Rządy twardej ręki

ZMIANY W OTWOCKIEJ KULTURZE.

W otwockiej kulturze kipi, buzuje i wrze. W miejsce Otwockiego Centrum Kultury powołano Miejski Ośrodek Kultury, Turystyki i Sportu. Jego dyrektorem została Małgorzata Kupiszewska. Od tego czasu zapadają decyzje budzące zdziwienie i wątpliwości. Odwołano wiele zajęć. Odchodzi część pracowników, większość podpisała list źle oceniający pracę szefowej, który w ubiegłym tygodniu trafił na biurko prezydenta Otwocka.

PRZEMEK SKOCZEK

Wyborowi Małgorzaty Kupiszewskiej na dyrektora Miejskiego Ośrodka Kultury, Turystyki i Sportu od samego początku towarzyszyły kontrowersje. Wytykano jej m.in. brak doświadczenia i fachowej wiedzy w prowadzeniu instytucji kultury. Wcześniej była nauczycielką języka polskiego.

Potem restauratorem, współwłaścicielką Zajazdu u Mikulskich w Wiązownie zlikwidowanego w związku z budową trasy S17. Owszem, często organizowała tam spotkania z ludźmi kultury i sztuki. Dała się też poznać jako prężny koordynator i pomysłodawca projektów upamiętniających rotmistrza Witolda Pileckiego i pułkownika Ryszarda Kuklińskiego.

Te ostatnie dokonania z pewnością są bliskie sercu wielu mieszkańców Otwocka. Także władzom miasta związanym z Prawem i Sprawiedliwością – partią, która kładzie duży nacisk na patriotyzm i pamięć o historii. Wielu mieszkańców zastanawiało się jednak, czy to wystarczające kompetencje do objęcia sterów MOKTiS-u.

Bomba w mrowisku

Stanowisko dyrektorskie Małgorzata Kupiszewska objęła oficjalnie 10 lipca. Co zrobiła przez dwa i pół miesiąca? Sprawozdanie z dotychczasowej dzia-łalności mieliśmy poznać podczas czwartkowego (19 września) posiedzenia komisji kultury, sportu i turystyki. Niestety, w ostatniej chwili dyrektor odwołała swój udział w posiedzeniu. Na komisję nie dotarł także wiceprezydent Paweł Walo. O kulturze na komisji kultury zatem nie rozmawiano, bo ten punkt został wykreślony. Przeanalizujmy jednak sami, co dzieje się w MOKTiS-ie.

Nowa szefowa zaczęła od uporządkowania terenu wokół teatru, w programie pojawiły się letnie koncerty plenerowe i warsztaty dla dzieci. Pierwsza flagowa impreza, jaką miał być festiwal „Wolni od zła”, nie wypaliła. Owszem, miała pewien wymiar promocyjny dla miasta, ponieważ koncert transmitowało Radio dla Ciebie. Ponoć wyszła też z propozycją transmitowania na żywo spektakli teatralnych z otwockiego teatru. Mają zacząć się w listopadzie, ale nie będzie to transmisja lokalnego przedstawienia, tylko gości z zewnątrz – Teatru im. Stanisława Ignacego Witkiewicza z Zakopanego.

To wpisuje się w pewien sposób w szereg zaskakujących decyzji. Wynika z nich, że szykują się gruntowne, wręcz rewolucyjne zmiany w funkcjonowaniu ośrodka. – Od początku na zebraniach z nową dyrektor słyszeliśmy, że to, co robiliśmy dotąd, jest do niczego i teraz wszystko się zmieni – opowiada jeden z pracowników, proszący o anonimowość z obawy o konsekwencje ze strony dyrekcji.

Przede wszystkim okazało się, że wszystkie zespoły działające pod szyldem MOKTiS (pięć grup teatralnych, chór Concordia, orkiestra dęta) nie będą automatycznie kontynuować działalności. Muszą wziąć udział w otwartych konkursach, przedstawić plany i ofertę, które według swoich kryteriów oceni wewnętrzna komisja. Ich przyszłość, mimo wieloletniego zaangażowania i społecznej pracy, stoi więc pod znakiem zapytania.

Małgorzata Kupiszewska zapewnia, iż chce by teatr tętnił życiem. Dla każdego zespołu powinien się znaleźć miejsce i czas. W praktyce odzyskany po latach gmach teatru zaczął być dla grup teatralnych mniej dostępny.

Słynąca z otwartości placówka stała się hermetyczna. Zespołom odmawiano prób na scenie, nawet gdy była pusta, wysyłając je do klubów Smok, Mlądz albo do sal szkolnych lub parafialnych.

Ponadto we wrześniu wstrzymano wszystkie zajęcia i warsztaty w teatrze, klubach Mlądz i Smok oraz w Muzeum Ziemi Otwockiej. W tym ostatnim zapewne nie wrócą tak popularne cykle etnograficznych warsztatów z elementami kulinarnymi, bo „muzeum nie jest miejscem na gotowanie” – taki argument miał paść z ust dyrektorki. W wymienionych placówkach także ogłoszono konkursy na prowadzenie nowych zajęć, nadal czekamy na wyniki. W samych konkursach nie ma nic złego, jednak logiczna byłaby normalna praca wymienionych placówek do czasu rozstrzygnięcia konkursów. Przestoje niczemu nie służą. Po pierwsze – kluby nie zarabiają, po drugie – rodzice dzieci zainteresowani wcześniej ich ofertą mogą nie chcieć czekać i znajdą w tym czasie inne miejsca.

– Niczego nie wstrzymałam, bo nawet nie wiedziałam, kto i jakie zajęcia chce prowadzić – przekonuje Małgorzata Kupiszewska. – Ponieważ poprzednie kierownictwo nie zadbało o zrobienie planu pracy na okres powakacyjny, musiałam od tego zacząć. Tyle że nie było kogo się zapytać. Mało tego, przez pewien czas nie miałam wstępu do podległych mi placówek. Nie odbyło się nic takiego jak oficjalne przekazanie obiektów – kluczy do nich, haseł dostępu do instalacji alarmowych, nie mówiąc już
o dokumentacji budynków czy spisach inwentarzowych. Na „wyprostowanie” tych spraw potrzeba czasu i ludzi. Właśnie to robimy, stykając się na każdym kroku z obstrukcją i niechęcią różnych ludzi, którym trudno pogodzić się z nieuchronnymi zmianami – podkreśla.

Gdzie ta współpraca?

W wywiadzie udzielonym „Linii” w lipcu Małgorzata Kupiszewska przekonywała: „Chcę nawiązać szeroką współpracę ze wszelkimi lokalnymi aktywistami i organizacjami pozarządowymi, które mają wielki potencjał”. Początki pokazują jednak coś innego. Gdy Kama Grott-Tomaszek, szefowa Fundacji Promocji Kultury OtwArte, która od 16 lat organizuje Europejski Festiwal Muzyczny, przyszła ustalać szczegóły koncertów w teatrze, natknęła się na mur. Przez lata sala „Jaracza” była udostępniana nieodpłatnie na festiwalowe koncerty, które nie są biletowane.

To miało się zmienić. Dyrektor Kupiszewska chciała udostępnić salę na zasadach komercyjnych. Proponowała ewentualnie przeniesienie koncertów do podległych jej klubowych placówek. Wyobraźmy sobie na przykład Jerzego Maksymiuka dyrygującego orkiestrą w Klubie Smok…

– Nie przyjęliśmy propozycji pani dyrektor. Teatr im. Jaracza jest jedynym w Otwocku profesjonalnie przygotowanym miejscem na realizację takiej rangi wydarzenia, jakim jest nasz festiwal. Mamy zresztą na to umowę podpisaną z poprzednim dyrektorem OCK – podkreśla Kama Grott-Tomaszek. W dojściu do porozumienia pomogła dopiero interwencja prezydenta Jarosława Margielskiego. Koncerty będą odbywać się tak jak w ubiegłych latach. Jak to się jednak ułoży w przyszłości, nie wiadomo.

Kolejny przykład złej współpracy już krótko opisywaliśmy. Miejska Biblioteka Publiczna chciała tradycyjnie skorzystać z gościny teatru podczas cyklicznej akcji Narodowe Czytanie. Próba narzucania przez panią dyrektor własnych pomysłów skutkowała tym, że biblioteka zrobiła akcję (bardzo udaną) u siebie. Własna, fastrygowana na szybko inicjatywa przy teatrze, nie wypaliła w ogóle.

– Odnoszę wrażenie, że wielu twórcom kultury z trudnością przychodzi żegnać się z (błogo)stanem, który panował wcześniej. Nie zamierzam sterować ręcznie życiem artystycznym, ale oczekuję więcej inicjatywy i samodzielności, bardziej postawy: „co mogę zaproponować miastu” niż „co miasto może mi dać” – ripostuje Kupiszewska.

– Jako ośrodek kultury dysponujemy pomieszczeniami, terenem, funduszami. To, co mamy, chcemy oddać do dyspozycji tym, którzy funkcjonują w kulturze. Ale musi to odbywać się w jakimś porządku. Rozumiem, że wszystkim teraz zaczyna się spieszyć, ale ja także jestem w podobnej sytuacji. Czekam na „przekazanie gospodarstwa”, pracuję nad budżetem na 2020 rok, układam bieżący plan pracy, organizuję wydarzenia związane z przypadającymi teraz datami historycznymi. Niektóre rzeczy dzieją się tak szybko, że zanim coś skomentuję, zdementuję, problem przestaje być aktualny. Proszę zatem o wyrozumiałość i odrobinę cierpliwości. Zgrzyty są nawet w rodzinach. Najważniejsze, aby potem usiąść, porozmawiać, ustalić plan działania i pracować wspólnie dla dobra mieszkańców Otwocka.

Zła atmosfera pracy

Od początku pracy Małgorzaty Kupiszewskiej w MOKTiS-ie mówi się również o jej apodyktycznych rządach i licznych napięciach. W krótkim czasie wielu pracowników złożyło wymówienia. Nie chcą pracować z nową szefową.

– Pomysły kadrowe są absurdalne. Na przykład mamy nie być już wyspecjalizowanymi pracownikami związanymi z konkretną instytucją. Każdy ma być od wszystkiego. Teraz nie będziemy już pracownikami muzeum, Smoka czy teatru, ale ogólnie pojętego MOKTiS-u, i jako tacy będziemy wysyłani tam, gdzie akurat potrzeba. I w godzinach, jakie wskaże szefowa, na przykład od 14 do 22.

Bez uprzedniego planu, konsultacji i uwzględniania naszych rodzinnych, prywatnych spraw. Na to się nie godzę – opowiada jedna z pracownic. Zadziwia skala zmian, które obejmują wszystkie podległe MOKTiS-owi placówki i zespoły. Czy rzeczywiście dotychczasowa działalność jest oceniana wyłącznie negatywnie? – Absolutnie nie! Nie zamierzałam z nikogo rezygnować i nie przyszłam do MOKTiS-u z nastawieniem, żeby kogokolwiek „wycinać”.

Proszę sobie wyobrazić, że z chwilą obejmowania przeze mnie stanowiska znalazłam się w sytuacji, gdy na 28 zatrudnionych pracowników miałam do dyspozycji tylko trzech, ponieważ trwały urlopy. A siedem kluczowych osób złożyło wymówienia. Nie miałam najmniejszej szansy, żeby tych ludzi bliżej poznać i ocenić ich kompetencje. To raczej oni – nie poznawszy mnie i moich oczekiwań – ocenili mnie negatywnie lub z takim nastawieniem podjęli pracę – odbija piłeczkę Kupiszewska.

Atmosfera pracy musi być naprawdę zła, ponieważ w ubiegłym tygodniu pracownicy MOKTiS-u wystosowali oficjalny list do władz miasta, w którym bardzo krytycznie oceniają styl i sens działań swojej szefowej. Podpisali go prawie wszyscy jej podwładni. Jak zareaguje prezydent? O komentarz poprosiliśmy wiceprezydenta Pawła Walo, ale nie uzyskaliśmy go do czasu zamknięcia numeru. Nie odpisała nam również sama zainteresowana. n

Komentarz

Dobra zmiana?

  • W każdej instytucji jest co poprawiać i udoskonalać, to rola nowego szefa. Jestem związany z otwocką kulturą blisko 30 lat i przeżyłem już kilku dyrektorów. Każdy coś po sobie zostawił, ale nigdy dotąd nie byliśmy świadkami dekonstrukcji całego systemu. Tym razem skala wprowadzanych zmian jest bezprecedensowa. Ktoś powie – to dobrze, wcześniej pewnie nikt nie miał odwagi tego zrobić. No tak, tylko po co miałby to robić? Zmian potrzeba wtedy, gdy coś dzieje się bardzo źle. Czy można to powiedzieć o działaniach Otwockiego Centrum Kultury?
    Wystawiać mu wyłącznie negatywną ocenę?
    Czy otwocka kultura była „w ruinie”? Na pewno daleko jej do ideału, choć w ostatnich latach działalność OCK bardzo się rozwinęła, przede wszystkim dzięki nowemu gmachowi teatru i kreatywności ludzi. Czy wymaga zatem całkowitego przekonstruowania? Czym ta rewolucja jest podyktowana? Gdy patrzy na działania Małgorzaty Kupiszewskiej, można odnieść wrażenie, że zamiast coś budować, jedynie psuje. Może to jednak pierwszy etap? Ma powstać kupa gruzu i dopiero na niej zbuduje się coś nowego. Tylko co to będzie?

6 myśli na temat “Rządy twardej ręki

  • 23 września 2019 o 22:08
    Permalink

    Nie zgadzam się z artykułem zawsze trzeba pozwolić na rozwinięcie skrzydeł .Paweł Galas

    Odpowiedz
    • 27 września 2019 o 23:17
      Permalink

      No cóż, ta Pani wystarczająco rozwinęła swoje skrzydła.

      Odpowiedz
  • 24 września 2019 o 08:26
    Permalink

    Cóż napisać. Pan Prezydent wziął sobie za zastępcę Korwinowca, to ma efekty. Dopuszczanie tych ludzi do władzy i administracji publicznej to jak dawanie małpie brzytwy. Niestety obawiam się, choć chciałbym się mylić, że po rządach Pana Walo w Otwocku w nadzorowanych przez niego działach pozostaną popioły i zgliszcza.

    Odpowiedz
  • 24 września 2019 o 19:57
    Permalink

    Nie zgadzam się z tym artykułem. W Jaraczu ludzie pracowali bardzo leniwie. W kasie teatru 2 panów i z żadnym nie można się dogadać, sztywni, nie wychodzą naprzeciw oczekiwaniom, niechętni do pomocy i zwyczajnie niemili. Nic dziwnego że osoba pani Kupiszewskiej budzi taką niechęć ponieważ zburzyła święty spokój pracowników, od których nikt nic nie wymagał, nie musieli być kreatywni ani przyjażnie nastawieni-pensja i tak wpływała. Każda inicjatywa z pewnością budzi sprzeciw bo trzeba dać coś od siebie. Trzymamy kciuki, zmiany muszą nastąpić, przecież ten teatr potrzebuje dobrego managera, z inicjatywą, pani Małgorzata ma pełne ręce roboty.

    Odpowiedz
    • 27 września 2019 o 23:19
      Permalink

      Widać, że temat tzw. „dobrej zmiany” wraca jak bumerang… Byleby nie uderzył w czoło.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.