Mniej represji, więcej empatii

Zawsze kierujemy się dobrem chorego. Jeśli są jakieś wątpliwości, nie wiemy, jak mamy postąpić, zawsze mówię: „Najważniejsze jest dobro chorego, zwłaszcza teraz, w czasie epidemii” – przyznaje w rozmowie z „Linią” prof. JAROSŁAW CZUBAK, dyrektor Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego im. prof. Adama Grucy CMKP w Otwocku.

Ze względu na pandemię służba zdrowia stoi przed wielkim wyzwaniem. Jak szpital im. prof. Grucy radzi sobie w tych trudnych warunkach?
– Jest to na pewno sytuacja bardzo poważna i praktycznie od samego początku tak do niej podeszliśmy, gdy w lutym wojewoda ogłosił stan podwyższonej gotowości. Trochę nie wiedziałem, jak powinniśmy się wtedy zachować, nie mieliśmy w Polsce jeszcze żadnego zakażenia, pierwszy przypadek został odnotowany 5 marca. Gdy ogłoszono stan podwyższonej gotowości, zwołałem zarząd szpitala. Spotkaliśmy się w niedzielę, 1 marca. Próbowałem zorientować się, ile mamy masek, przyłbic, gogli, strojów ochronnych. Ustaliliśmy również, jak mamy postępować w najbliższych dniach, i już wtedy myśleliśmy o tym, aby ograniczyć liczbę przyjmowanych pacjentów, a więc zmniejszyć ryzyko zarażenia, a dwa dni później wojewoda wydał zarządzenie o ograniczeniu przyjmowania pacjentów. Było wiele takich zagadnień, które rozważaliśmy, choć nie wiedzieliśmy za bardzo, jak to zrobić, a następnego dnia lub za kilka dni dostawaliśmy wykładnię i podstawę prawną od wojewody, aby zrobić dokładnie to, co już wprowadziliśmy na terenie naszego szpitala. Tak było na przykład z obowiązkowym pomiarem temperatury. Nie mieliśmy takich podstaw prawnych, wprowadziliśmy to w życie, a za chwilę wojewoda wydał dla szpitali takie dyspozycje. Podobnie było ze ścieżkami proceduralnymi.

Od samego początku kierowaliśmy się zasadą, aby organizować się samemu, nie czekając na to, aż ktoś przyjdzie do naszego szpitala i powie, co dokładnie mamy zrobić. Są ogólne wykładnie i trzeba się ich trzymać, natomiast szczegółowe procedury czy regulaminy placówka musi wypracować indywidualnie. Po tygodniu od wprowadzenia stanu podwyższonej gotowości na bazie istniejącego już wcześniej zespołu do spraw zakażeń szpitalnych powołaliśmy specjalną grupę do walki z pandemią i przeciwdziałania zarażaniu wirusem COVID-19. Ten zespół natychmiast przejął funkcję kierownictwa szpitala, bo my jako zarządzający nie byliśmy w stanie szczegółowo rozpisywać scenariuszy wydarzeń i związanych z nimi procedur działań.

W ten sposób powstał usystematyzowany plan scenariuszy i procedur branych pod uwagę na terenie naszego szpitala w związku z pandemią. Wszystkie szpitale i oddziały urazowo-ortopedyczne lepiej lub gorzej radzą sobie z zaistniałą sytuacją. Opracowanie zawierające możliwe scenariusze i reguły działań wysłałem do Ministerstwa Zdrowia i Głównego Inspektora Sanitarnego, aby za pośrednictwem tych organów podzielić się efektami naszej pracy. Uznałem, że opracowane u nas plany mogą pomóc innym placówkom przygotować i wdrożyć własne rozwiązania. Nasz dokument został umieszczony na stronach internetowych, wysłany do konsultantów wojewódzkich w dziedzinie ortopedii i traumatologii narządu ruchu, którzy nie kryli zadowolenia z udzielonego przez nas wsparcia. Jestem przekonany, że takie konsekwentne wdrażanie ścieżek postępowania, a także izolacja w połączeniu z wprowadzonymi zabezpieczeniami (maseczki, przyłbice, gogle, mierzenie temperatury itp.) oraz ograniczenie ruchu chorych i odwiedzających sprawiły, że wyszliśmy obronną ręką z pierwszej fazy pandemii. Teraz możemy doskonalić się w tym, co opracowaliśmy i wdrożyliśmy. Chcemy powoli wracać do działalności szpitala sprzed epidemii.

Ważne, aby w tej trudnej dla wszystkich sytuacji kierować się zasadą: mniej represji, a więcej empatii dla pacjenta. Każdy może rozumieć to inaczej, ale zwłaszcza wtedy, gdy sprawuje się jakąś władzę i ma się oczekiwania w kwestii realizacji wydawanych zarządzeń, które są konieczne dla dobra ogólnego, warto, aby ich podstawą była empatia.

W jakim punkcie przywracania działalności szpitala jesteście?
W połowie kwietnia zaczęliśmy przyjmować pacjentów na planowe operacje. Przyjęliśmy wtedy założenie, że uruchomimy połowę sal operacyjnych, czyli na 13 sal otworzyliśmy sześć. Wcześniej operowani byli tylko pacjenci, którzy trafiali do nas z urazami i infekcjami narządów ruchu. Poszczególne oddziały mają po dwa dni operacyjne, poradnia nadal jest zamknięta, w szpitalu nie ma odwiedzin.

Poradnia funkcjonuje w trybie teleporad. To rozwiązanie bardzo dobrze się sprawdza, większość pacjentów korzysta z porad telefonicznych, e-recept i e-zwolnień. Prawdopodobnie możliwość skorzystania z teleporad już na stałe wpisze się w działalność poradni. To jest ten pozytywny skutek koronawirusa. Na potrzeby poradni zaadaptowano i wyremontowano budynek, warunki są przyzwoite, ale liczba przyjmowanych pacjentów przekracza nasze możliwości lokalowe. Mimo to staramy się każdemu pomóc i nikomu tej pomocy nie odmawiamy.

W związku z tym, że sytuacja się poprawia, podejmujemy kolejne kroki, by wrócić do normalnej działalności. Chcemy stopniowo i przy zachowaniu wszelkich procedur bezpieczeństwa zwiększać liczbę wykonywanych operacji planowych. Uruchomimy wtedy wszystkie sale operacyjne poza jedną, którą mamy na izbie przyjęć. Jest ona wyłączona z codziennej działalności szpitala i przygotowana do przyjęcia pacjentów zarażonych koronawirusem. Zależy mi, aby lekarze wykonywali jak najwięcej operacji, bo na nie czekają pacjenci, ale z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że lepiej stopniowo zwiększać liczbę przyjęć. Nie możemy sobie pozwolić na nagły wzrost przyjęć, bo wtedy pacjenci i tak musieliby czekać na operację w szpitalu, więc lepiej, żeby czekali na nią w domu.

Szpital jest częścią Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego. Jak koronawirus wpłynął na działalność tej placówki?
Rozwiązaniem na czas pandemii okazał się wprowadzony przez dyrektora Ryszarda Gellerta system zdalnego szkolenia. W przypadku nauczania stacjonarnego w naszych szpitalnych salach wykładowych może jednocześnie szkolić się 150 słuchaczy. Jeśli chodzi o nauczanie zdalne, praktycznie nie mamy ograniczeń w liczbie uczestników – wykładom może przysłuchiwać się 400 czy 500 kursantów. Część z pokazowych operacji nagraliśmy i jako demonstracyjne przykłady udostępniliśmy w e-learningowej platformie Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego. Dodatkowo został uruchomiony czat, który umożliwia kadrze bezpośredni kontakt z kursantami.

To bardzo praktyczne narzędzie w chirurgii, która jest pracą zespołową, pozwala budować relacje między uczestnikami, poznawać się, wymieniać uwagi, dzielić się wrażeniami, doświadczeniami. Co ciekawe, jako pierwsi w Polsce przeprowadziliśmy dwie zdalne obrony prac doktoranckich. E-learning to oczywiście nie to samo co bezpośredni kontakt, zwłaszcza w takiej dziedzinie, jaką jest chirurgia, a więc na pewno nadal będziemy prowadzić zajęcia stacjonarne. Bez ćwiczeń praktycznych nie można zbyt dużo nauczyć się w chirurgii. Jednak z pewnością e-learning będzie częściej wykorzystywany w naszej działalności edukacyjnej.

14 marca miał odbyć się egzamin specjalistyczny z ortopedii. Po sześciu latach rezydentury grupa 150 lekarzy miała zakończyć studia egzaminem organizowanym przez Centrum Egzaminów Medycznych w Łodzi. Jako przewodniczący komisji odpowiadam za przeprowadzenie tego egzaminu, ale niestety jego termin zbiegł się z początkiem wprowadzanych obostrzeń związanych z koronawirusem i niestety nie mógł się odbyć. W ubiegłym tygodniu otrzymaliśmy informację, że egzamin odbędzie się 19 czerwca. To bardzo ważne by go przeprowadzić, żeby lekarze nie byli w zawieszeniu, bo wraz z rezydenturą kończy się finansowanie ich etatów, a obecni lub potencjalni pracodawcy nie chcą rezydentów bez zdanego egzaminu zatrudnić. Niektórzy wolą zawrzeć umowę ze specjalistą, a nie z lekarzem, który dopiero ma przed sobą egzamin i nie wiadomo, czy go zda. Wspieramy naszych rezydentów.

Dyżury replantacyjne wpisały się już w działalność szpitala. W czasie pandemii utrzymaliśmy ten dyżur. Pierwszy odbył się 23 marca. Tak jak z dumą informowaliśmy o pierwszym zoperowanym pacjencie, który trafił do nas z Tarnowa, teraz mogę również z satysfakcją powiedzieć, że na jednym z ostatnich dyżurów zoperowaliśmy dwóch pacjentów, podczas gdy na wcześniejszych dyżurach były to pojedyncze operacje. Cały czas doskonalimy się w tym zakresie. Chcielibyśmy otworzyć zwierzętarnie, żeby ćwiczyć na żywych organizmach, bo teraz robimy to na przykład na kupowanych w sklepie kurzych udkach. Młodzi lekarze codziennie na starym mikroskopie ćwiczą mikrochirurgię naczyniową. Ten entuzjazm kadry trzeba stale pielęgnować.

Przejął pan kierowanie szpitalem w dość trudnych i niespodziewanych warunkach, czyli tuż przed wybuchem pandemii. Do tego jest pan uznanym chirurgiem. Czy obowiązki zarządzającego szpitalem na dobre odciągną pana od stołu operacyjnego?
Od samego początku, gdy przejmowałem obowiązki dyrektora szpitala, podkreślałem, że przede wszystkim jestem chirurgiem stawu biodrowego, i to jeszcze takim dziwnym, który zajmuje się chirurgią w zakresie od wieku niemowlęcego aż do późnej starości, i może nawet z tego powodu czuję się trochę takim dinozaurem (śmiech). W tej nowej sytuacji najważniejszy wydaje się właściwy dobór kadry zarządczej i towarzyszące temu dwie zasady: wzajemny szacunek i zaufanie. Ten trudny czas poświęciłem również właśnie na tworzenie takiego zespołu. Są nowe osoby w zarządzie, ale te zasady szacunku i zaufania dotyczą całego zespołu.

Czy nadal będę operował? Dziś jeszcze, jak pan widzi, siedzę w swoim dawnym, oddziałowym gabinecie, blisko pacjentów i stąd zarządzam placówką. Wiem jednak, że jest już pora i konieczność, abym więcej czasu spędzał w części administracyjnej szpitala, spotykając się z zarządem, bo jego członkowie „cierpią” z tego powodu, że nadal więcej przebywam tu gdzie teraz. To będzie się zmieniać, ale postaram się godzić te dwie role. Jako chirurg nie zostawię moich pacjentów a jeśli nawet, to jestem przekonany, że oddaję ich w bardzo dobre ręce moich następców, którzy są co najmniej tak samo dobrzy, a nawet lepsi. Jestem chirurgiem i zawsze będę się nim czuł.

Czy pandemia wpłynie na plany rozbudowy szpitala?
To jest trudny temat. Na pewno postaramy się rozbudowywać szpital w zakresie podstawowych potrzeb placówki. Natomiast mój poprzednik dyrektor Mieczysław Błaszczyk podjął wyzwanie związane z rozbudową szpitala również pod kątem kompleksowego zabezpieczenia opieki nad pacjentem w zakresie urazów wielonarządowych, czyli stworzenia szpitala wielochirurgicznego. To wpisało się w strategiczny plan dyrektora CMKP prof. Gellerta, który chciał w Otwocku stworzyć kampus kształcenia podyplomowego z prawdziwego zdarzenia. To genialny pomysł, który zrodził się już wtedy, gdy ministrem zdrowia był prof. Zbigniew Religa, a jego zastępcą był obecny główny inspektor sanitarny prof. Jarosław Pinkas. Do tego pomysłu wrócił właśnie dyrektor Błaszczyk, który włożył dużo wysiłku w ten projekt, a ja go w tym wspierałem. Jesteśmy praktycznie gotowi do rozbudowy. Wydaje mi się jednak, że musimy połączyć ją również z innymi instytucjami i podmiotami działającymi na tym terenie, aby do rozbudowy kampusu włączyć również je. Dlatego rozmawiamy m.in. z władzami powiatu i będziemy konsultować projekt z władzami samorządowymi i rządowymi.

Jestem zwolennikiem systemowych rozwiązań, bo wtedy wszystko lepiej działa i takie podejście wymaga wpisania się również w budżet państwowy, sami nie podołamy takiej inwestycji. Intencją dyrekcji CMKP jest stworzenie zespołu prawników, którzy z prawnego punktu widzenia przygotują koncepcję stworzenia takiego kampusu przy CMKP. Musimy mieć również na uwadze to, co dzieje się w stolicy. Powstaje Szpital Południowy, do którego mają być przeniesione szpitale przy ul. Solec i ul. Stępińskiej. W CMKP pojawia się pytanie o szpital im. Orłowskiego, bo jego rola może ulec zmianie. Dlatego będą konieczne również rozmowy z władzami Warszawy
w zakresie planów rozbudowy bazy CMKP na terenie naszego szpitala. To genialny pomysł, ale nie chciał-bym zostać z nim sam. Bardzo ważne jest również finansowanie ze strony NFZ. Znam takie szpitale w Polsce, które rozbudowały się i zmodernizowały, ale niekoniecznie zadbały o finansowanie świadczeń medycznych ze środków publicznych. W tej nowej sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy, wiele tych aspektów musimy jeszcze raz przemyśleć i uwzględnić, patrząc na realne możliwości i uwarunkowania.
Rozmawiał Artur Kubajek

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.