipie bilety na stadion olimpijski, gdzie właśnie odbywają się międzynarodowe zawody lekkoatletyczne. Tadeusz wykonuje mnóstwo zdjęć uczestnikom zawodów, a szczególną uwagę poświęca skokom Jacka Wszoły.

Inną atrakcją okazuje się wyjazd do Nikko. To miejscowość położona wśród cedrowych lasów, na wysokości ponad 1000 m n.p.m. Droga prowadzi do świętego mostu. Dalej trzeba iść pod górę, mijając wykonaną z brązu figurę mnicha Shodo Shonin, który był założycielem zespołu drewnianych świątyń. Najwspanialszą z nich jest olbrzymia pagoda Toshogu. Na dziedzińcu świątyni znajdują się liczne rzeźby. Najbardziej sugestywne są trzy małpki, z których jedna zakrywa dłońmi oczy, druga – usta, a trzecia – uszy. Przesłanie jest czytelne: nic nie wiedzieć, nic nie mówić, nic nie słyszeć.

Po pięciu miesiącach w słoneczny grudniowy dzień polska ekipa opuszcza Tokio. W Warszawie jest mroźno. Tadeusz odczuwa jednak nie tylko szok termiczny. Wrócił do innej Polski niż ta, którą opuszczał. Trafił do kraju ogarniętego zrywem Solidarności. Ze zdziwieniem słucha, że Polska może być drugą Japonią.

Awaryjne wyzwanie

W styczniu 1984 roku Tadeusz dowiaduje się, że ponownie będzie oddelegowany do Tokio. Tym razem leci „szlakiem północnym” przez Moskwę. Do wykonania są nie tylko prace w ambasadzie. Ekipa podejmuje się również przeprowadzenia remontu w pomieszczeniach biurowych LOT-u. Znów trzeba będzie pracować w soboty, a może i w niedziele.

Wreszcie udaje się znaleźć więcej czasu na zwiedzanie Tokio. W Megaro Ku zaszły spore zmiany. Wyburzono część starych obiektów z tradycyjnymi sklepikami i warsztatami. Wybudowano olbrzymie biurowce, bloki mieszkalne i centra handlowe.

Tadeusz ma ponowną okazję spotkać się z ojcem Julianem, który teraz jest proboszczem w Nihonomatsu, ponad 200 km od Tokio. Ksiądz dzieli się wrażeniami z niedawnej pielgrzymki Jana Pawła II do Japonii. Wspomina brata Zeno, który już nie żyje – zmarł po 52 latach posługi w Kraju Kwitnącej Wiśni.

Zbliża się 22 lipca – święto państwowe. Ambasada wydaje przyjęcie dla zaproszonych gości. Jak na złość dochodzi do awarii klimatyzatora. Urządzenie trzeba naprawić w ciągu jednego dnia. Japońska firma nie podejmuje się wykonać takiego zadania. Czy polska ekipa sobie poradzi? Ambasada zamawia silniki, które jednak okazują się nietypowe. Trzeba wyciąć otwory w lawetach, ustawić silniki pod odpowiednim kątem, nałożyć pasy klinowe na przekładnie i wał transmisyjny. Wszystko to wykonywane jest „na oko”, bo brakuje przyrządów pomiarowych. Wreszcie całość można podłączyć, wyregulować termostaty i zawory elektromagnetyczne. Japończycy, którzy dostarczyli silniki, cmokają z uznaniem. Mówią, że tak dobrych fachowców chętnie zatrudniliby w tutejszej stoczni.

Tadeusz oprowadza kolegów po Tokio i jego okolicach. Stara się pokazać specyfikę różnych miejsc. W dzielnicy Shibuya firma Canon kusi swoimi wyrobami. Można bezpłatnie zdobyć aparaty fotograficzne, które są uwięzione w bryłach lodu. Jest tylko jeden warunek: lód trzeba wyskrobać własnymi rękoma.

Odwiedzają Tsukidzi – największy targ rybny na świecie. Z barek na ląd są transportowane ogromne tuńczyki oraz inne okazy oceanicznej fauny. Z pomostu ogłaszane są ceny, na które okrzykami i różnymi gestami odpowiadają tłumnie zgromadzeni kupcy. Ryby muszą jak najszybciej dotrzeć do klientów.

Zakończenie prac przypada na grudzień 1984 roku. Droga powrotna znów wiedzie „szlakiem północnym”.

Powroty do bliskich miejsc

Liczne kontakty nawiązane w Tokio nie wytrzymują próby czasu. Wyjątek stanowi znajomość z ojcem Julianem. Tadeusz Iwaszkiewicz już ponad 50 lat na stałe mieszka w Warszawie. Poznał wiele miast na kilku kontynentach. Jednak za swoje najbliższe miejsce na świecie uważa Śródborów.

Na otwockim cmentarzu znajduje się rozległy grób rodziny Iwaszkiewiczów. Zwieńczony jest suge- stywną kompozycją, którą tworzą dłonie tulące krzyż z ciałem Chrystusa. Inicjatorem i fundatorem tego monumentu był właśnie Tadeusz. Później, ściśle współpracując z księdzem proboszczem Stanisławem Żebrowskim, włączył się w budowę kościoła w Śródborowie. Zaprojektował i sfinansował całe oświetlenie. Przekazał kopię obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Ufundował również wykonanie szopki oraz figury Chrystusa.

Zapytany o refleksję dotyczącą pobytów w Japonii odpowiada: – To bogaty kraj ciężko pracujących i skromnie żyjących ludzi. Tokio urzekło mnie połączeniem tradycji i nowoczesności. Urzekli mnie jego mieszkańcy, a przede wszystkim ich szacunek do innych osób i do przyrody.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.