Historia odległa, ale nadal bliska

Pokaz dokumentu „Ostatni tabor”, który odbył się w piątek, 28 lutego w Centrum Kultury i Sportu w Karczewie wywołał dość emocjonalną dyskusję. Zbrodnia sprzed niemal ośmiu dekad wciąż budzi żywe emocje.

PRZEMEK SKOCZEK

„Ostatni tabor” jest filmem dokumentalnym opowiadają-cym o zbrodni, jakiej dokonali Niemcy w czasie II wojny światowej w Karczewie. Ofiarami było 77 Romów. Hitlerowcy wymordowali cały tabor cygański 2 stycznia 1943 roku. Pretekstem była zgłoszona przez jednego z mieszkańców kradzież krowy, która potem okazała się wyssana z palca. Okupant nie szukał winnego. Postanowił eksterminować wszystkich.

To byli nasi sąsiedzi

– Zginęli niemal wszyscy karczewscy Romowie, którzy byli naszymi sąsiadami od 1939 roku. Wprowadzony przez Niemców dekret zakazujący przemieszczania się po kraju Żydom i Romom sprawił, że zamieszkali wśród nas. Wiele rodzin wynajmowało im pokoje, była bieda, a w ten sposób można było dorobić. 2 stycznia zostali zamordowani. Mężczyźni, kobiety, dzieci… Ginęli od kul na ulicy, na progach domów i we wnętrzach – opowiada autor dokumentu Leszek Kasprzak.

W filmie wykorzystano relacje świadków tamtych wydarzeń. Są to: Janina Czekawy (wówczas 17-letnia), Janina Kaniewska, Helena Siwak i Marian Łapot. Ich wspomnienia wywołują chwilami zimny dreszcz i rysują przed oczami widzów dramat tamtego styczniowego dnia 1943 roku. Dramat, którego skutki do dziś budzą żywe emocje. Ma to związek z miejscem pochówku zamordowanych oraz trwającymi staraniami o ich ekshumację i upamiętnienie.

Gdzie są szczątki?

To misja dr Zbigniewa Grzanki i powołanego przez niego w 2019 roku komitetu społecznego upamiętniającego zbrodnię hitlerowską na Romach w Karczewie. – Zająłem się tym tematem, gdy w 1989 roku pojawił się u mnie Edward Paszkowski, jeden z trzech chłopców, którzy przeżyli tamtą zbrodnię. Udało się im uciec, ukryć w Świdrze w rodzinie pewnego furmana i przeczekać najgorsze, a potem przedostać się do Warszawy. Przedstawił mi wiele faktów, podał informacje o rodzinie, a stracił wtedy rodziców, braci i siostry – wspominał podczas pokazu Zbigniew Grzanka.

Jeszcze w 1989 roku udało się dotrzeć do żyjących nadal karczewian, którzy na polecenie Niemców zwozili pomordowanych do masowej mogiły u wylotu ulicy Przewóz (obecnie ul. Wiślana). To było miejsce zwane „za tamą”, u podnóża skarpy. Wskazali oni miejsce, gdzie prawdopodobnie pogrzebano ciała. Wkrótce jednak w tym miejscu zaczęły powstawać domy, rosło obecne Osiedle Warszawska. Temat na całe lata przycichł. Wrócono do niego w 2019 roku.

Projekt ekshumacyjny doktora Grzanki otrzymał wsparcie Instytutu Pamięci Narodowej, władz samorządowych oraz proboszcza parafii w Karczewie, który obiecał nawet udostępnić odpowiednie miejsce na cmentarzu parafialnym. Miały tam zostać przeniesione szczątki ekshumowanych Romów. Niestety, przeprowadzone przez IPN w lipcu prace, ku zaskoczeniu wielu osób, nie przyniosły efektu. Nic nie znaleziono.

Wśród tych, którzy nie byli zaskoczeni, jest mieszkający w bliskim sąsiedztwie Zenon Żebrowski. – Nie znaleźli nic, ponieważ szukali w złym miejscu. Obecnie na tej mogile stoi dom jednego z moich sąsiadów. Wszyscy dobrze wiedzą, o kogo chodzi. Pamiętam, że gdy kopano fundamenty, natrafiono na ludzkie kości. Sąsiad zgłosił to, chciał nawet zamienić działkę, ale nic z tego nie wyszło. I się pobudował. Dziś nie zazdroszczę mu sytuacji – opowiadał na piątkowym spotkaniu Żebrowski.

Tej wersji przeczą jednak inne wspomnienia. Niektórzy żyjący świadkowie mówią, że dół z ciałami był poniżej skarpy, nieco dalej od obecnego osiedla. Inni sugerują, że meandrująca i wylewająca wiosną Jagodzianka mogła roznieść szczątki w wiele miejsc.

77 dębów

Jedno jest pewne. Poszukiwania będą kontynuowane, choć ich powodzenie zależy w dużej mierze od atmosfery, w jakiej się odbędą. A jeśli nie uda się znaleźć szczątków lub ich wydobycie okaże się niemożliwe, powstanie chociaż miejsce pamięci ofiar. Może będzie to symboliczny grób, tablica, a może 77 dębów, jak zasugerował ktoś z obecnych na spotkaniu?

Utrwalanie przeszłości

  • Autorem filmu „Ostatni tabor” jest Leszek Kasprzak, który od dawna pasjonuje się historią i zbiera opowieści z przeszłości. Szczególnie bliskie są mu wydarzenia związane z jego rodzinnym Karczewem oraz całą społecznością z okolic Otwocka. Leszek Kasprzak badał już m.in. ślady żydowskich mieszkańców Karczewa i ich zagłady. Trafił na informacje o obozie pracy, który został zlikwidowany w listopadzie 1942 rok. Przygotował na ten temat wystawę i prezentację multimedialną.
    Kiedyś był związany z Wytwórnią Filmów Dokumentalnych w Warszawie. Potem zajął się własną produkcją filmowo-fotograficzną. Teraz, dzięki dostępności sprzętu, wraca do dokumentalnej pasji. Stąd wziął się film „Tabor” i kolejne pomysły, które czekają na realizację. Na tym nie koniec. Prywatnie w wolnym czasie tworzy lokalne archiwum historii mówionej. Zbiera ciekawe opowieści, przede wszystkim od najstarszych mieszkańców, którzy coraz szybciej odchodzą i zabierają ze sobą do grobów niezwykłe historie.
    – Bardzo nie chcę, aby te opowieści zostały zapomniane, a niestety często tak się dzieje. Jestem realistą, wiem, że nie zachowamy wszystkiego, ale starajmy się ocalić jak najwięcej – apeluje. – Mam taką osobistą, niespełnioną misję. Planowałem nagrać wspomnienia swojego ojca, ale ciągle to odkładaliśmy. W końcu, gdy byliśmy niemal gotowi, zachorowała mama, wydawało się, że to już koniec. Uznaliśmy, że pożegnamy ją, a potem będzie lepszy czas na wspomnienia. Los bywa jednak przewrotny. Ojciec zmarł nagle. Wiem więc dobrze, że czasu nie można marnować – podkreśla.
    Na domowym komputerze pan Leszek ma już dziesiątki godzin nagrań z wieloma osobami z Karczewa. Niektórzy z jego rozmówców już nie żyją. Wywiady są stopniowo montowane. Te gotowe już niedługo będzie można znaleźć na stronie http://www.klamra.art. Autor zachęca do dzielenia się swoimi historiami. Jeśli ktoś ma takie historie sprzed lat, niech się zgłasza. Kontakt znajduje się na stronie internetowej.

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.