Argentyńczyk w Vulcanie znalazł szczęście i przyjaźń

Bohaterami letniego okienka transferowego byli bez wątpienia piłkarze z Otwocka. Kibice bardzo śledzili ruchy kadrowe OKS Otwock próbującego odbudować swoją pozycję w lokalnej piłce. Nieco w cieniu pozostawały działania lokalnego rywala – Vulcanu Wólka Mlądzka. Jednak tylko do czasu, gdy w klubie pojawił się piłkarz z Argentyny. Brian Torrado – prywatnie kibic Club Atletico Indepediente – uznał, że to w Polsce będzie spełniał piłkarskie marzenia…

Paryż, Rzym, Tokio czy Rio de Janeiro – to tylko niektóre z największych miast świata, które znalazły się na stojącym od kilku lat w centrum Otwocka drogowskazie. Brakuje na nim Buenos Aires. A szkoda, bo właśnie to miasto ma coraz więcej wspólnego ze stolicą powiatu. Choć najważniejsze miasto Argentyny dzieli od Otwocka ponad 12 tysięcy kilometrów, właśnie stamtąd w ostatnim czasie przyjeżdża do nas coraz więcej piłkarzy. W trakcie niespełna dekady na lokalnych boiskach mogliśmy oglądać takich graczy jak: Martin Herman, Pablo Cristian Piyuka czy Axel Gandarela. Wszyscy reprezentowali barwy OKS Otwock. Teraz do tego latynoskiego grona dołączył Brian Torrado, który stał się pierwszym Argentyńczykiem w historii innego klubu z Otwocka – Vulcanu Wólka Mlądzka.

Polski trop

Przygoda 23-latka z Polską rozpoczęła się… jeszcze w Argentynie, gdzie trafił do drużyny Polonia Futbol Club. Nazwa nie jest przypadkowa. – To klub z polskimi korzeniami. Gra w nim sporo zawodników, którzy mają polsko brzmiące nazwiska albo ich dziadkowie w przeszłości mieszkali w Polsce – mówi Torrado. – Są też – tak jak ja – rodowici Argentyńczycy – dodaje.

Torrado trafił do Polonia FC po tym, jak nie udało się mu dostać do klubu z wyższej ligi i przez chwilę był bezrobotnym piłkarzem szukającym miejsca do gry. – Zawsze chciałem zostać profesjonalnym piłkarzem i w pewnym momencie nadarzyła się szansa, by załapać się do drużyny występującej w drugiej lidze. Niestety byłem młody, nie miałem menadżera i nie dałem rady tego wszystkiego dopiąć jak należy. Temat transferu upadł i musiałem szukać sobie nowego klubu – tłumaczy Brian. Wtedy pomocną dłoń wyciągnęli do niego działacze Polonia FC, którzy uznali, że chłopak będzie dla nich wzmocnieniem. Tam po raz pierwszy spotkał się z występującym obecnie w Wildze Garwolin, a poprzednio w OKS Otwock, bramkarzem Axelem Gandarelą.

Znane miejsce

Latem Polonia FC razem z Brianem Torrado jako reprezentacja Argentyny przyjechała do Gdyni, gdzie odbyły się XIX Igrzyska Polonijne. Zespół z Ameryki Południowej bronił w nim złota wywalczonego w Toruniu. Obrońcy tytułu znów trafili do wielkiego finału, w którym tak jak poprzednio czekała na nich reprezentacja Czech. Regulaminowy czas gry i dogrywka nie przyniosły bramek i o zwycięstwie musiały zadecydować rzuty karne, które lepiej wykonywali nasi południowi sąsiedzi. – Szkoda, że nie udało się wygrać. Mieliśmy duże apetyty, by znów sięgnąć po złoto, ale nie wyszło – mówi Torrado.

On i kilku jego kolegów z reprezentacji postanowili zostać nad Wisłą i tu poszukać możliwości gry. – Polska nie była dla mnie obcym krajem. Na historii dużo mówiło się o was zwłaszcza w kontekście drugiej wojny światowej. Poza tym wiedziałem trochę o Warszawie, Legia też nie była dla mnie anonimowym klubem – przyznaje Torrado.

– Kiedy pojawiła się perspektywa wyjazdu do Polski, nie zastanawiałem się długo. Wiedziałem, że chcę tu przyjechać, zostać i grać. W Argentynie jest wielu świetnych chłopaków, ale tam rządzi korupcja. Szansę gry dostają głównie ci, którzy mają pieniądze, a nie prawdziwy talent – dodaje.

Ostatnia szansa

Po turnieju w Gdyni zawodnicy z Argentyny trafili do Garwolina, gdzie od blisko roku przebywa Axel Gandarela. Tam przez kilka dni trenowali razem z piłkarzami czwartoligowej Wilgi. Ich angaż do tego zespołu był jednak wątpliwy ze względu na przepisy PZPN, które pozwalają na zatrudnienie maksimum dwóch zawodników nielegitymujących się paszportem któregoś z krajów Unii Europejskiej. – W Garwolinie byliśmy dwa dni, ale wiedzieliśmy, że raczej tam nie zostaniemy. Musieliśmy znaleźć sobie nowe miejsce – mówi Torrado. Wtedy pojawiła się możliwość testów w Vulcanie.

Argentyńczycy pojawili się na jednym z ostatnich sparingów przed nowym sezonem. W starciu z Wilgą Miastków Kościelny wypadli na tyle dobrze, że trener Michał Kurek postanowił jeszcze ich zatrzymać, żeby przyjrzeć się im bliżej. – To była ostatnia szansa na pozostanie tu. Każdy z nas był już praktycznie spakowany i miał kupiony bilet powrotny do Argentyny. Nie chcieliśmy wracać, ale zdawaliśmy sobie sprawę, że jest tylko jedno wolne miejsce – mówi Torrado. – To był dla nas trudny moment, bo wszyscy się znaliśmy i lubiliśmy, ale musieliśmy ze sobą rywalizować. Jednak podeszliśmy do tego po męsku. Nie było między nami złej chemii, nikt nie rzucał sobie kłód pod nogi. Każdy robił wszystko, by jak najlepiej sprzedać swoje umiejętności – dodaje Torrado.

– Przyznam, że to nie był łatwy wybór, bo każdy z nich prezentował takie umiejętności, że najlepiej byłoby przygarnąć całą piątkę. Niestety nie mogliśmy sobie na to pozwolić. Musieliśmy ograniczyć się do jednego z nich – mówi trener Kurek. – Jeden dobrze mówił po angielsku i wiadomo było, że łatwiej będzie się z nim porozumieć, ale to Brian najbardziej pasował mi do koncepcji drużyny. Jest lewonożny, dobrze operuje piłką, a do tego znakomicie wykonuje stałe fragmenty gry. Takiego gracza brakowało mi w kadrze i to zdecydowało o wyborze – dodaje szkoleniowiec Vulcanu.

Trudne wyczekiwanie

Torrado został w Vulcanie, ale ze względu na brak certyfikatu uprawniającego do gry musiał czekać na debiut ponad trzy tygodnie od inauguracji rozgrywek. Na jego debiut czekali też kibice klubu z Wólki Mlądzkiej, bo wieść o nowym, błyskotliwym graczu z Ameryki Południowej pocztą pantoflową szybko rozniosła się nad Świdrem.  – Oczekiwanie na pierwszy mecz było trudne. Gdy oglądałem kolejne gry chłopaków i wiedziałem, że nie mogę im pomóc, to nie było łatwe. Nerwy, jakie towarzyszyły mi na ławce, były zdecydowanie większe niż podczas gry na boisku. Miałem wrażenie, że odczuwam te wszystkie emocje dwa razy mocniej niż oni na murawie – przyznaje Torrado. – Starałem się jednak jak najwięcej obserwować i potem dawać im podpowiedzi – mówi 23-latek z Buenos Aires.

Nowy gracz Vulcanu zadebiutował w czwartej kolejce w starciu z Wisłą Maciejowice. Torrado już podczas pierwszego występu skradł serca jak zawsze żywiołowych kibiców z Wólki Mlądzkiej. Argentyńczyk zdobył dwie bramki i dodał do tego asystę przy golu Łukasza Konowrockiego. Ten występ dał Vulcanowi pierwsze zwycięstwo w sezonie. – Nie czułem żadnej presji przed tym meczem. Od pierwszej minuty towarzyszyła mi radość, że wreszcie mogę wybiec na boisko – mówi Torrado.

– Dość szybko udało się strzelić bramkę i tego momentu nigdy nie zapomnę. Radość kibiców, ich szczęście dodały mi pewności siebie. Oni są naszym ogromnym wsparciem, o czym przekonałem się nie tylko podczas tego jednego meczu – zapewnia pomocnik zespołu z Wólki Mlądzkiej.

Trzeba korzystać

Jak sam przyznaje, poziom rozgrywek w Polsce nieco go zaskoczył. – Gra jest na naprawdę niezłym poziomie. Jest też dużo ciekawych zawodników. Jednak pierwszą rzeczą, na którą zwróciłem uwagę, jest organizacja. W porównaniu z tym, jak to wygląda w Argentynie, Vulcan jest naprawdę profesjonalnym klubem. Mamy znakomity stadion, murawa też wygląda imponująco. Mamy do dyspozycji praktycznie wszystko, czego zawodnik potrzebuje do treningu – uważa „Torra”. – Nasza drużyna też jest niezła, ale musimy usystematyzować kadrę i formę. Jeśli to się uda, jestem przekonany, że po zimie będzie zdecydowanie lepiej niż teraz. Musimy tylko za każdym razem dawać z siebie wszystko, bo przy tak wyrównanych drużynach, z jakimi rywalizujemy w lidze, to właśnie ten element może zadecydować o naszym zwycięstwie lub porażce – dodaje.

23-latek z Buenos Aires zdaje sobie sprawę, że Vulcan nie ma już większych szans na to, by zająć jedno z dwóch miejsc premiowanych awansem do ligi okręgowej, ale wierzy, że jego drużyna w drugiej części sezonu będzie punktować znacznie lepiej i zakończy rozgrywki blisko czołówki.

Druga rodzina

Torrado nie żałuje przeprowadzki do Polski i gry w Vulcanie. Jak mówi, znalazł tu praktycznie wszystko, czego potrzebował – klub, który dał mu możliwość gry, a także nowych przyjaciół, którzy są dla niego drugą rodziną. – Chłopaki szybko przyjęli mnie do siebie. Owszem, czasem trudno było się porozumieć, ale oni byli cierpliwi i wcześniej czy później udało się dogadać. Widać, że podchodzili do mnie z ogromnym sercem i zrozumieniem. Jestem im za to niezwykle wdzięczny, bo to bardzo pomogło mi poczuć się tu jak u siebie – mówi Argentyńczyk. – Jest też kilka osób, z którymi jestem szczególnie związany. Mój przyjaciel Irek (Pustoła – przyp. red.) i jego rodzina od początku dobrze się mną zajęli. Nie tylko dali mi pracę, lecz także traktują mnie jak członka rodziny. Często u nich goszczę. Mogę też liczyć na Daniela i Paulinę, którzy są moim wsparciem i pomagają mi uczyć się języka polskiego. Nasi klubowi działacze również okazali mi wielką troskę, ale najbardziej chciałbym podziękować trenerowi Michałowi. To nie tylko bardzo dobry szkoleniowiec, który z pasją podchodzi do tego, co robi, lecz także świetny gość. Zaufał mi nie tylko na boisku, ale i poza nim, dając mi dach nad głową. Dla mnie to wyjątkowy człowiek, do którego zawsze będę miał mnóstwo szacunku
– mówi pomocnik Vulcanu.

Kibice z Buenos

Decyzję Torrado wspiera również jego rodzina, która pozostała w Buenos Aires, ale to najbliżsi sami namawiali go na wyjazd do Polski.

– Rodzice cały czas popierali mój pomysł wyjazdu z Argentyny. Gdy nadarzyła się okazja, mówili, żebym spróbował i nie tracił szansy. Wiedzieli, że bardzo tego pragnę – przyznaje „Torra”. – Byli bardzo szczęśliwi, kiedy dowiedzieli się, że udało mi się znaleźć klub. Tata jest prawdziwym fanatykiem futbolu, a mama moim największym kibicem. Dzięki mediom społecznościowym praktycznie codziennie kontaktujemy się ze sobą i rozmawiamy o tym, jak wygląda moje życie tutaj. Oni bardzo by chcieli tu przyjechać i zobaczyć choć jeden mój mecz, ale obecnie nie jest to możliwe – dodaje.

Jednak wkrótce Brian spotka się ze swoimi rodzicami. Za parę dni wylatuje na kilka tygodni do Argentyny, gdzie spędzi nie tylko święta Bożego Narodzenia i przywita Nowy Rok, lecz także będzie świętować kolejne urodziny. – Zgodnie z życzeniem rodziców zawiozę im kilka pamiątek z Vulcanu oraz wycinki z gazet. Rodzice zbierają takie rzeczy i mają na nie specjalne miejsce w domu. To takie nasze prywatne muzeum – śmieje się.

Prezent z Ameryki

Zawodnik z Argentyny wróci w połowie stycznia, kiedy w Polsce będzie środek zimy. „Torra” bardzo czeka na ten moment. – Nie miałem zbyt wielu okazji, by zobaczyć śnieg. Wiem, że tu zimy są bardzo śnieżne, i już nie mogę doczekać się chwili, gdy to zobaczę i poczuję – mówi pomocnik.

Niewykluczone, że prosto z Buenos Aires 23-letni nabytek Vulcanu wróci ze spóźnionym prezentem gwiazdkowym. Jest duża szansa, że wiosną do zespołu z Wólki Mlądzkiej dołączy kolejny zawodnik z Argentyny – Julian Jaqet Beto. – Razem byliśmy na pierwszych testach w Vulcanie. Wtedy ja zostałem, a on musiał wrócić do kraju, ale teraz jest szansa, że zagramy razem. Znamy się już kilka dobrych lat, więc myślę, że to zaprocentuje. To będzie dla nas duże wzmocnienie – zapewnia Torrado.

Dziękuję Paulinie Sławek za pomoc w zrealizowaniu materiału.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.