Wrzucił pieski do pralki

Mieszkaniec Otwocka włożył dwa pieski do pralki, a potem ją włączył. Zwierzęta nie przeżyły takiej tortury. Przerażającego odkrycia dokonała córka mężczyzny. Andrzej P. został zatrzymany. Odpowie za uśmiercenie ze szczególnym okrucieństwem dwóch psów, za co grozi mu pięć lat więzienia.

AJ

Dramatyczne sceny rozegrały się we wtorek, 3 grudnia w jednym z domów w centrum Otwocka. 51-letni Andrzej P. był w domu sam z dwoma psami. Pił alkohol i prawdopodobnie brał też leki. Jak potem tłumaczył się organom ścigania – rano nakarmił yorki i bawił się z nimi. Nie wiadomo, co pchnęło 51-latka do okrucieństwa. Złapał psy i wrzucił je do pralki.

– Mężczyzna umieścił w pralce dwa psy rasy yorkshire terrier, a następnie uruchomił urządzenie. Psy nie przeżyły – informuje Marcin Saduś z Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga. I dodaje, że 51-latek nie był właścicielem psów. Zamroczony alkoholem Andrzeja P. poszedł spać. Po południu do domu wróciła jego córka. Nogi się pod nią ugięły, gdy w pralce dostrzegła dwa martwe pieski. Kobieta krzyczała na ojca, ale ten tylko coś bełkotał pod nosem.

Policja zatrzymała Andrzej P. Sąd Rejonowy w Otwocku zdecydował o aresztowaniu podejrzanego na miesiąc, choć prokuratura wystąpiła z wnioskiem o areszt trzymiesięczny. Przedstawiono mu zarzut uśmiercenia zwierząt ze szczególnym okrucieństwem.

– Prokuratura zleciła przeprowadzenie sekcji zwłok zwierząt – mówi Saduś. I dodaje, że podejrzany nie potrafił racjonalnie odnieść się do zarzutów. Złożył niespójne wyjaśnienia i zalewał się łzami. Nie kwestionuje, że wrzucił psy do pralki, ale też mówi o nich z dużą sympatią. Organom ścigania tłumaczył, że rano nakarmił yorki, potem bawił się z nimi i nagle doznał zaćmienia, zupełnie jakby „urwał mu się film”, bo nic nie pamięta aż do chwili, gdy po południu z krzykiem obudziła go córka.

51-latek nie był w przeszłości karany, ale leczył się psychiatrycznie. – Nie zostało jednak stwierdzone, że był niepoczytalny. Zostaną przeprowadzone badania sądowo-psychiatryczne – informuje Marcin Saduś z praskiej prokuratury. Andrzejowi P. grozi do pięciu lat więzienia.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.