Nie mogę pracować ani wyjść z domu

DRAMAT KOBIETY, KTÓRĄ PRZYGNIOTŁO SPRÓCHNIAŁE DRZEWO.

Tego dnia życie Anny Więckowskiej zawisło na włosku. Kobieta wyszła ze sklepu, gdy z trzaskiem runęło na nią drzewo. Lekarzom udało się uratować oderwaną od nogi stopę, ale niestety kobieta nie może chodzić. – Od pół roku jestem więźniem we własnym domu. Z trudem poruszam się przy pomocy balkoniku. Chciałabym znowu stanąć na nogi i być samodzielna jak przed tragicznym wypadkiem – mówi ze łzami w oczach pani Anna, która potrzebuje intensywnej i kosztownej rehabilitacji.

AGNIESZKA JASKULSKA

O makabrycznym wypadku pani Anny, do którego doszło w sobotę, 9 marca po południu, tuż obok przystanku autobusowego i drogerii Rossmann na wysokości Urzędu Skarbowego w Otwocku, „Linia” pisała w marcu. Kobieta wychodziła z drogerii, gdy runęło na nią spróchniałe drzewo.

– Poczułam uderzenie i ciężar, który mnie przygniatał. Nie mogłam oddychać. Chciałam się podnieść, ale nie mogłam. Wokół pojawiło się dużo ludzi. Mówili, żebym się nie ruszała, że karetka już jedzie, ale nie wiedziałam, że jestem w tak poważnym stanie. Dopiero po chwili ktoś powiedział, że mam otwarte złamanie – wspomina z trwogą pani Anna Więckowska, mieszkanka Otwocka. – To były koszmarne chwile, okupione ogromnym bólem i cierpieniem – wspomina.

Bez rehabilitacji nie będę chodziła

Na ratunek rzucili się przechodnie, którzy ściągnęli z kobiety złamaną, spróchniałą sosnę. Poszkodowana z oderwaną stopą trafiła do szpitala w Warszawie, gdzie lekarze długo walczyli o to, aby kobieta mogła kiedykolwiek chodzić.

– Załamałam się. Moje dotychczasowe życie legło w gruzach. Nagle z aktywnej osoby stałam się niepełnosprawna i nie wiadomo, czy kiedykolwiek wrócę do zdrowia, czy będę mogła wrócić do pracy zawodowej i utrzymać siebie i syna. Nie wiem, jak teraz mam sobie z tym wszystkim sama poradzić. Nie mam pieniędzy, a czeka mnie żmudna i kosztowna rehabilitacja. Do tego kończy mi się umowa o pracę i nie wiem czy pracodawca zechce mi ją przedłużyć – mówi przez łzy pani Anna.

– Spotykają mnie same nieszczęścia. Trzy lata temu mój mąż spadł z drabiny, kiedy był w pracy i po kilku dniach zmarł. Do tej pory ciągnie się sprawa o odszkodowanie. Gdyby żył, byłby mi pomocny, byłoby mi łatwiej. Na domiar złego jeszcze mnie dotknęło takie nieszczęście, że nie mogę chodzić. Sytuację jeszcze bardziej komplikuje to, że spróchniałe drzewo, które mnie przygniotło, rosło na prywatnej posesji, a jej właściciel, bogaty przedsiębiorca nawet nie zainteresował się mną, nie zapytał, czy mi
w czymś pomóc. To jest takie nieludzkie i podłe – tłumaczy kobieta.

– Cieszę się, że drzewo nie połamało mi kręgosłupa lub nie spowodowało innych ciężkich urazów, a lekarzom udało się uratować stopę za co jestem im bardzo wdzięczna. Mam w stopie czucie, ruszam nią, więc jest szansa, że będę kiedyś chodziła. Będę o to walczyła z całych sił. Lekarze zadbali nawet, aby zatuszować ranę i ubytki w tkance, których doznałam. Przeszłam przeszczep skóry i blizny nie są takie brzydkie jak wcześniej – mówi poszkodowana Anna Więckowska.

Obowiązki domowe i inne sprawy spadły na 19-letniego syna pani Anny. – Wszystko jest na jego głowie, ale syn jest dzielny i kochany. Bez niego nie poradziłabym sobie – mówi kobieta, która po domu porusza się przy pomocy balkonika. – Nie mogę stanąć na nogę, którą lekarze uratowali. Mieszkam na drugim piętrze i z pomocą innych osób udaje mi się zejść na dół, aby jechać na konsultacje medyczne. Od kilku miesięcy nie wychodzę. Bez intensywnej rehabilitacji zostanę więźniem we własnym domu – żali się pani Anna.

Sprawa utknęła w prokuraturze

O sprawie na gorąco pisaliśmy w numerze 11 z 18 marca tego roku

Spróchniałe drzewo, które przygniotło kobietę, rosło na terenie nieruchomości będącej własnością otwockich przedsiębiorców. Nie skontaktowali się z poszkodowaną kobietą ani po wypadku w marcu, ani później, choć od zdarzenia minęło prawie pół roku.

Co gorsze, pani Anna nie wie od kogo ma dochodzić swoich praw i domagać się odszkodowania, bo właściciele posesji i otwocki urząd mają swoją linię obrony, a prokuratura od wielu miesięcy nie może ustalić komu, i czy w ogóle komukolwiek postawi zarzuty czy może jednak umorzy sprawę. Wojciech Krawczyk, jeden z właścicieli nieruchomości w marcu br. w rozmowie z „Linią” przyznał: „Nie czujemy się winni tego, co się stało”.

Twierdził, że jako właściciele próbowali wyciąć kilka drzew z tego terenu. Nie potwierdza tego Urząd Miasta w Otwocku, który w dokumencie przesłanym do „Linii” z końcem marca poinformował redakcję, że przedsiębiorcy zwrócili się do urzędu „o wydanie zezwolenia na wycięcie dwóch drzew (sosen)”. Przedsiębiorca argumentował we wniosku, że „jedna sucha sosna zagraża budynkowi oraz przechodniom, zaś druga sosna chyli się na budynek oraz chodnik”.

Urząd zgodził się na wycinkę dwóch sosen, o które wnioskował przedsiębiorca (potem, jak twierdzi urząd, właściciel terenu nie składał kolejnych wniosków o wycinkę innych drzew). Wśród tych, które pozostały na działce znajdowała się spróchniała sosna, która w marcu przygniotła Annę Więckowską. Poszkodowana kobieta bezskutecznie walczy o pieniądze z odszkodowania, które zapewniłby jej prywatną rehabilitację, bo finalnie sprawa utknęła w prokuraturze i niewykluczone, że zostanie umorzona.

Pomagajmy!

  • Leczenie i kosztowną rehabilitację pani Anny można wesprzeć, wpłacając darowiznę na konto Fundacja #DrużynaBłażeja w Józefowie: 07 1090 1753 0000 0001 4194 3559
    W tytule należy wpisać: Więckowska Anna – darowizna na poprawę i ochronę zdrowia”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.