Rowerowy cykl z niespodziankami

Za niespełna dwa miesiące odbędzie się pierwszy z 12 wyścigów w ramach Małej Ligi XC. Nadchodzący sezon może być przełomowy dla tego lokalnego i dotychczas kameralnego cyklu kolarskiego nie tylko ze względu na zmianę nazwy. O przygotowaniach do nowego sezonu, planach i zmianach opowiedział „Linii” jeden z organizatorów zawodów MACIEJ MYCIELSKI

Dokładnie przeanalizowaliście poprzedni sezon Małej Ligi XC?

 – Analiza jest pierwszym krokiem do zrobienia postępu, dlatego zawsze staramy się to wszystko analizować. Skupiamy się jednak nie tylko na własnych obserwacjach, lecz także bierzemy pod uwagę głosy innych – zawodników, kibiców, a nawet takich, brzydko mówiąc, rowerowych laików niezwiązanych z tą branżą, którym udało się zetknąć z naszym projektem. Oni też często mają swoje spostrzeżenia, na które my, jako organizatorzy, moglibyśmy nie zwrócić uwagi. To są często bardzo cenne wskazówki, z których staramy się korzystać. To pozwala przełamywać rutynę, która często może okazać się zgubna.

To stąd wzięła się decyzja o tym, aby w harmonogramie tego sezonu pojawiło się więcej maratonów?

– Ubiegły rok był swego rodzaju eksperymentem, bo wprowadziliśmy zestaw czterech maratonów, dla których była prowadzona oddzielna klasyfikacja. Ta zmiana może nie przyniosła zbyt dużego wzrostu frekwencji zawodników, ale ci, którzy zdecydowali się u nas pojechać, wystawili nam naprawdę świetne oceny. Nie tylko pod kątem organizacyjnym – co jest dla nas ogromną nobilitacją i nagrodą – ale przede wszystkim za wyznaczenie tras. Na terenach ogólnodostępnych – również dla konkurencyjnych cyklów – staraliśmy się stworzyć nowe, oryginalne szlaki, które wyróżniały naszą imprezę. Dlatego trochę „podkręcaliśmy” niektóre odcinki, dodawaliśmy fragmenty z XC i – na co wskazują opinie uczestników – to się sprawdziło.  W tym roku postawiliśmy na większą liczbę maratonów, bo otrzymaliśmy sygnały – też od tych zawodników, którzy nas znali lub obserwowali to, co staramy się proponować – że cztery wyścigi w sezonie to trochę za mało, aby skupić się na cyklu. Stąd wziął się pomysł na rozszerzenie rywalizacji w tej formule. 

Podczas kończącego ubiegły sezon wyścigu w Celestynowie wiele osób, dla których był to pierwszy start w waszym cyklu, podkreślało unikalny charakter zawodów. Przede wszystkim doceniali atmosferę oraz to, że impreza była kameralna.

– Ostatnio zastanawiałem się, co zachęca do startu w konkretnej imprezie. Myślę, że są trzy takie obszary. Przede wszystkim są to trasy. One muszą być zoptymalizowane, czyli dostępne dla każdego. Nie mogą być przesadnie trudne, żeby nie zniechęcić tych, którzy dopiero rozpoczynają swoją przygodę ze ściganiem, ale też nie mogą być zbyt łatwe, aby nie zepsuć zabawy bardziej doświadczonym uczestnikom. Kolejnym czynnikiem jest organizacja zawodów. To jest ważny, ale bardzo trudny aspekt, który – mimo że staramy się wszystko przewidzieć i postawić na najwyższym poziomie – nie zawsze zależy od nas. Tak było choćby podczas maratonu w Otwocku, gdzie dobra pogoda sprawiła, że w lesie zaroiło się od grzybiarzy. Musieliśmy wzmocnić środki, by zarówno kolarze, jak i osoby w lesie czuły się bezpiecznie. To było ogromne wyzwanie, ale myślę, że podołaliśmy zadaniu. Pod tym względem zawiesiliśmy sobie wysoko poprzeczkę i wiemy, że z tego poziomu nie możemy zejść. Trzecim ważnym aspektem jest atmosfera. Wielu zawodników często mówi, że znakomicie czuje się u nas. Nie ma przesadnego napięcia, sztucznego wzmagania rywalizacji. Zamiast tego panuje rodzinna atmosfera, którą za każdym razem chcemy utrzymać. To dla nas priorytet.

Czy większa liczba zawodników tego nie zniszczy? Cykl nie straci tej kameralności, o której mówią uczestnicy?

– Myślę, że większa liczba uczestników nie musi wpłynąć na dotychczasowy charakter zawodów. Impreza nie straci na kameralności, jeśli uda się zachować odpowiednią atmosferę. Jednak na to mają wpływ nie tylko organizatorzy, lecz także zawodnicy. Jeśli pokażemy im, że u nas jest fajnie, to jestem przekonany że oni będą chcieli tę wyjątkową atmosferę utrzymać. Szczególnie że oni sami cenią fakt, że na trasie, mimo ścigania i rywalizacji, przepychanki czy wzajemne pretensje są raczej incydentalne. Chcielibyśmy, żeby tak zostało.

Czy zmiana proporcji maratonów w stosunku do wyścigów XC może oznaczać, że raczej będziecie wybierać tę pierwszą formułę? Czy jednak jest to ostateczny kształt cyklu i dążycie do zachowania pierwotnego charakteru zawodów?

– Razem z Wojtkiem (Wołoszczukiem – przyp. red.) i Ewą (Mycielską – przyp. red.) nie wybiegaliśmy jeszcze tak daleko w przyszłość, dlatego teraz mogę mówić tylko we własnym imieniu. Chciałbym zostawić taką liczbę wyścigów XC, jaka jest teraz. Myślę, że pięć eliminacji to podstawa. Wyścigi XC są wymagające, ale mają swój niepowtarzalny urok, zwłaszcza dla kibica. Od tego wyszliśmy i chyba byłoby dobrze, żeby tak zostało. Myślę, że taka alternatywa w naszym cyklu jest dobra dla zawodników stawiających tylko na maratony. W pewnym momencie mogą spróbować czegoś innego i my dajemy im taką możliwość w ramach sprawdzonej formuły.

Podaliście już ramowy harmonogram tegorocznych startów. Logistycznie to było chyba spore przedsięwzięcie, żeby tak zaplanować etapy, by nie kolidować z innymi tego typu imprezami.

– To było spore wyzwanie. Inne cykle dość szybko opublikowały swoje kalendarze, więc było nam trochę łatwiej opracować swój harmonogram imprez. Oczywiście mogliśmy ustalić terminy, które nam bardziej pasują, nie patrząc na innych, ale to odbiłoby się niekorzystnie na nas i przede wszystkim na zawodnikach. Dobry dobór terminu to – z perspektywy kolarza – brak dylematu, w które miejsce pojechać. Dlatego staraliśmy się, aby daty nie pokrywały się z innymi podobnymi imprezami i w jeden weekend można było zaliczyć nawet dwa wyścigi. Oczywiście pojawiły się głosy, że znów robimy zawody w soboty – co przy niedzielach bez handlu może stanowić jakiś problem – ale inaczej tego nie mogliśmy zaplanować.

Już wiadomo, gdzie odbędą się zawody Małej Ligi XC? Bo tego jeszcze nie zdradziliście.

– W 95 proc. powtórzymy wszystkie dotychczasowe miejscówki w XC, czyli Góra Lotnika, Góra Sobotów, Zagórze i finał na Meranie w Otwocku. Może delikatnie zmodyfikujemy trasę w Mińsku Mazowieckim, gdzie możemy liczyć na pomoc Roberta Rosochackiego i współpracujemy z ekipą MGR. Jeśli chodzi o maratony, dużych zmian też nie będzie. Chcielibyśmy powtórzyć dwa etapy w Otwocku, etap w Mińsku Mazowieckim i rozegrać finał w Celestynowie, – który jest ukłonem w kierunku naszego partnera –Nadleśnictwa Celestynów i nadleśniczego Artura Dawidziuka. Poza tym mamy nowe miejscówki, których nie chcemy jeszcze zdradzać, dopóki nie mamy potwierdzonych wszelkich zgód i załatwionych formalności. Jedyne, co mogę ujawnić, to tylko tyle, że istnieje plan rozegrania etapu poza Warszawą, w promieniu około 150 kilometrów. Jeśli to nie wypali, mamy plan awaryjny, ale niewykluczone, że do tego pomysłu wrócimy w kolejnym sezonie. Tak było kiedyś przy okazji wyścigów w Mińsku Mazowieckim, gdy ekipa MGR zwróciła się do nas z pytaniem, czy nie chcielibyśmy zrobić maratonu na ich terenie, a ostatecznie wróciliśmy do rozmów w kolejnym sezonie.

Podobno pierwsze sygnały od zawodników pokazują, że tegoroczny cykl może być rekordowy pod względem frekwencji.

 – Na razie nie chcemy się na nic nastawiać, ale rzeczywiście dużo na to wskazuje. Sporo dał nam ostatni etap ubiegłego sezonu w Celestynowie. Dobrze trafiliśmy wtedy z terminem. Nie dość, że mieliśmy znakomitą pogodę, to jeszcze większość innych cyklów zakończyła już ściganie. Każdy, kto jeszcze nie chciał odwieszać roweru na hak, mógł do nas wpaść i zobaczyć, jak to wszystko wygląda. Odbiór był naprawdę znakomity. Wielu zawodników przekonało się, że to nie jest mała impreza, jakby wskazywała nasza nazwa, tylko naprawdę duże zawody. Już teraz wiele drużyn, które wtedy wystawiły po pięciu czy sześciu zawodników, zapowiedziało, że teraz będzie ich zdecydowanie więcej. Mam nadzieję, że to się potwierdzi. To wszystko ma się zbiec z naszą kampanią i zmianą nazwy…

Mała Liga nie będzie już Małą Ligą?

– Od tego sezonu będzie nazywać się M Ligą… „M Ligą XC” i „M Ligą MTB Maraton”…

M będzie skrótem od…

– To pytanie, na które nie mamy jeszcze odpowiedzi. Być może ogłosimy konkurs na najbarwniejsze rozwinięcie tej nazwy (śmiech). Zmiana podyktowana jest tym, że chcemy trochę zmienić odbiór naszego cyklu, ponieważ czasami niektórzy, słysząc Mała Liga, wiązali ją z imprezą wyłącznie dla dzieci i młodzieży. Gdy do nas przyjeżdżali, byli zdziwieni, że tak to wszystko wygląda, że robimy zawody z rozmachem. Przez te trzy lata cały czas ewoluowaliśmy i ten projekt bardzo się rozrósł. Na starcie pojawiają się już nie tylko kolarze z Mazowsza, lecz także z innych zakątków kraju. Dlatego pojawił się pomysł, by zmienić nazwę. Ruszamy też z kampanią na platformach społecznościowych. Prezentując zdjęcia naszych najmłodszych zawodników, którzy z Bartusia stali się Bartkiem, a z Zosi wyrosła Zofia, chcemy pokazać, jak nasza impreza dojrzewała. Myślę, że to najlepiej obrazuje trzy lata naszej pracy. Oczywiście jeśli znajdzie się sponsor tytularny – a najchętniej widzielibyśmy firmę z regionu, żeby utrzymać lokalny charakter zawodów – nie wykluczamy kolejnej zmiany nazwy. Na razie jesteśmy na etapie poszukiwań.

Nowa nazwa to nie koniec zmian, jakie czekają nas w tym sezonie.

 – Tegoroczny cykl zyskał nowego patrona medialnego w postaci rozgłośni Eska Rock. Dzięki temu będzie o nas trochę w radiu, a dodatkowo będziemy mogli liczyć na solidną porcję energetycznej muzyki. Będzie nas też zdecydowanie więcej na platformach społecznościowych, aby jeszcze wzmocnić naszą pozycję. Do tego dojdą zmiany podczas samych zawodów. Jedną z nich będzie organizacja wyścigów dla maluchów przy okazji maratonów. Rozważamy też wprowadzenie dodatkowej klasyfikacji dla uczniów i szkół. Zwycięska szkoła na koniec sezonu otrzymałaby specjalne nagrody wspomagające naukę. Jesteśmy w trakcie rozmów z potencjalnymi partnerami, którzy mogliby zaangażować się jako sponsorzy. Głównym celem jest przede wszystkim zachęcenie dzieciaków, nie tylko tych związanych ze szkółkami kolarskimi i klubami, aby również spróbowały swoich sił w tej dyscyplinie. Część pomysłów dotyczących zmian jest jeszcze w trakcie rozważań, ale myślę, że ten sezon będzie dla nas i dla naszego cyklu naprawdę wyjątkowy.

rozmawiał Marcin Suliga

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.