Toksyczne znalezisko w lesie

Strażacy zostali wezwani do pożaru trawy w okolicach drogi krajowej nr 50 na pograniczu gmin Karczew i Celestynów. Okazało się, że ogień zgasł, ale obok pogorzeliska znaleziono kilka mauzerów i beczek wypełnionych czterema tysiącami litrów płynnych odpadów. W tej sprawie prokuratura wszczęła śledztwo. Urząd Miasta i Gminy w Karczewie na swój koszt pozbył się „toksycznego problemu” z prywatnej nieruchomości.

AGNIESZKA JASKULSKA

W piątek, 8 maja tuż przed północą straż pożarna dostała wezwanie do pożaru w miejscowości Całowanie w gm. Karczew. Prawdopodobnie ktoś podpalił trawę w miejscu, gdzie porzucono kilka beczek i mauzerów wypełnionych płynnymi odpadami. Pojemniki stały na leśnej drodze na prywatnej działce.

Na miejscu interweniowało kilka zastępów straży pożarnej: JRG Otwock, OSP Łukówiec, OSP Regut i Wojskowa Straż Pożarna z Celestynowa. – Okazało się, że ognia nie ma, ale obok pogorzeliska stało kilka pojemników wypełnionych płynnymi odpadami – mówi kpt. Maciej Łodygowski z Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Otwocku. – Niektóre zbiorniki były uszkodzone i doszło do wycieku substancji – dodaje.

Na miejsce wezwano policję, a także kilka specjalistycznych grup chemiczno-ekologicznych i jednostkę JRG 8 ze stołecznej straży pożarnej. Zabezpieczono zbiorniki, pobrano próbki substancji i do specjalnych pojemników zebrano płynne odpady, które wyciekły na ziemię (część znajdowała się w głębokich koleinach na leśnej drodze).

– Przez kilka godzin około 40 strażaków zabezpieczało miejsce zdarzenia i zbierało z ziemi łopatami gęstą substancję – zaznacza kpt. Maciej Łodygowski. Na miejscu interweniowały także inne służby: policja i pracownicy Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska oraz Urzędu Gminy w Karczewie. Wiele wskazuje na to, że pojemniki zostały przewiezione do Całowania tego samego dnia, kiedy je odnaleziono.
Przez kilka dni beczek i mauzerów pilnowali funkcjonariusze policji i strażacy. W tym czasie urzędnicy zastanawiali się, co zrobić z odpadami, które znaleziono na prywatnej posesji.

– Teren, na którym zostały porzucone odpady, był ogólnodostępny i znajdował się niedaleko drogi krajowej nr 50 – tłumaczy Michał Ciesielski, naczelnik wydziału rozwoju gospodarczego i strategii karczewskiego urzędu. Śledczy i urzędnicy podejrzewają, że zbiorniki z odpadami zostały przywiezione ciężarówką z jakimś dźwigiem. Ich zdaniem wywożenie takich odpadów jest dobrze zaplanowane przez sprawców.

Z podobnym problemem boryka się gmina Osieck, gdzie w marcu rok temu odnaleziono nielegalne składowisko z rakotwórczymi odpadami znajdujące się na terenie dwóch byłych przedsiębiorstw przy ul. Kolejowej w Osiecku. „Linia” informowała o tym jako pierwsza.

W Osiecku zabezpieczono około tysiąca mauzerów, w których do tej pory zalegają tysiące ton rakotwórczych odpadów. Ich utylizacja ma kosztować ponad 12 mln zł. Nie stać na to ani właścicieli posesji, gdzie do tej pory zalegają mauzery z odpadami, ani gminy Osieck.

Inaczej sytuacja wyglądała w gm. Karczew, gdzie znaleziono tylko kilka pojemników z odpadami. – Mogło dojść do skażenia środowiska, dlatego zdecydowaliśmy, że nie możemy zostawić tych zbiorników na działce, nawet jeśli teren jest własnością prywatną. Zleciliśmy zewnętrznej firmie zabezpieczenie odpadów do utylizacji. Pod koniec ubiegłego tygodnia beczki i mauzery zostały wywiezione z działki. Kosztowało to ok. 40 tys. zł – mówi Michał Ciesielski.

– Kosztami utylizacji poniesionymi teraz przez gminę zostanie obciążony sprawca, który pozostawił odpady w Całowaniu – dodaje. W tym samym miejscu odnaleziono także dużą stertę różnych elementów i części
samochodowych, które prawdopodobnie pochodziły z jakiegoś warsztatu. Urzędnicy podejrzewają, że to może być powiązane ze sprawą płynnych odpadów w beczkach i mauzerach, które odnaleziono w lesie.

– Niedługo na terenie gminy pojawią się fotopułapki – zdradza Michał Ciesielski. W przyszłości odstraszą i jednocześnie pomogą w zatrzymaniu przestępców, którzy bezkarnie pozostawiają w różnych miejscach takie poprodukcyjne śmieci lub pojemniki z tysiącami płynnych odpadów.
Kilka dni temu Prokuratura Rejonowa w Otwocku wszczęła w tej sprawie dochodzenie.

– Śledztwo jest prowadzone w kierunku składowania i usuwania odpadów, które mogły stanowić poważne zagrożenie dla środowiska – mówi prokurator Marcin Saduś, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga. Sprawą zajmuje się także Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.