Bezdomnym psom i kotom grozi głód

Wraz z pandemią koronawirusa nadeszły bardzo trudne czasy dla bezdomnych psów i kotów, które przebywają w schronisku w Celestynowie. To ponad 200 zwierzaków, które są zdane na łaskę ludzi. – Zapasy karmy z każdym dniem topnieją. Doskwiera nam brak zbiórek organizowanych przez szkoły. Większość firm i osób, które dotąd nas wspierały, już tego nie robi. Bez ich pomocy nasze zwierzęta umrą z głodu – żali się Łukasz Balcer, dyrektor społecznego schroniska w Celestynowie, które działa od 60 lat. Pierwszy raz w swojej historii schronisko nie wie, jak długo będzie mogło pomagać zwierzętom.

AGNIESZKA JASKULSKA

Pandemia nie oszczędza także bezdomnych zwierzaków, które przebywają w schronisku. – W okresie zimowym zrealizowaliśmy dużą akcję wśród mieszkańców powiatu otwockiego, których nie było stać na kupno porządnej, ciepłej budy dla swojego pupila czy kupno dla niego karmy – tłumaczy Łukasz Balcer.

– Wraz z pandemią koronawirusa pojawiły się problemy. Brakuje nam wsparcia szkół, darczyńców i firm, które dotychczas nam pomagały. Nie starcza pieniędzy na leczenie i utrzymanie naszych bezdomnych zwierzaków. W związku z dramatyczną sytuacją finansową musieliśmy zwolnić wieloletniego pracownika. Nasze schronisko jest społeczne, bez wsparcia darczyńców zwierzętom grozi głód – podkreśla smutno szef schroniska. I dodaje, że psy tęsknią za wolontariuszami, którzy dotychczas opiekowali się nimi i wychodzili z nimi na spacery.

Mimo trudnej sytuacji schronisko nadal pomaga właścicielom zwierząt, które nie mają co jeść. – Ograniczyliśmy nasze wyjazdy interwencyjne do minimum, ale nie możemy porzucić psów, które głodują. Musimy do nich jechać i zawieźć im karmę – mówi Łukasz Balcer. I tłumaczy, że nikogo nie narażają na zarażenie wirusem. – Kontaktujemy się z właścicielem i informujemy go, kiedy dostarczymy karmę, którą zostawiamy przed bramą – wyjaśnia.

Mimo pandemii adopcje wciąż się odbywają

Obecna sytuacja może jednak doprowadzić do tego, że schronisko społeczne w Celestynowie zaprzestanie pomocy innym i będzie musiało skupić się na zwierzętach, które przebywają w przytulisku. – Na szczęście wiele osób nie zapomina o nas, mimo pandemii przywozi trochę karmy, adoptuje zwierzaki, ale nie jest to już na takim poziomie jak kiedyś – przyznaje Łukasz Balcer.

– Mamy do wykarmienia ponad 200 pyszczków. Utrzymanie schroniska to koszt rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych miesięcznie. Bez pomocy ludzi dobrej woli nasze zwierzaki będą głodować. Wiemy, że czas jest bardzo trudny dla każdego, ale strach coraz częściej zagląda nam w oczy. Pomóżcie nam przetrwać ten trudny czas, nasze zwierzaki są zdane na łaskę ludzi o dobrym sercu – apeluje szef schroniska w Celestynowie.

Schronisko działa od 60 lat. Pierwszy raz w swojej historii pracownicy nie wiedzą, jak długo będę pomagać zwierzętom. Zdają sobie sprawę, że mogą nie przetrwać pandemii koronawirusa.

Zbiórka pieniędzy prowadzona jest na stronie: www.ratujemyzwierzaki.pl/
swiatecznapomoc

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.