Do przychodni tylko w wyjątkowych sytuacjach

Pandemia koronawirusa bardzo odbija się na pacjentach po zabiegach i cierpiących na przewlekłe choroby. – Jestem po operacji tarczycy, mam zlecone kontrolne badania, m.in. krwi, ale przychodnia odesłała mnie z kwitkiem – żali się nasza Czytelniczka. W podobnej sytuacji jest inny Czytelnik, który skontaktował się z redakcją. – Mój syn co dwa tygodnie musi mieć zastrzyk z lekiem w obecności lekarza, ale po ogłoszeniu stanu epidemii przychodnia odmówiła. Po awanturze zastrzyk podano, ale usłyszałem od personelu, żebyśmy więcej tu nie przychodzili. Nie wiem, co robić, bo za kilka dni ponownie trzeba podać lek – prosi o pomoc pan Krzysztof.

AGNIESZKA JASKULSKA

Koronawirus wywrócił nasze życie do góry nogami. To, co do tej pory było czymś zwyczajnym i oczywistym, jak badania kontrolne, pobranie krwi czy zrobienie zastrzyku przez pielęgniarkę, teraz stało się niemal niedostępne. Przez trwającą pandemię kontakt z przychodnią, internistą, pediatrą czy pielęgniarką jest utrudniony.

Jedna z Czytelniczek „Linii” kilka dni temu przeszła operację tarczycy, która uratowała jej zdrowie i życie. Lekarz zlecił badania, które są kluczowe w dalszej terapii. Kobieta skontaktowała się ze swoją przychodnią w Świdrze, ale odesłano ją z kwitkiem. Została poinformowana, że nie przeprowadzają badań ze względu na bezpieczeństwo personelu, który jest narażony na koronawirusa. Kobieta dopytywała, gdzie ma szukać pomocy. – „Nie wiem” – usłyszałam w odpowiedzi – mówi zszokowana pani Justyna. Jej siostra Ewa dodaje: – Nie chcą pomóc komuś, kto jest w wyjątkowej sytuacji zdrowotnej. Moja siostra jest po poważnym zabiegu i musi mieć badania. Gdzie mamy szukać pomocy? – zastanawia się pani Ewa.

Inny nasz Czytelnik, pan Krzysztof, też jest w bardzo trudnej sytuacji. Jego 38-letni syn jest chory na schizofrenię i od wyjścia ze szpitala co dwa tygodnie musi otrzymywać zastrzyk z lekiem.

– To jedyny lek na tę chorobę, który działa przez tak długi czas. Dla chorych na schizofrenię to niemal wybawienie, zwłaszcza jeśli, tak jak mój syn, nie chcą przyjmować tabletek – mówi pan Krzysztof.

– Do tej pory jeździliśmy do przychodni i pielęgniarka wykonywała zastrzyk. Problemy pojawiły się, gdy ogłoszono stan epidemii. Personel placówki odsyła nas do szpitala powiatowego lub przychodni rejonowej w Otwocku. Z kolei przychodnia rejonowa odesłała nas do przychodni, w której jest zapisany syn. To błędne koło. W marcu, po awanturze, pielęgniarka wykonała zastrzyk, ale zasugerowano nam, żebyśmy już tu nie wracali – tłumaczy pan Krzysztof.

Ojciec martwi się o stan syna. – Nie rozumiem, dlaczego odmawia się pomocy mojemu synowi w tak poważnej sytuacji. Przecież nie będę czekał, aż lek przestanie działać, syn zrobi komuś krzywdę i wyląduje w więzieniu – tłumaczy mieszkaniec Otwocka. I podkreśla, że zawsze przed planowanym przyjściem do przychodni wcześniej dzwoni i informuje o całej sytuacji.

– Podobnie było na początku kwietnia. Powiadomiłem przychodnię, wyznaczono termin wizyty, ale na miejscu okazało się, że zastrzyk nie zostanie wykonany. Po burzliwej wymianie zdań pielęgniarka ubrana w specjalny strój, maseczkę i rękawiczki zrobiła zastrzyk – mówi pan Krzysztof. Otwocczanin martwi się kolejnym terminem, w którym syn powinien otrzymać lek w postaci zastrzyku.

Skontaktowaliśmy się z kilkoma przychodniami, które zapewniają, że w wyjątkowej sytuacji, o ile lekarz tak zdecyduje, przeprowadzają badania, m.in. pobieranie krwi czy wykonują zastrzyki. – Personel medyczny jest narażony na koronawirusa bardziej niż inni, musimy dbać o nasze bezpieczeństwo. Dlatego do każdej osoby podchodzimy indywidualnie. Tylko w wyjątkowych sytuacjach pacjent może przyjść do przychodni. Oczywiście wcześniej powinien nas poinformować o sytuacji telefonicznie, żeby personel mógł się przygotować – tłumaczy szefowa przychodni w Świdrze.

– Jeśli lekarz zdecyduje, że trzeba wykonać jakieś badania czy zastrzyk, robimy to. Poza tym jednym pacjentem, który przychodzi do nas z synem, wykonujemy zastrzyki jeszcze kilkunastu innym osobom, oczywiście zachowując wszelkie środki ostrożności. Zapewniamy także opiekę kobietom w ciąży i wykonujemy różne badania – dodaje.

Personel medyczny przypomina pacjentom, że podczas epidemii przychodnia działa w ograniczony sposób. Dlatego np. kobiety w ciąży, którym dotychczas co miesiąc robiono badania kontrolne, teraz nie będą ich miały tak często. Podobnego zdania są dyrekcje innych przychodni.

– Niedawno część personelu w naszej przychodni była objęta kwarantanną, bo okazało się, że jeden z pracowników miał kontakt z osobą zarażoną koronawirusem – mówi recepcjonistka jednej z przychodni w centrum Otwocka. – Musimy dbać o nasze bezpieczeństwo, inaczej cały personel zachoruje i przychodnia zostanie zamknięta. Wtedy nasi pacjenci zostaną bez opieki. Nie możemy do tego dopuścić, dlatego stosujemy takie restrykcyjne zasady – wyjaśnia.

Michał Mrówka, członek zarządu szpitala powiatowego, podkreśla, że w czasie epidemii przychodnie i szpital ograniczyły bezpośredni kontakt z pacjentami, ale nie oznacza to, że nie otrzymają oni pomocy.

– W dwóch naszych przychodniach rejonowych, przy ul. Armii Krajowej i ul. Mickiewicza w Otwocku, są wykonywane badania, a także podawane leki w formie zastrzyku, ale są to wyjątkowe sytuacje. Te przychodnie podlegają szpitalowi powiatowemu, który ma na miejscu laboratorium – tłumaczy Michał Mrówka.

– Pacjenci, którzy są zarejestrowani w tych przychodniach rejonowych, mogą liczyć na nasz personel medyczny. Poza tym mieszkańcy powiatu otwockiego otrzymają pomoc na Nocnej Pomocy Lekarskiej przy ul. Armii Krajowej. Jednak wcześniej warto zadzwonić na NPL i poinformować personel o sytuacji zdrowotnej, aby niepotrzebnie nie narażać nikogo na zagrożenie związane z zarażeniem koronawirusem – dodaje.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.