Radość miała pomysł

KLASA A: TRENER ŁUKASZ STASIUK GOTOWY NA DŁUGOFALOWĄ PRACĘ.

Nie pracuje się tam, gdzie chce się pracować, tylko tam, gdzie chcą, żebyś pracował – mówi nowy trener PKS Radość ŁUKASZ STASIUK. 43-letni szkoleniowiec, mający sobą za pracę z takimi zespołami jak Mazur Karczew czy Bug Wyszków, od początku lipca kieruje przygotowaniami drużyny z Warszawy.

ROZMAWIA MARCIN SULIGA

Po zakończeniu ubiegłego sezonu w wielu klubach z terenu linii otwockiej doszło do zmian szkoleniowców, ale pana przyjście do PKS Radość było chyba największą sensacją. Dlaczego – po prowadzeniu drużyn w czwartej lidze – zdecydował się pan na ofertę „Parafialnych”?
– Przede wszystkim decydująca okazała się rozmowa z prezesem Mateuszem Chmielewskim. Rozmawialiśmy o moim ewentualnym podjęciu pracy w Radości od kilku tygodni. W tym czasie pojawiły się też inne propozycje – nawet z wyższych lig – ale pomysł na to, jak ma wyglądać moja praca w PKS-ie, był najciekawszy. Usiedliśmy do rozmów i były one – co mnie tylko utwierdziło w decyzji – bardzo konkretne. Prezes Chmielewski przystał na moje warunki, co mogło nie być łatwe, bo widziałem swoją rolę trochę szerzej niż tylko prowadzenie pierwszego zespołu. Prezes zgodził się na to, co mu zaproponowałem. Chciałbym zaangażować się w pracę z młodzieżą, koordynować jej szkolenie, aby funkcjonowanie klubu nie opierało się tylko na pierwszej drużynie. Chcemy, żeby to był duży projekt, długofalowy, a to oczywiście wymaga czasu i poświęcenia. Lubię takie wyzwania.

Nie traktuje pan pracy w siódmej lidze jak krok wstecz w karierze?
– Rynek pracy w Warszawie i okolicach nie jest zbyt duży. Trenerów jest więcej niż miejsc, w których można pracować, więc nie ma co wybrzydzać i czekać na wyma-rzoną ofertę z Ekstraklasy, bo jest duże prawdopodobieństwo, że można się jej nie doczekać. Jak mawia wielu trenerów: nie pracuje się tam, gdzie się chce pracować, tylko tam, gdzie chcą, żebyś pracował.

Ja jestem zadowolony z dokonanego wyboru. Klub z Radości naprawdę był bardzo konkretny w działaniach. Nie było żadnych umów „na gębę”. Wszystko mamy spisane i jestem pewny, że współpraca będzie przebiegać tak, jak ustaliliśmy na początku. Mamy dobre warunki do treningu – zarówno latem, jak i zimą – widać, że klub robi wszystko, żeby iść małymi krokami do przodu, co mnie bardzo cieszy.

Prezes Mateusz Chmielewski na pewno liczy, że uda się panu powtórzyć wynik sportowy z Sulejówka, gdzie razem z rezerwami opartymi w znacznym stopniu na młodzieży udało się zająć miejsce w pierwszej dwójce ligi okręgowej.
– Nie ma u nas jakiegoś wielkiego ciśnienia na wynik. Będziemy po prostu ciężko pracować, by wspólnie spełniać marzenia. Na razie trudno powiedzieć, czy potrwa to sezon, czy dwa sezony. Ważne, żebyśmy razem podążali w tę samą stronę. Chcę stworzyć tu prawdziwy zespół, a nie drużynę, w której można sobie pokopać co weekend. Takie podejście w ogóle mnie nie interesuje. Jeśli zawodnik będzie dobry, a nie będzie się angażował, to w mojej jedenastce jego miejsce zajmie piłkarz, który pracuje i chce pracować, bez względu na to, czy w danym momencie jest od niego trochę gorszy. Możemy sobie pozwolić na takie zachowanie, bo nikt na nas nie naciska i nie wywiera presji.

Nie jest tajemnicą, że oglądał pan zespół w ostatnich meczach niespecjalnie udanego dla PKS-u sezonu. Nie wahał się pan ani chwili, by przyjąć ofertę z Radości?
– Mam taką zasadę, że przed przyjęciem zespołu najpierw oglądam drużynę w kilku meczach u siebie i na wyjeździe. Nie inaczej było w przypadku Radości. Oczywiście może nie było to coś, co mnie zachwyciło, ale tego mogłem się spodziewać. Gdyby nie było kłopotów, to pewnie nikt nie zwróciłby się do mnie z prośbą o pomoc. Prezes przedstawił mi wszelkie dotychczasowe bolączki, ale też zapewnił, że cały czas stara się poprawić jakość pracy, i to widać.

Jak na poziom klasy A wygląda to naprawdę bardzo dobrze. Nie ukrywam, że chcielibyśmy sprawić, aby Radość stała się mocnym klubem i jednocześnie była dla zawodników trampoliną do gry w klubie z wyższej ligi, żeby piłkarze mieli szansę sprawdzić się w nich i mogli tam zaistnieć. Mam nadzieję, że uda się nam tego dokonać, ale oczywiście nie stanie się to od razu. Potrzebujemy czasu, dlatego zarówno w imieniu swoim, jak i klubu chciałbym zaapelować do wszystkich, aby nasze działania oceniać po dłuższym czasie, a nie po kilku tygodniach czy ligowych kolejkach.

Jak po kilku tygodniach bezpośredniej pracy z zawodnikami ocenia pan potencjał zespołu z Radości?
– Postawiłem na budowę drużyny od formacji defensywnej. To wynikało przede wszystkim z obserwacji podczas tych kilku oglądanych przeze mnie meczów, w których drużyna miała duży problem z przejściem z ataku do obrony. Staram się teraz wdrożyć moje systemy grania, aby to skorygować. Poza tym trzeba dotrzeć do graczy mentalnie, bo widzę, że niektórzy jeszcze przeżywają poprzedni, nieudany sezon. Mam nadzieję, że ta pewność wróci im w trakcie sparingów,w których gramy niemal wyłącznie z wyżej notowanymi rywalami. Dwa mecze kontrolne za nami – oba zremisowane – i myślę, że to dobry prognostyk przed sezonem. Nie byliśmy w nich faworytem, ale pokazaliśmy się z dobrej strony.

Jeśli chodzi o zawodników, to mamy w drużynie kilku ciekawych chłopaków. Doszło jeszcze paru, którzy wcześniej mieli przerwę w grze. Martwi mnie natomiast absencja Dominika Michałowskiego – bardzo ciekawego gracza – który niestety będzie musiał zrobić sobie dłuższy odpoczynek od piłki ze względu na poważną kontuzję.

A ktoś z zewnątrz dołączy do PKS-u?
– Zmian w kadrze nie będzie dużo, bo nie chcę zaburzać pewnego lokalnego porządku. Myślę, że w takim klubie jak Radość o sile drużyny i klubu powinni stanowić przede wszystkim miejscowi piłkarze, związani z tym regionem. To oni powinni być główną częścią drużyny i stanowić jej charakter. Oczywiście nie unikniemy doboru zawodników z zewnątrz, bo ci też są potrzebni, a nawet niezbędni, ale muszą to być gracze, którzy jeszcze coś wniosą do zespołu.

Na celowniku jest już kilku takich piłkarzy. Część trenuje z nami praktycznie od początku przygotowań. Na razie udało się potwierdzić do gry w Radości jednego z nich. Ofensywę wzmocni grający ostatnio w Victorii Sulejówek Mateusz Trąbiński, który wybrał nasz klub, mimo że miał ofertę z Halinowa, w pobliżu którego mieszka. Być może miałem wpływ na jego decyzję, bo już razem pracowaliśmy. Mamy nadzieję, że to będzie dobra inwestycja, a Mateusz potwierdzi swój talent do strzelania bramek i pokaże, że 29 goli zdobytych w lidze okręgowej nie było dziełem przypadku.

Co do pozostałych piłkarzy to prowadzimy rozmowy z ich dotychczasowymi klubami, ale dopóki nie zostaną potwierdzeni, będziemy ich traktować jako zawodników testowanych.

Radość praktycznie jak co sezon będzie wymieniana w gronie faworytów do awansu. Obecnie mówi się jednak, że większość drużyn będzie walczyć nie o dwa, a tylko o jedno miejsce premiowane przepustką do ligi okręgowej. Drugie ma być zarezerwowane dla OKS Otwock, który latem zrobił dużo zmian w składzie.
– Grałem w piłkę 25 lat. Pięć razy poczułem smak awansu i pięć razy przeżywałem gorycz spadku. Grałem też w zespołach, które były szybko budowane, bo nagle pojawiły się pieniądze. Aspiracje były wielkie, ale nie zawsze kończyło się to sukcesem. Zbudowanie zespołu w tak krótkim czasie nie jest łatwe i przestrzegałbym przed ferowaniem wyroków dotyczących awansu. Myślę, że w pierwszej rundzie nie będzie aż takiej różnicy między drużynami w lidze, w której każdy może wygrać z każdym. rozmawiał Marcin Suliga

Jedna myśl na temat “Radość miała pomysł

  • 6 sierpnia 2019 o 13:52
    Permalink

    Byli już w Radości poważni trenerzy ale ten ma wizję, a to jest cenniejsze od średniej klasy umiejętności.
    Życzę sukcesów w pracy,a co się wiąże i na boisku.Szacunek za chęci budowy zespołu z miejscowych chłopaków 🙂 Sławek.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.