Sąsiedzka wojna o pranie

W jednym z bloków w centrum miasta dwie sąsiadki żyją jak Kargul z Pawlakiem z komedii „Sami swoi”. Walenie w rury, kaloryfery, sufit, podłogę, wyzwiska i inne złośliwości są na porządku dziennym. Ostatnio poszło o… pranie. Podczas awantury kobiety wzięły sprawiedliwość w swoje ręce. Sąsiadka wyrwała emerytce z ręki laskę i zaczęła okładać nią seniorkę. Na miejscu interweniowała policja.

AGNIESZKA JASKULSKA

Mieszkańcy bloku przy ul. Poniatowskiego w Otwocku są bezradni wobec wojny, którą od kilku lat toczą około 50-letnia pani Dorota i 76-letnia pani Jadwiga. Pani Dorota wynajmuje mieszkanie nad lokalem pani Jadwigi. Stukanie w rury i kaloryfery, wyzwiska i inne złośliwości są na porządku dziennym. Konflikt nasilił się jeszcze bardziej przez pandemię.

– Ta kobieta przywozi jakieś wory z ciuchami i ciągle pierze. Gdy pralka wiruje, to u mnie aż drzwi drżą w łazience. Przez nią nie mam spokoju. Ona ciągle hałasuje, a ja jestem schorowaną osobą i potrzebuję spokoju – skarży się w rozmowie z „Linią” pani Jadwiga. – Wiele razy zwracałam jej na to uwagę, ale ona nic sobie z tego nie robi – dodaje emerytka.

– W poniedziałek, 27 kwietnia wyszłam na klatkę schodową i zapytałam, czy długo jeszcze będzie przywoziła te worki z ubraniami i non stop prała, ale zamiast normalnej rozmowy wywiązała się kłótnia – wspomina pani Jadwiga.

– Ta kobieta podbiegła do mnie, wyrwała mi z ręki laskę, którą się podpierałam, i zaczęła mnie nią okładać. Potem uciekła. Po uderzeniach miałam wielkie siniaki. O wszystkim powiadomiłam policję, która przyjechała na interwencję, ale sąsiadka nie otworzyła im drzwi. Kilka dni później przyszedł także dzielnicowy, ale był bezradny, bo ta kobieta pierze
w ciągu dnia, a przecież nikt jej tego nie może zabronić. Tak mi tłumaczył policjant – mówi pani Jadwiga. I dodaje, że nie spodziewała się, że na stare lata spotka ją taki los.

Seniorka powiadomiła o wszystkim nie tylko policję, lecz także otwocki sanepid, Otwocką Spółdzielnię Mieszkaniową oraz właściciela mieszkania, który wynajmuje lokal około 50-letniej kobiecie.

– Właściciel chyba rozmawiał z lokatorką, bo jakby mniej prała i hałasy stały się mniej uciążliwe. Jednak inne instytucje, które powiadomiłam, miały problem, co z tym zrobić – podkreśla pani Jadwiga.

W tej sprawie interweniowaliśmy w sanepidzie i w spółdzielni. – Nie jesteśmy w stanie zweryfikować, czy jedna z lokatorek przywozi jakąś odzież. Od tego są inne służby. Poprosiliśmy administratora budynku, aby rozwiązał ten problem – poinformował „Linię” otwocki sanepid. Spółdzielnia również czuje się bezradna wobec sąsiedzkiego konfliktu.

– Ta sprawa jest nam znana. Nikt nie może nikomu zabronić prać w mieszkaniu, tym bardziej że lokatorka robi to w ciągu dnia i nie zakłóca ciszy nocnej. Nie dajmy się zwariować, przecież trzeba jakoś normalnie żyć, zwłaszcza teraz, kiedy wiele osób znacznie częściej przebywa w domu. Jak ktoś tłuczkiem bije kotlety albo robi remont czy odkurza, to też mamy interweniować? W blokach mieszka wiele osób i każdy sąsiad musi mieć na uwadze innych – podkreśla prezes OSM Józef Smorąg.

– Gdyby ta lokatorka prała z taką częstotliwością, jak mówi jej sąsiadka z dołu, to z pewnością byłoby to widoczne w nadmiernym zużyciu wody. Sprawdziliśmy to i w tym lokalu jest ono na takim samym poziomie jak u innych mieszkańców – zaznacza Smorąg.

Tego samego zdania jest właściciel lokalu, w którym mieszka około 50-letnia kobieta. – Gdyby zużycie wody i prądu było bardzo duże w związku z nadmiernym praniem, od razu byłoby to widoczne w rachunkach (w mieszkaniu jest wodomierz). Co miesiąc je reguluję. Zużycie wody i prądu w tym lokalu jest niemal takie samo jak w przypadku poprzednich osób, które
wynajmowały moje mieszkanie – zapewnia właściciel.

– Nie wiem już, co robić, bo konflikt trwa od lat. Wszystko zaczęło się, gdy kupiłem mieszkanie i zacząłem robić remont. Sąsiadka z dołu ciągle skarżyła się na hałas, wyzywała pracowników. To było bardzo męczące. Przez tę kobietę poprzedni lokatorzy bardzo szybko się wyprowadzali, bo pani Jadwiga dosłownie zatruwała im życie. Wiele razy próbowałem załagodzić konflikt, ale bezskutecznie. Przez tę całą długoletnią sytuację jestem kłębkiem nerwów – mówi właściciel lokalu.

I dodaje, że w związku z trwającym konfliktem wiele razy była wzywana policja, ale sąsiedzka wojna zaczęła wymykać się spod kontroli, bo doszło do przemocy. W środę, 6 maja „Linia” skontaktowała się w tej sprawie z Komendą Powiatową Policji w Otwocku, pytając m.in. o interwencję stróżów prawa w bloku przy ul. Poniatowskiego w Otwocku z 27 kwietnia. Zapytaliśmy m.in. o to, czy policjanci zweryfikowali informacje, które przedstawiła im pani Jadwiga. Okazało się, że sprawa nie jest taka oczywista.

– Udzielimy odpowiedzi po tym, jak sprawa zostanie dokładnie zweryfikowana i sprawdzona przez policjantów – poinformował nadkom. Daniel Niezdropa z otwockiej komendy.

* Dla dobra sprawy imiona kobiet zostały zmienione

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.