Turniej w cieniu ulicznych zamieszek

KARATE: KOLEJNY TYTUŁ NA KONCIE AGNIESZKI WINEK.

Zawodniczka KSW Bushi Agnieszka Winek w wielkim stylu sięgnęła po Puchar Świata w Chile. Zawody rozgrywane w stolicy kraju Santiago rozpoczęły mistrzowski tryptyk startów utytułowanej reprezentantki Polski

MARCIN SULIGA

Domowa kolekcja medali i kolejnych pucharów jest duża i powoli brakuje miejsca na następne, ale takiego jak ten jeszcze nie miałam. Rzadko zdarza się, choć nie jestem wysoka, by zwycięski puchar był większy od zawodnika, a ten taki jest – stwierdziła zaraz po powrocie Chile, gdzie odbywał się Puchar Świata, zawodniczka KSW Bushi, Agnieszka Winek.

– Na szczęście w samolocie i na lotniskach nie było z nim większego kłopotu, a wręcz przeciwnie. Podczas kolejnych przesiadek dostałam mnóstwo gratulacji przez co mogłam świętować swój sukces nieco dłużej. To było bardzo miłe – dodaje z radością reprezentantka Polski.

Gorące ulice Santiago

Nie wiele jednak brakowało by turniej w stolicy Chile – Santiago, nie doszedł do skutku. Niemal równo ze startem zawodów w centrum miasta wybuchły zamieszki i antyrządowe manifestacje mieszkańców, które były odpowiedzią na podwyżkę cen biletów komunikacji miejskiej. – Gdy przylecieliśmy było w miarę spokojnie, choć powoli dochodziły nas słuchy, że coś może się wydarzyć – mówi Winek.

– Zamieszki wybuchły w piątek dokładnie w momencie, kiedy wracaliśmy do hotelu po weryfikacji. Jechaliśmy główną linią metra, więc trafiliśmy w samo epicentrum całych wydarzeń. Na stacji Los Heroes młodzież i studenci zaczęli przeskakiwać nad bramkami z biletami, rozpoczynając całe protesty. Do końca nie wiedzieliśmy o co chodzi i jak na to wszystko reagować, dopiero osoby mówiące po angielsku wytłumaczyły nam co się dzieje. To było coś niesamowitego, choć to był dopiero początek. Ludzie momentalnie wyszli na ulice by protestować, szybko też pojawiła się policja oraz wojsko. Nam ktoś poradził, abyśmy wracali pieszo. Potem usłyszeliśmy, że ludzie informują o tym, że policja może użyć gazu. Byliśmy lekko zdezorientowani tym co się dzieje, ale po chwili faktycznie usłyszeliśmy huk wystrzału i rozpstrzesteniający się gaz. Razem z Pawłem Juszczykiem zaczęliśmy jak nam kazano uciekać w boczne uliczki – relacjonuje zawodniczka. – Udało nam się dobiec szczęśliwie do hotelu, gdzie zaczęliśmy się zastanawiać czy zawody dojdą do skutku – kończy Winek.

Rytm turnieju

Organizatorzy zapewnili wszystkich uczestników, że pomimo trudnej sytuacji na ulicach Santiago zawody są niezagrożone. Dzień później na zawodników pod hotelem czekał autobus, który zawiózł ich pod halę. Ta okazała się jednak zamknięta. – Zaczęliśmy myśleć, że nic nie uda się zrobić, bo miasto do którego trafiliśmy kilka dni temu wyglądało zupełnie inaczej niż teraz. Wszędzie były jakieś ślady starć, ogniska ze starych opon… Wyglądało to źle i baliśmy się, że wszystkie przygotowania, cały wysiłek włożony w treningi, wszystkie pieniądze na wydane na wyjazd pójdą na marne – mówi Winek.

Za sprawą specjalnego pisma ze strony rządu główna arena turnieju znów została otwarta dla zawodników. – Wiedzieliśmy, że będziemy walczyć, ale mimo wszystko po tym co widzieliśmy i co można było usłyszeć poza murami hali, trudno było zebrać myśli. Dopiero po oficjalnym rozpoczęciu turniej zaczął bić swoim rytmem i udało się przestawić na emocje typowo turniejowe – przyznaje Winek.

Honorowa postawa

Reprezentantka Bushi turniej rozpoczęła od wolnego losu i czekała na swą półfinałową przeciwniczkę. Jej rywalką okazała się reprezentantka Grecji – Stefania Glara. – Podglądałam ją we wcześniejszej walce i zauważyłam, że często wykorzystuje frontalne kopnięcie na twarz. Wiedziałam, że muszę na to uważać, albo stosować taką technikę, która by ją wytrącała z rytmu. Zdecydowałam się na kopnięcie w udo i to było dobre rozwiązanie, bo było widać, że rywalka je odczuła. Trener kazał mi to powtórzyć i znów przyniosło to skutek, dzięki czemu dostałam punkt – mówi Winek.

Po dwóch minutach walki sędziowe odgwizdali koniec pojedynku i zwycięstwo Polki. Ta decyzja wywołała konsternację zarówno u greczynki jak i… u Winek.

– To był ten moment turnieju, kiedy walki powinny trwać już trzy minuty. W tym całym zamieszaniu sędziowie chyba o tym zapomnieli i skończyli walkę po zaledwie dwóch minutach. Starałam im się pokazać, że potrzeba jeszcze minuty, ale to nie pomagało. Podobnie zresztą protesty mojej rywalki – mówi zawodniczka Bushi.

– Nie lubię takich sytuacji i jest to wbrew mojemu kodeksowi, dlatego wsparłam protest mojej przeciwniczki i poprosiłam o rozegranie brakującej minuty walki. Oczywiście mogłam przez tą minutę przegrać, ale gdybym wygrała wiedząc, że nie wszystko było fair, nie czułabym się z tym dobrze. Tu nie walczy się o pieniądze, tu walczy się o honor – dodaje Winek, która spokojnie wytrwała wznowiony pojedynek i zameldowała się w finale.

Celujący plan

Ze względu na wcześniejsze opóźnienia ostatnia walka w tej kategorii musiała zostać przesunięta z soboty na niedzielę. Finałową rywalką utytułowanej Polki była zawodniczka gospodarzy – Vania Ciblic.

– Ją również obserwowałam i miałam pewne spostrzeżenia odnośnie taktyki na tą walkę. Przed wejściem na matę, ćwiczyłam z inną koleżanką z Polski to jak mam się zachować i to przyniosło skutek. Zaraz po rozpoczęciu walki mocno na nią ruszyłam, ona próbowała swojej najmocniejszej techniki, ale ja szybko skontrowałam swoją kombinacją. Trafiłam ją w twarz, to ją lekko oszołomiło i potem wykorzystałam to zdając decydujący cios. Walka finałowa trwała niecałe 30 sekund – mówi Winek.

– Po pojedynku powiedziałam jej, że wiedziałam co chciała zrobić i jak chciała mnie zaskoczyć. Ona też powiedziała mi, że obejrzała kilka moich walk w internecie, ale moja taktyka okazała się lepsza – mówi zawodniczka Bushi Wygrana w Chile to początek mistrzowskiego tryptyku Winek na koniec tego roku. W listopadzie zdobywczynię Pucharu Świata (federacji WKB) czekają jeszcze starty w Mistrzostwach Europy, które pod koniec listopada odbędą się w Dębicy, i najważniejsza impreza tego roku Mistrzostwa Świata w Kazachstanie.

– Czeka mnie dość intensywny czas, ale jestem już na tyle doświadczoną zawodniczką, że powinnam sobie dać radę z odpowiednim przygotowaniem. To będzie pracowity okres – twierdzi zawodniczka.

Łut szczęścia

Szymon Olpiński znakomicie przebrnął przez fazę eliminacyjną, ale
w ćwierćfinale trafił na niezwykle wymagającego ukraińca Nikitę Pyszczenko. Walka była niezwykle wyrównana i zakończyła się dopiero po dwóch dogrywkach wskazaniem sędziów. Werdykt arbitrów dał jednogłośny awans zawodnikowi z Ukrainy.

– To była naprawdę świetna walka godna fazy medalowej. Szymon walczył świetnie, a o jego przegranej zadecydowały detale. Na pewno nie może się wstydzić swojego występu – mówi Winek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.